Byłam wczoraj u dokt. rodzinnej. Chciałam, żeby w trybie awaryjnym tabsy przepisała (mój gin jest na urlopie, innych nie lubię). Niestety, kobieta odmówiła z powodów moroalnych. Cóż, nie będę jej na moją wiarę nawracac. Dobrze tylko że babeczka z takimi poglądami nie została ginekologiem.
Nie o to jednak chodzi: Doktorka mówiła mi o NPR. Nie powiem, zdrowotne argumenty przytaczała logicznie i rzeczowo. Chciałabym stosowac te metode, ale nie do konca wiem na co zwrócic uwagę.
Mam 3 dzieci, na tym, mam nadzieję, koniec.
Problem w tym, że piersią karmię już tylko w nocy, mam mało mleka. Nie miałam jeszcze @ po porodzie, więc nie wiem, jak liczyc ploodne i nie płodne.
Czy ktoś może mi coś poradzic? Tak jak chłop krowie na miedzy - prosto i nienaukowo.
Dzięki!
Oj, cóż można poradzić? Dzieci są różne. Ja z Patrykiem przez 3 miesiące nawet schabowego nie spróbowałam (bo smażony), a mleko to pierwszy raz wypiłam po roku (jak odstawiłam Małego). Z Pauliną mogę zjeść bigos, popić mlekiem, zakąsić śledziem i nic (to znaczy u niej nic, bo mnie po takiej miksturze to by pogoniło na kibelek)
Teoria jest taka, żeby grzybów nie podawać zbyt wcześnie (nawet via cycek), ale ja polecam zdrowy rozum: spróbuj i obserwuj Maleństwo. Nie ma innej metody.
Pozdrawiamy!
Mój poród nr 3...
hmmmmmmm.... byłam nastawiona, że i tym razem pójdzie tak szybko i łatwo jak za pierwszym, ale nie ma dobrze, jak się okazało...
i ten poród, kurczę, był wywoływany. I to od niedzieli... urodziłam za trzecim podejściem, w środę.
Byłam twardzielką i tak długo nie prosiłam o znieczulenia, że kiedy się w końcu zadecydowałam usłyszałam: kobieto! y masz już bóle parte!
A ja myślałam, że mi się kupkę chciało, bo nie miałam robionej lewatywki.
Co do krzyku, to raczej jęczałam i zawodziłam, trochę płakałam. Nie wiem dlaczego, ale w pewnym momencie zaczęło mi drętwieć całe ciało, od czubków palców do środka, nawet twarz i usta. Wtedy PANI DOKTOR: serdeczne jej dzięki niech będą za to, kazała mi złazić z łóżka poroodowego i pochodzić po sali. Było zaje*****!!!! Co za ulga!!! Bóle też jakby zelżały.
Natomiast parte to była masakra! Wcale nie współpracowałam z położnymi, więc córcia sama musiała się wyciskać na świat. Darłam się niesamowicie, nazwałam nawet brzydko moją Paulinkę (wybacz córuś)
rodziłam w sumie 9 godzin, w tym 6 w super-bólach i 5 minut w partych. więcej nie chcę,.
Kobiety! Stał się cud:
udało mi się położyć wszystkie dzieciaki spać w jednym czasie!!!
RANY! WRESZCIE ZJEM OBIAD!!!!!!
