Witam nie wiem czy ten problem byl juz poruszany czy tez nie dlatego zalozylam nowy watek
Moim ogromnym problemem jest moj maz ktory jest maminsynkiem. Mieszkamy z jego rodzicami w jednej miejscowosci i moj maz bez rodzicow (nie tylko mamy) nie moze sie obejsc
Co drugi dzien jak nie codziennie musi byc u rodzicow zeby spytac sie co slychac. Z kazda sprawa biegnie do swoich rodzicow o rade (moje zdanie sie nie liczy, kiedys chcialam na obiad ugotowac klopsy to stwierdzil ze ja robie cos zle i dzwoni do mamy by sie spytac jak nalezy to zrobic a ona powiedziala ten sposob jakim ja chcialam robic)
Jestesmy 2 lata po slubie mamy pol roczna coreczke i juz nie raz rozmyslalam o rozwodzie, Nie ma tygodnia zeby nie bylo problemu i klotni.
On nie da zlego slowa powiedziec na rodzicow i zawsze ich broni.Po mojej stronie nigdy nie stanie (twierdzi ze staje po stronie ktora ma racje czyli nie po mojej bo ja nigdy racji nie mam).
Maz zawsze od tesciow przychodzi podbuntowany przeciwko mnie, zawsze w zlym humorze.
Zaraz po slubie kupilismy sobie dzialke budowlana i mielismy stawiac dom ale ja sie boje ze jak wybudujemy dom to on da im do niego klucze (jak kupilismy garaz na dzialke to klucze zapasowe do niego jeszcze tego samego dnia im ) A ta dzialka stalaq sie koscia niezgody. Mielismy sadzic na niej warzywka to i jak by nie tescie tez dostali swoj plac bo tez chca sadzic. No i sadzilismy byly nasze grzadki warzyw i ich. W tym roku mialo byc inaczej wszystko mialo byc sadzone razem zeby nie bylo dwoch pol z marchewkami itp. Ja urodzilam dziecko wiec nie moglam tego wszystkiego dopilnowac bo sie zajmowalam mala.No i sie zaczelo tesciowie sobie przywlaszczyli nasza dzialke. Robia na niej co chca sadza gdzie chca i o nic sie nie pytaja. Kiedys pojechalam sobie cos urwac z dzialki zajezdzam patrze a tu nic nie ma bo wyrwane przez tesciow, no i zaczela sie klotnia. Chcialam porozmawiac z tesciowa na ten temat ale bez meza myslalam ze mni zrozumie. I to byl moj blad jak tylko powiedzialam ze chcialabym by decyzje w sprawie dzialan na dzialce byly konsultowane ze mna lub mezem jako wlascicielami to ona powiedziala mi ze nie bedzie sie przede mna spowiadac i wogole jak moge tak mowic.
Miedzy wiazankami wykrzyczala mi jakl to moja rodzina sioe tylko liczy a jej nie szanuje i jak wogole mozemy do kosciola chodzic.
A propo mojej i mojego meza rodziny tu jest tez problem. Bo uzaleznienie mojego meza jest tylko jednostronne. Jak on cokolwiek robi czy zalatwia to on ma dzwonic do nich i o wszystkim im mowic a jak oni cos waznego maja robic to tez on ma dzwonic. Jest jeszcze jego siostra i jej synek (10 lat)oni w mniemaniu mojego meza sa bostwami ktorzy zawsze maja racje i sa wszech wiedzacy.Mieszkaja w
Krakowie ale jak przyjada to ja moja coreczka i maz sie nie liczymy. Moj maz to widzi i wie o tym ale dalej jest oddany. Gdy syn siostry meza byl maly on jezdzil do nich na kazde zawolanie. Nawet musial brac sobie urlop by pojechac do opieki nad nim bo siostra musiala isc do pracy. Kupowal drogie prezenty dzwonil kilka razy w tygodniu interesowal sie. A teraz jak my mamy male dziecko nikt do nas nie przedzwoni jak przyjechala do swoich rodzicow to nawet do nas nie zaszla. Ja wychodze z tego zalozenia ze jak ktos sie mna nie interesuje to ja sie nim nie interesuje. Ale nie moj maz chociaz jego siostra sie nasza corka nie interesuje to on jak jej syn przyjechal tertaz na wakacje to srednio pare razy w tygodniu musi byc u niego. Stawia mu zapiekanki ,pizze, lody, napoje, a wczesniej za kazda drobna przysluge( np. podanie talerzyka placil mu pieniadze)Dodam ze jego siostra i jej maz maja stale prace mieszkanie wlasne, a my jestesmy na dorobku i nie mamy duzo pieniedzy. Ale to wlasnie tescie zadaja od mojego meza by dzwonil do swojej siostry interesowal sie jej synem (na kazde swieto dzien dziecka imieniny, urodziny mikolaja ma byc telefon z zyczeniami i ewentualnie piekny prezent) a o naszej coreczce imieninach nikt nie pamietal. O mojego meza urodzinach tez jego rodzice zapomnieli. Ale to niewazne jest dla mojego meza on jest slepo zapatrzony w nich i nic zlego na ich temat ni mozna powiedziec bo wtedy to je jestem zla i mi tylko cos nie pasuje. Dodam ze w tamtym roku na naszej dzialce tesc nie mowiac nic nikomu opryskal ja jakims srodkiem do zwalczania owadow bez naszej wiedzy a bylam wtedy w ciazy po to tylko by komary nie pogryzly jego wnuczka (synka siostry) i nie widzieli nic w tym zlego. Gdy prazy slonce to my mamy z malym dzieckiem ich odwiedzac bo dla nich i dla ich corki i wnuczka jest zbyt cieplo by do nas przyszli.
Ja juz nie wiem co robic jakiekolwiek proby rozmowy z mezem koncza sie klotnia albo przyzna mi racje do czasu jak nie zobaczy rodzicow to wtedy zmienia zdanie (z tesciowa juz probowalam porozmawiac i tak zmieszana z blotem nigdy sie nie czulam.) Chociaz powiedzialam o tej rozmowie mezowi to on stwierdzil ze on jej nie slyszal wiec nie ma sprawy swojej mamie nigdy uwagi nie zwroci.
Wydaje mi sie ze on sie boi swoich rodzicow i powiedziec im cokolwiek a moze i nie chce
Czy ktos mi moze pomoc i powiedziec co robic? Nie ma tygodnia zebym przez te sytuacje nie plakala, pomalu czuje ze wpadam w depresje i zalamuje sie psychicznie
:(:(

Społeczność
Polecane strony: 