Kurcze, ale mnie tu długo nie było
A moja Kornelia ma ponad pół roku. Ma już 2 zęby i zaczęła pełzać po mieszkaniu.
Ja niestety wróciłam do pracy. Co prawda na pół etatu, ale strasznie mi w pracy źle. Nawet nie ze względu na rozstanie z dzieckiem, ale ... to nie praca dla mnie. Tylko gdzie ja znajdę robotę na pół etatu w dogodnych godzinach? 
[quote="kubika":212z9ady]jejku jaka fajna
i jak się super śmieje już:))
Ogólnie jest bardzo radosna. Taka nam się śmieszka urodziła 
Pamiętacie mnie jeszcze?
Moja Kornelia skończyła już 3 miesiące....
[quote="_KatarzynkaA":3y6cpeya] OlaM o wszystkim jak się zaczęło....... i tak dalej jak cvórcia się czuje pewnie cały czas śpi no i jak ty się czyjesz oczywiście

OKej
Chcieliście to macie...
Była niedziela, a nam się jakoś nudziło. Nic się nie działo. Nawet do rodziców pojechaliśmy na obiad. Po godzinie 19.00 zaczęło mnie boleć podbrzusze, ale nic sobie z tego nie robiłam bo bolało mnie nie raz i na tym się kończyło. Godzinę później P. zaproponował obejrzenie odcinka Ugly Betty. Stwierdziłam, że OK, ale jakieś skurcze mnie łapią i chyba zacznę je liczyć. Wyjęliśmy stopery i liczymy... A tu wychodzi 45 sekundowy skurcz co 3-4 minuty. Dziwne... Pewnie źle mierzymy... Chrzanić to..! Gdy zegar wskazał godzinę 21.00 poszłam pod prysznic. Bo podobno po prysznicu skurcze przepowiadające potrafią minąć. Nie minęły... Ale co tam... "To ja się położę na kanapie i policzymy jeszcze raz". Gdy doszłam do kanapy zgięło mnie w pół, kucnęłam sobie i... powódź. Acha... Znaczy że jednak rodzę. Po 100 litrach wód i czterech kompletach ubrań machnęłam na wszystko ręką i uznałam że jadę na tę porodówkę mokra i mam w nosie że to głupio wygląda. A była już godzina 22.30, więc trochę na tym przebieraniu mi się zeszło...
Kwadrans później w szpitalu przywitał mnie lekarz, który kilka dni wcześniej odgrażał się, że jak spotkamy się na porodówce to mi wypomni, że mi się spieszyło. No trochę mi się spieszyło, bo miałam skurcze co 2 minuty i nie byłam w stanie się sama podpisać (a druków do wypełnienia przy takim porodzie jest od czapy).
Ostatecznie wysłał mnie do sali porodowej uprzedzając, że to może kilka godzin potrwać. No ja pitolę...Kilka godzin wicia się z bólu? Chrzanię to! O 23.40 P. chcąc mnie pocieszyć powiedział: "Jeszcze pół godzinki i będzie po wszystkim" Położna wypisująca kolejne papierki spojrzała na niego jak na idiotę, inna zapowiedziała, że zaraz mnie wrzucą na piłkę, pod prysznic etc. Odwołała wszystko po minucie bo młoda uznała że nie chce prysznica, nie chce piłki, ona wychodzi. Jakież było zdziwienie lekarza, który przyjmował mnie na porodówkę, gdy został wezwany pół godziny później do szycia... Ha! Już nie miał mi czego wypominać!
Kornelia to dziecko "wystarane" i wyczekiwane. Jest największym skarbem... Najpiękniejszym noworodkiem na świecie... Ma najmądrzejsze oczka, nawet jak robi zeza. Jej kupki nas cieszą, bąki martwią, nieprzespane noce tolerujemy. Kornelia to istota, która warta jest każdego poświęcenia...
Ale co mam napisać? O Kornelii, o porodzie?