solemanthea 7-8 dawka? może w tym tkwił problem w moim przypadku, ja dostałam 2,5 dawki... Co do pediatrów - pewnie zależy, na kogo się trafi...
solemanthea 7-8 dawka? może w tym tkwił problem w moim przypadku, ja dostałam 2,5 dawki... Co do pediatrów - pewnie zależy, na kogo się trafi...
Ja rodziłam z Panią Danutą Midurą i bardzo ją polecam. Bez niej (i bez mojego mężusia) nie dałabym rady. Pani Danusia ma duże doświadczenie, widać też, że personel szpitala (również lekarze) liczą się z jej zdaniem. Jest bardzo miła, ale jak przyjdzie co do czego to potrafi huknąć i kazać wziąć się w garść. Jako położną "awaryjną" Pani Danuta poleciła mi Wioletę Gwiazdę, podobno też bdb wybór. Co do sali - 400 zł płacisz zawsze jeśli rodzisz na 1-osobowej sali, nieważne, czy to był Twój wybór czy też sala 2-osobowa była zajęta. Możesz się nie zgodzić, wtedy Cię nie przyjmą.
ulla1 Moja Niunia, mimo iz w 1 minucie po porodzie dostała tylko 6 pkt APGAR, jest zdrowiutka i właściwie żadnej opieki poza moją nie potrzebowała. Owszem, codziennie rano jest obchód pediatryczny, podczas ktorego dzieci są badane, wieczorem też ktos wpadnie zapytać czy wszystko ok + ktoś kto dzidzie wykąpie. Dyżurują też tzw. opiekunki, które pomagają przewinąć, przebrać itp - oczywiście na samym poczatku, później też kręcą nosem. Natomiast jeśli coś u dzidzi odbiega od normy, to niestety trzeba na to samemu zwracać uwagę i dopominać się uwagi - mojej Malutkiej ropiało oczko ale nikt nie zaproponował mi niczego więcej poza przemywaniem solą fizjologiczną, dopiero kiedy wyraźnie powiedziałam, że to nie wystarczy i że potrzeba coś więcej - dostałyśmy krople. Niestety system rooming-in, tak obecnie wychwalany, ma chyba więcej wad niż zalet, ponieważ jedyną osobą, która obserwuje dziecko, jest matka - a każdy chyba może sobie wyobrazić, że obserwację utrudnia zmęczenie itp. Ważne jest, by domagać się sprawdzania poziomu bilirubiny w przpadku zaobserwowania objawów żółtaczki - sąsiadce z sali zakomunikowali, że dzidzia potrzebuje naświetlań w 3 dobie po porodzie, kiedy ta już właściwie szykowała się do wyjścia, natomiast naświetlania zaczęli dopiero następnego dnia - po ponad 12 godzinach, co niepottrzebnie wydłuzyło ich pobyt w szpitalu
Co do opieki po - straciłam b.dużo krwi ale oczywiście nikt się tym nie przejął póki nie zainterweniowała moja mama (lekarz) widząc wyniki badań (hemoglobina - 6,8, norma to 12-16). Trzymali mnie 5 dni, 1 raz podali kroplówkę + 2 x dostałam zastrzyk z żelaza. Wypisałam się na własną prośbę, bo wolę kurować się w domu, gdzie przynajmniej ktoś pomoże mi przy dzidzi. Jedyny plus - położna Danuta Midura. No i doktor Krawczyńska, która zszyła mnie tak genialnie, że II dnia siadałam na twardym krześle
Witam ponownie, już po rozdwojeniu
Udało mi się urodzić na Madalińskiego, ale nie jestem przekonana, czy drugi raz dokonałabym takiego samego wyboru.
Trafiłam na izbę przyjęć w poniedziałek, bo ciśnienie mi bardzo skoczyło. Wcześniej byłam na konsultacji z 'prywatnym' ginekologiem w sprawie zmiany terminu porodu przez panią dokotor z izby przyjęć (o 12 dni) i lekarz stwierdził, że przesunięcie nie było usprawiediwione. To samo stwierdził lekarz dyżurny na izbie przyjęć na Madalińskiego i przyjął mnie właśnie z powodu przenoszonej ciąży-w 14 dobie po terminie, celem wywołania porodu. Na szczęście w nocy odeszły mi wody, 'moja' położna akurat była na oddziale więc od razu położyła mnie na sali porodowej, dostałam skurczy i w efekcie urodziłam bez 'wspomagania'. Niestety nie wszystko szło tak jak powinno i poród wspominam koszmarnie. Zaczęło się od tego, że do ktg podłączały mnie studentki, które robiły to pioruńsko nieudolnie, w efekcie czego aparat nie odnotowywał skurczy i nikt nie chciał mi wierzyć, że je już mam i to mocne, co 3 minuty. Leżałam zwijając się z bólu przez jakieś 2 godziny, aż w końcu moja położna dotarła do szpitala (musiała się przespać przed porodem) bo zaalarmował ją mój mąż. Dopiero ona podłączyła ktg poprawnie i wreszcie mnie zbadała. Okazało się, że rozwarcie mam już na 5 cm, poprosiłam o znieczulenie, przyszedł anestezjolog....
Przepraszam, że tak napiszę, ale takiego buca dawno nie spotkałam. Baran nie mógł / nie umiał się prawidłowo wkłuć, bolało mnie jak cholera aż się w efekcie poryczałam, a on stwierdził, że jakbym tyle w ciąży nie przytyła to by nie miał problemów. W końcu się wkuł się po 15 minutach prób, jak przyszedł ordynator na obchód.
Znieczulenie nawet działało - ostatnia 3 dawkę dostałam tuż przed II fazą i powinna ona sprawić, że będę czuła 20% bólu + parcie. I tu moja wątpliwość co do umiejętności anestezjologa urosła jeszcze bardziej, ponieważ bolało mnie tak bardzo, że w efekcie II faza trwała ponad 2 godziny a moja córcia minutę po porodzie miała 6 pkt w skali APGAR, w tym 1 pkt za oddech. I oczywiście znów nikt nie wierzył, że mnie coś boli.