Warszawa - Szpital na Madalinskiego

14/05/08 16:38:55

solemanthea 7-8 dawka? może w tym tkwił problem w moim przypadku, ja dostałam 2,5 dawki... Co do pediatrów - pewnie zależy, na kogo się trafi...

Warszawa - Szpital na Madalinskiego

13/05/08 20:00:59

Ja rodziłam z Panią Danutą Midurą i bardzo ją polecam. Bez niej (i bez mojego mężusia) nie dałabym rady. Pani Danusia ma duże doświadczenie, widać też, że personel szpitala (również lekarze) liczą się z jej zdaniem. Jest bardzo miła, ale jak przyjdzie co do czego to potrafi huknąć i kazać wziąć się w garść. Jako położną "awaryjną" Pani Danuta poleciła mi Wioletę Gwiazdę, podobno też bdb wybór. Co do sali - 400 zł płacisz zawsze jeśli rodzisz na 1-osobowej sali, nieważne, czy to był Twój wybór czy też sala 2-osobowa była zajęta. Możesz się nie zgodzić, wtedy Cię nie przyjmą.

Warszawa - Szpital na Madalinskiego

13/05/08 11:59:40

ulla1 Moja Niunia, mimo iz w 1 minucie po porodzie dostała tylko 6 pkt APGAR, jest zdrowiutka i właściwie żadnej opieki poza moją nie potrzebowała. Owszem, codziennie rano jest obchód pediatryczny, podczas ktorego dzieci są badane, wieczorem też ktos wpadnie zapytać czy wszystko ok + ktoś kto dzidzie wykąpie. Dyżurują też tzw. opiekunki, które pomagają przewinąć, przebrać itp - oczywiście na samym poczatku, później też kręcą nosem. Natomiast jeśli coś u dzidzi odbiega od normy, to niestety trzeba na to samemu zwracać uwagę i dopominać się uwagi - mojej Malutkiej ropiało oczko ale nikt nie zaproponował mi niczego więcej poza przemywaniem solą fizjologiczną, dopiero kiedy wyraźnie powiedziałam, że to nie wystarczy i że potrzeba coś więcej - dostałyśmy krople. Niestety system rooming-in, tak obecnie wychwalany, ma chyba więcej wad niż zalet, ponieważ jedyną osobą, która obserwuje dziecko, jest matka - a każdy chyba może sobie wyobrazić, że obserwację utrudnia zmęczenie itp. Ważne jest, by domagać się sprawdzania poziomu bilirubiny w przpadku zaobserwowania objawów żółtaczki - sąsiadce z sali zakomunikowali, że dzidzia potrzebuje naświetlań w 3 dobie po porodzie, kiedy ta już właściwie szykowała się do wyjścia, natomiast naświetlania zaczęli dopiero następnego dnia - po ponad 12 godzinach, co niepottrzebnie wydłuzyło ich pobyt w szpitalu

Warszawa - Szpital na Madalinskiego

12/05/08 12:16:02

Co do opieki po - straciłam b.dużo krwi ale oczywiście nikt się tym nie przejął póki nie zainterweniowała moja mama (lekarz) widząc wyniki badań (hemoglobina - 6,8, norma to 12-16). Trzymali mnie 5 dni, 1 raz podali kroplówkę + 2 x dostałam zastrzyk z żelaza. Wypisałam się na własną prośbę, bo wolę kurować się w domu, gdzie przynajmniej ktoś pomoże mi przy dzidzi. Jedyny plus - położna Danuta Midura. No i doktor Krawczyńska, która zszyła mnie tak genialnie, że II dnia siadałam na twardym krześle

Warszawa - Szpital na Madalinskiego

12/05/08 12:13:01

Witam ponownie, już po rozdwojeniu :) Udało mi się urodzić na Madalińskiego, ale nie jestem przekonana, czy drugi raz dokonałabym takiego samego wyboru. Trafiłam na izbę przyjęć w poniedziałek, bo ciśnienie mi bardzo skoczyło. Wcześniej byłam na konsultacji z 'prywatnym' ginekologiem w sprawie zmiany terminu porodu przez panią dokotor z izby przyjęć (o 12 dni) i lekarz stwierdził, że przesunięcie nie było usprawiediwione. To samo stwierdził lekarz dyżurny na izbie przyjęć na Madalińskiego i przyjął mnie właśnie z powodu przenoszonej ciąży-w 14 dobie po terminie, celem wywołania porodu. Na szczęście w nocy odeszły mi wody, 'moja' położna akurat była na oddziale więc od razu położyła mnie na sali porodowej, dostałam skurczy i w efekcie urodziłam bez 'wspomagania'. Niestety nie wszystko szło tak jak powinno i poród wspominam koszmarnie. Zaczęło się od tego, że do ktg podłączały mnie studentki, które robiły to pioruńsko nieudolnie, w efekcie czego aparat nie odnotowywał skurczy i nikt nie chciał mi wierzyć, że je już mam i to mocne, co 3 minuty. Leżałam zwijając się z bólu przez jakieś 2 godziny, aż w końcu moja położna dotarła do szpitala (musiała się przespać przed porodem) bo zaalarmował ją mój mąż. Dopiero ona podłączyła ktg poprawnie i wreszcie mnie zbadała. Okazało się, że rozwarcie mam już na 5 cm, poprosiłam o znieczulenie, przyszedł anestezjolog.... Przepraszam, że tak napiszę, ale takiego buca dawno nie spotkałam. Baran nie mógł / nie umiał się prawidłowo wkłuć, bolało mnie jak cholera aż się w efekcie poryczałam, a on stwierdził, że jakbym tyle w ciąży nie przytyła to by nie miał problemów. W końcu się wkuł się po 15 minutach prób, jak przyszedł ordynator na obchód. Znieczulenie nawet działało - ostatnia 3 dawkę dostałam tuż przed II fazą i powinna ona sprawić, że będę czuła 20% bólu + parcie. I tu moja wątpliwość co do umiejętności anestezjologa urosła jeszcze bardziej, ponieważ bolało mnie tak bardzo, że w efekcie II faza trwała ponad 2 godziny a moja córcia minutę po porodzie miała 6 pkt w skali APGAR, w tym 1 pkt za oddech. I oczywiście znów nikt nie wierzył, że mnie coś boli.