Witam i ja po przerwie porodowej
GRATULACJE dla KAŻDEJ Z NAS w końcu dotrwałyśmy do czasu by tulić maleństwa! Ależ to szybko minęło, patrząc na to z perspektywy czasu
Nasz Jasiu jest taki kochany! W ogóle nie płacze, czasami postękai czasami jest kwaśna mina jak wyjmuję go z wanienki. Karmię go tylko swoim mleczkiem i jak na razie pokarmu mam sporo. Dietę jednak stosuję bo chcę kruszynce oszczędzić kolek.
Była już położna i wszystko ok.
Może teraz opiszę poród chociaż to będzie krótki opis
Na dwa dni przed godziną zero zaczął odchodzić czop jednak nic więcej się nie działo. Na KTG małe skurcze dochodzące raptem do 40 więc jak dla mnie zerowe. Lekarz stwierdził ciążę i brak porodu
Położna nawet powiedziała, że może jednak będę tą statystyczną mamą rodzącą w terminie, czyli w 5%, hehehe. No i wykrakała
Następnego dnia wyciągnęłam męza na spacer taki 2 km.
po powrocie przespaliśmy się troszkę i jak wstałam pojechałam o 16 po synka do przedszkola. W przedszkolu miałam pierwszy skurcz
Jak wróciliśmy pojawiały się skurcze co 15min. Wzięłam prysznic i przeszło ale po 30min skurcze wróciły już co 7-10 min. Mąż zadzwonił po tatę i mamę. Teściowa została z Piotrkiem a teść zawiózł nas do szpitala. W szpitalu już czekała na mnie położna. Po KTG na którym skurcze pisały się do 140 i już zaczęło mnie boleć, lekarz zbadał podwozie i okazało się ze jest już 6cm. Kołysząc się przy biurku i podawaniem danych do papierów skurcze były już bardzo silne i następowały jeden po drugim. Po około 10min byłam już w sali porodowej. Położna zbadała mnie i miałam 8cm
Szybko wyjęliśmy ubranka. Ktoś przyleciał z dokumentami i zapytali tylko jakie nazwisko ma miec dziecko, mój pesel i telefon i zaczełam przeć stojąc przy łóżku! Parłam 10min. Janek urodził się zdrowy i śliczny. Ja tylko lekko pękłam na 1 szew ale lekarz założył w sumie 3 szwy. Musiałam być wyłyżeczkowana ale już wszytsko ok
W karcie wpisali mi więc poród okres 1 - 3,5 okres 2 - 10min.
Teraz malutki spi, zawinięty w nalesnik
karmię co 2 godzinki - 2,5.
VENA ogormne GRATULACJE!!! 
Trzymamy więc kciuki, żeby jednak wywołali
