*****WRZEŚNIÓWECZKI 2010*****

03/04/10 18:03:53

Dolaczam sie do zyczen. My swietujemy nietypowo, bo Maz musi odrobic ``ferie`` i pracuje od dzisiaj wieczor. Dlatego jutro sniadanie i pbiad jemy w osrodku z podopiecznymi. Popoludniu jedziemy do naszych jedynych tu w Niemczech znajomych Polakow. W poniedzialek znowu praca do 14, a potem troche w domu. Wtorek to juz pakowanie, a po poludniu wizyta u lekarza. W srode w poludnie lece z Oliwcia na 2 tygodnie do Polski. W zwiazku z tym zycze wszytskim duzo zdrowia, sil i radosci! Trzymajcie sie dziewczynki!

*****WRZEŚNIÓWECZKI 2010*****

31/03/10 21:31:54

Witam, pamietacie mnie jeszcze? Co do pytania o podwojny wozek to my na pewno nie bedziemy czegos takiego kupowali. W ogole nasz wozek wyciagamy juz wyjatkowo tylko, bo Oliwia nie chce w nim siedziec. Nie wytrzymuje dluzej niz 15 minut siedzac. Jedyne co lubi to nasza przyczepke do roweru, ale ta juz zapobiegliwie kupilismy na dwojke dzieci, wiec nie bedzie problemu :lol: co do taiej dostawki do wozka to moja znajoma tego uzywa, a jej corka strasza jest od mlodszej o 1,5 roku. Czyli jak miala 1,5 roku i urodzila sie mala to zaczeli tego uzywac i podobno zdaje egzamin. Na dlugie spacery to ona sie chyba jednak nie wybiera z dwojka dzieciakow. U nas dobrze, brzucho mi rosnieeeeee, czuje sie ostatnio bardzo dobrze, wiec jest ok! doranoc

*****WRZEŚNIÓWECZKI 2010*****

27/03/10 10:09:48

Nie, to jasne...nie zeby Oliwcia od razu slowami rzucala, chodzilo mi juz o prawdziwe slowa. Oczywiscie zaczela od takich Niby-wyrazow: bylo ``muuu``, ``ko-ko``, ``hau-hau``, ``am``, picie, jakis dzwiek oznaczajacy dzwiek auta, traktora, weza ( :shock: ) i moje ulubione ``aaaa`` z odpowiednia intonacja, gdy pokazuje jej zdjecia dzidziusiow albo mowie, ze cos jest ladne 8)

*****WRZEŚNIÓWECZKI 2010*****

26/03/10 19:07:21

[quote="<Kaja>":125nknn3]Tuniasta, bardzo mi się podoba to podejście u Was – takie naturalne, fizjologiczne. Mnie by się to podobało, ale w pierwszej ciąży (pamiętam, że nie chciałam żadnej pomocy położnych w szpitalu, najlepiej mi było, jak byliśmy sami z M. i Stasiem – wtedy byłam spokojna i szczęśliwa). Teraz też jestem dość spokojna, ale bliźniaki powodują trochę większy niepokój. Ja jogę w pierwszej ciąży ćwiczyłam indywidualnie i teraz też ćwiczę.
Dlatego my w koncu mimo, ze musielismy rodzic w szpitalu wyszlismy z niego kilka godzin pozniej i pojechalismy do domu. I najpiekniejszym momentem bylo, jak polozylismy sie we trojke do lozka....tylko my, caly swiat przestal istniec. Bylo wspaniale! Ja mialam bezproblemowy porod, dosyc bolesny, bo bardzo szybki, ale wspominam go tylko dobrze. Tym razem tez mam nadzieje, ze uda sie rodzic poza szpitalem. Traktor oczywiscie kupilam :lol: ostatnio kolezanka mnie pyta (mama 2 dziewczynek) jakie bylo pierwsze slowo Oliwci. Pierwsze bylo ``to chce``, a ona ze z rzeczownikow: lala, mis....Kurde u nas chyba pierwsze bylo auto :roll:

*****WRZEŚNIÓWECZKI 2010*****

26/03/10 15:18:29

Dobry! To i ja cos dodam, choc tutaj ze szkola rodzenia nieco inaczej. My tze w pierwszej ciazy chodzilismy razem i bylo super. Kurs robilismy u poloznej, ktora sobie wybralismy na cala opieke ciazowa-porodowo-poporodowa. Pielegnacji nie bylo nic, bo to polozna jak jest potrzeba mowi w czasie wizyt domowych. Duzo bylo rozmow, o samym bolu i radzeniu sobie z nim, o przebiegu porodu, troche o karmieniu, a poza tym cwiczenia relaksujace, oddechowe, nawiazywanie wiezi z dzieckiem itd itd Wszystko w gabinecie u poloznej. My generalnie nie chcielismy rodzic w szpitalu, zreszta to jest tutaj nieistotne czy moj lekarz pracuje w szpitalu czy nie, bo porod odbiera polozna. W tej ciazy bede chodzila chyba na joge dla ciezarnych, zeby sie troche poruszac po prostu. Generalnie za standartowe kursy placi kazda jedna kasa chorych, my akurat zmieniamy na taka, ktora dodatkowo placi tez za rozne inne kursy (joga na przyklad, czy zajecia na basenie itp itd). Generalnie aki kurs polecam bardzo, ale chyba na taki co wiekszosc o pielegnacji by byla to bym nie chciala chodzic. U nas wszystko przyszlo bez problemu instynktownie, pierwsze przewijanie, ubieranie, kapiel robilismy sami i nie czulismy ze potrzebujemy przy tym pomocy. Zreszta my i tak robimy to troche ``inaczej`` - zadnych wilgotnych chusteczek, tylko woda i szmatka, pieluchy do tej pory mamy bawelniane, a nie pampersy itd itp A jeszcze co do trudnych wydarzen w ciazy....we wtorek razem z Mezem uratowalismy zycie sasiadce, ktora probowala popelnic samobojstwo i podciac sobie zyly....moj dzieciak musi byc twardy zeby sobie z tym wszytskim radzic..... A Mloda dzisiaj ``zazadala```w sklepie....TRAKTORA!!!!!!