Poród w Bielsku - Jak szpital Wojewódzki złamał moje prawa

27/05/08 15:16:37

Studentko! Jestem zdumiona tym co tu przeczytałam! Szczerze ci współczuje Twoich przeżyć, żadna kobieta nie powinna być tak potraktowana! Masz rację dobiegając się swoich praw. W osłupienie wprawia mnie tylko jedno. Również w listopadzie 2007 roku dokładnie 14 listopada, rodziłam. Też w szpitalu Wojewódzkim w Bielsku. Z tym że ja nie mogę powiedzieć złego słowa. Traktowana byłam naprawdę dobrze, Trafiłam na rewelacyjne położne. Cały poród a również czas po porodzie ani raz nie mogłam złego słowa powiedzieć na nikogo. Zaznaczam, że nie płaciłam za nic, a W bielski rodziłam awaryjnie, bo mój syn się na świat pospieszył. Wszyscy reagowali na moje prośby, pomagali mi jak tylko mogli. Byłam pełna podziwu dla nich, i dla szpitala również. Aż strach mnie bierze jak pomyślę że w tym samym czasie, ty przeżywałaś te okropne katusze. Zastanawiam się jak to sie ma do rzeczy, jak mają lepszy humor to lepiej traktują, a jak nie to gorzej? W głowie mi się nie mieści że rodziłyśmy w tym samym miejscu, i nasze porody były tak diametralnie inne. Szczerze współczuje i pozdrawiam.

Młode mamusie z Krakowa i okolic :)

23/12/07 13:20:36

Dagmara gratuluje córusi, śliczna dziewczyna! Super, ze poród dość szybki, i ze dobrze wpominasz, ja swój wspominam też super. Obyście były zdrowe! Pragnąca szczęścia - cześć! fajnie że do nas zawitałaś. Kurcze jutro wigilia, tatuś kupił Filipkowi taki śliczny kostiumik, ze nie moge sie doczekac wigili jutro, zeby go ubrać. A ile bedzie zachwytów, każdy bedzie chciał przytulić, ponosić...ehh lubię świeta:)

jak powiedziałyście tatusiowi...

15/12/07 14:57:35

No to ja też sie podziele swoją historią. Było to tak. Z moim facetem byliśmy razem juz lat 4 mimo młodego wieku (ja 20 on 23) Związek nasz przebiegał nam różnie, ale ludzie smiali sie ze i tak żyć bez siebie nie możemy. Zdarzyło nam sie przez te 4 lata rozstać przynajmniej z 3 razy, tak na około tydzień, po czym okazywało sie ze jednak cieżko nam osobno. I tak własnie było w połowie lutego 2007roku. Juz od kilku tygodni nam sie nie układało, coś sie psuło, wkońcu pach-wielka awantura-nigdy więcej razem-rozstanie. Z wielkim zapewnieniem, ze to juz definitywne i bardzo powazne i wogóle na wieki wieków. I faktycznie totalny brak kontaktu przez dwa tygodnie, wielka tęsknota, łzy po nocach ale przeciez wiem, ze juz nam napewno nie wyjdzie, wiec musze jakoś to przeżyć. Na początku marca, nie dostałam okresu, a powinnam dostać, ale sie tym zupełnie nie przejmowąłam, bo miewałam wtedy nieregularne okresy, czesto spózniały się o nawet tydzień. Odczekałam tydzień, mając jeszcze w świadomosci ze możlwie ze spóznia sie przez stres, związany z rozstaniem. Jednak po tygodniu, poszłam do apteki bo test. Wróciłam do domu, zrobiłam test - moje zdziwienie osiągneło apogeum jak zobaczyłam dwie kreski. Gdzieś w głębi duszy intuicyjnie wyczuwałam ze tak może być, ale dowód namacalny zrobił na mnie ogromne wrażenie. Siedze dalej w tej łazience i mysle sobie śmiać się czy płakać, no to teraz mamy psikusa. Wziełam telefon, i zadzwoniłam do mojego świeżego eks, i spokojnym głosem zaczynam konwersacje. Dawno nie rozmawialismy, co u ciebie, bla bla bla, ze zdenerwowania chyba gdzieś w miedzyczasie powiedziałam mu "jestem w ciąży". Zamilkł, i słysze CO?, no to spokojnie powtarzam, ze jestem w ciazy - i cisza po drugiej stronie. Za chwile usłyszałam tylko krótkie - musze kończyć. Rozłączył się. No to dopiero włączyło mi się myslenie, co to teraz bedzie, pieknie, rany, koniec świata. No i siedzę sobie i płaczę. Może pół godziny po tym, ktoś puka do drzwi, idę otwieram, a tam mój eks. I jakas torba. Zachował kamienną twarz, wszedł do domu, minał mnie bez słowa i poszedł do pokoju. W szkou poszłam za nim, a on tylko zapytał czy jestem pewna, wiec pokazałm mu test. Chwila ciszy - i o dziwo - moje uszy doszedł okrzyk radości. Rany, a więc naprawdę bede tatą, kurde, bedziemy mieli dzidziusia, boże to cudownie, to napewno bedzie synek, chociaż dziewczynka tez bedzie cudnowna. Ja w dalszym ciągu w ogromnym osłupieniu, a mój pajac odstawia komedię. Na ręce mnie, rzuca, skacze, krzyczy, przytula, całuje. A ja dalej w szoku dopiero zaczeło do mnie docierać - Kurdę on sie naprawdę cieszy. Zanim pojawił mi sie banan na twarzy, i poleciało kilka kolejnych łez to chyba wszyscy sąsiedzi usłyszeli ze bedziemy mieli dziecko. Usadowił mnie w fotelu, i wyciąga mi z torby, soczki, słodkości, gazety"mamo to ja", misia pluszowego. I mi opowiada, ze jak do niego dotarło po tym jak sie rozłączył, ze bedzie tatą, to wpadł w taką euforię ze kupił prawie pół sklepu, a potem dopiero pomyślał, ze przeciez to moze byc jeszcze nieprawda. Wiec wolał najpierw zapytać. Oczywiście odrazu było przytulanie brzuszka, wielkie wzruszenie, popłakalismy sie wkońcu obydwoje, ze teraz bedzie inaczej, ze nie było planowane, ale bedzie super mocno kochane, i wielkie wyznania miłości:) Potem jeszcze zdążył obdzwonic pół polski i jeszcze kawałek świata, poinformował kogo tylko się dało, i przeszliśmy do tradycyjnej formy przeprosiń i godzenia się w łóżku:) Dzisiaj mamy miesiecznego synka, i jesteśmy najsześliwszymi rodzicami pod słóńcem, kochamy sie chyba dużo mocnij niż wcześniej. I tylko znajomi dalej się smieją, ze my poprostu byliśmy na siebie od zawsze skazani, i dzidziuś przyszedł żeby kolejny raz nas godzić.

Młode mamusie z Krakowa i okolic :)

14/12/07 13:50:05

Niuńka to masz swoją fasolkę:), gratulację:) Dagmara - wiesz jak to jest, u każdego indywidualnie, rodzić możesz zacząć w każdej chwili, nawet bez przepowiadających skórczy, więc 3mam kciuki:) Jak zamilkniesz na forum na dłużej, to bedziemy wiedziały ze oczekujesz już swojej kruszyny. Zobaczysz, na święta bedziesz już miała dzieciaczka w domu, ponad tydzień jeszcze. Ja dziś odpoczywam, bo facet wział wolne i nie może odkleić sie od synka:) A co do Moni z Piastów, zmieniła nr tel bo stary milczy jak zaklęty, więc bede jej musiała zrobić niespodziankei wpaść tam do was, o ile jeszcze tam mieszka, bo z tego co wiem miała sie z facetem wyprowadzać jakoś teraz na czasie. Najwyżej ponapastuje rodziców o nowy adres:) A jak znosisz ostatnie dni ciąży? Eh, powiem wam, że troche wam zazdroszcze, bardzo mile wspominam okres ciąży, a sama nie wiem kiedy zleciało 9 miesięcy... A zdjęcia mojego Filipka wkleje wam, jak tylko kupie nowy kabel do usb, bo stary wcięło i wszytsko mam na cyfrówce...

Młode mamusie z Krakowa i okolic :)

13/12/07 22:02:17

Ja planowany termin porodu miałam na początek grudnia, więc rodziłam w szpitalu na sląsku, bo akurat z facetem byłam odwiedzić rodzine:) Obudziłam sie w nocy, bo odeszły mi wody, ale ze skurczy nie było, to spokojnie zdązyłam wziąć prsyznic zjeść, napić sie i pojechać do szpitala. OD obudzenia sie i odejścia wód(3 30) do porodu mineło 3 godziny. Teleeksspresówka jestem:) Zestresowana byłam troszke bo obcy szpital, nieznany personel, a oni tak mnie zaskoczyli swoją życzliwością ze do tej pory nie moge wyjść spod wrażenia. Miałam cesarke, bo Filipkowi sie pępowina owineła wokół głowki, ale juz 2 h po cesarce mały leżał kołomnie. Bólów wiekszych nie odczuwałam, do ruchwliwości normlanej wóciłam po 2 tyg, teraz to już smigam swobodnie, jakbym wogóle nie rodziła, tylko synka dostała w prezencie. Rana po cieciu juz zablizniona i blada, coraz mniej widoczna, waga sprzed porodu -2kg:) W krakowie miałam rodzić własnie w Rydygierze, bo słyszłama wiele pozytywnych opini, no i też miałam blisko, ale mój synuś na świat sie bardzo spieszył:) A tak wogole to przypomniało mi się, mam na Piastów koleżanke, sporo już jej nie widziałam, ma na imię Monika zresztą tak samo jak i ja:), i jest dokładnie z naszego rocznika, mieszka w bloku chyba nr 15, ale nie pamiętam dokładnie, może znasz? Jeżeli mieszkasz na Piastów od dziecka, to pewnie chodziłyście do jednej szkoły.