[quote="asiula27":rkkjdpm2]Magdulku czuję się dość dobrze, wiem że powinnam leeżeć, ale boję się utraty pracy. Brzuch mnie nie boli , napina się czasem napina się przy nerwach, ale chwila relaksu i jest ok (ciekawe czy gdybym żeczywiście poroniła też taki objaw by był?). Jeszcze krwawię ale jeśli by to bya @ to jeszcze jutro też ta sytuacja się nie zmieni. Jutro do gin na usg...aż mnie skręca na samą myśl. Co tam zobaczę....lub czego nie.... 
asiula a powiedz mi na jakiej zasadzie jestes zatrudniona? jak weźmiesz zwolnienie lekarskie to nic ci nie grozi, a pamiętaj że na przeciwwadze stawiasz dziecko....
ach tzrecie poronienie miałomiejsce w 7 tygodniu...
oj kochane, długo by pisać.... jak pech to pech.
pierwszy raz chyba był najgorszy- byłam na wakacjach za granicą, nad morzem, wszytsko pięknie, ładnie ( zaznaczę że lekarz jakoś zapomniał po usg wsomnieć ze w ciąży jestem!!!!!!! ), nie piłam,nie paliłam bo taką miałam wówczas naturę, czyli wszystko było dobrze.. Do czasu.... zaczęłąm krwawić, pomyślałam że to okres,ale zaczęły się bóle, skurcze były nie do zniesienia! ale co robić człowiek na obczyźnie nie wiele może, więc cierpliwie czekałam na koniec męki, no i cóż jedyne czego doczekałam się ( po 5 tyg!!! ) to wieeeeelki ubytek krwi, stratę siły i duże osłabienie organizmu, dpiero wówczas lekarz przyjął mnie na oddział cito. okazało się że nastąpiło naturalne poronienie ciąży 7 tygodniowej. heh dobrze się było wówczas dowiedzieć... wiadomo, zabieg, krew i po kilku dniach do domku. po pewnym czasie doszłąm do siebie.
minęły dwa lata, sobota rano budzę się jak w koszmarze- ból, krew krzyk i nic więcej... i wszytsko jasne, kolejne poronienie, tym razem okazało się że było to poronienie wczesnej ciązy, po prostu, jak to lkarz powiedział mój organizm ciążę traktuje jak wirusa i za każdym razem walczy z nią by się pozbyć zagrożenia. więc kolejny zabieg i kolejna załamka...
minęły kolejne dwa lata... piękne dwie kreseczki,od razu wizyta u gina, skierowanie na usg i jest- ciąża 6 tygodniowa i 4 dni. ale nie widać zarodka.... szok! załamka na dzień dobry ale jak to znowu lekarz powiedział- tak czasem bywa, że zarodek jest za blisko ścianki pęcherzyka i nie widać go, wiec skierowanie na następne usg po 10 dniach. w międzyczasie miałam lekkie bóle w dole brucha i czasami brunatne plamienie, cóż usłyszałam że i tak bywa więc nie ma co się przejmować. ale i tak walczyłam o swoje, poszłąm doginai mówię, że jestem zaniepokojona tym co sie dzieje, z łaską bo z łaską ale dał skierowanie do szpitala. okazało się żę mam nadżerki na macicy, więc myślę sobie- pewnie stąd ból i plamienie, dlatego na usg które miałąm 20 min po badaniu szłam spokojniejsza, z nadzieją że dzidzia rośnie zdrowo. długo się nie nacieszyłam.... okazało się bowiem, że pęcherzyk ciążowy odkleił się od macicy i zarodek umarł... mówię Wam masakra !!!! miałąm ochotę zabić każdegoztych lekarzy którzy do tej pory zajmowali się mną, no ku...wa trzy razy??? szok!!!
tym razem jednak mam doła jak po bombie atomowej, straciłam wiarę i nadzieję we wszystko!
heh tak trzeci raz... zabieg miałąm 27 stycznia, w sumie nie dawno ale tak się czuję dziwnie jak bym siłę traciła, czuję że powinnam pójśc do lekarza.