Witam Was, w końcu tu dotarłam, dzięki za pamięć
Odsypianie nocy, kompletny brak czasu na komputer, wizyty znajomych, potem przyleciała moja mama i była u nas 2 tygodnie, teraz powoli zaczynam nadrabiać zaległości, ale oczywiście nie mamy z malutką jeszcze wyrobionego żadnego rytmu dnia i nocy, każdy dzień jest inny więc powoli mi to idzie.
Nadrabiam Was od niedzieli, może wreszcie dzisiaj mi się uda wysłać tego posta
No więc po kolei, najpierw odpowiem na pytania, poród miałam dosyć szybki, do szpitala dotarliśmy przed 16 a Laura (takie imię wybrała jej starsza siostra
) urodziła się o 18:41. W sumie jeszcze godzinę przed jej narodzinami chcieli mnie odsyłać do domu bo stwierdzili że nie wyglądam na kobietę która niebawem ma urodzić, patrzyli na mnie jak na niepoważną gdy z bananem na buzi mówiłam że mam skurcze, na ktg też moje skurcze nie wyglądały na porodowe (fakt były niezbyt regularne ale już zaczynały boleć a mimo to na ktg nie rysowały się jakoś wysoko - podejrzewam że było źle podpięte). Ja bardzo się bałam tego że odeślą mnie do domu... - o 16 gdy wjechaliśmy na parking przyszpitalny tak w ogóle to byłam wręcz załamana bo skurcze mi całkiem minęły... tzn były znowu co 20 minut... Chciałam wracać do domu ale mąż mnie namówił że jak już jesteśmy to chociaż ktg zrobimy... Wchodząc na oddział skurcze dalej były co 15-20 minut, musiałam ich okłamać że są co 5 minut bo by mnie pewnie nawet na oddział nie wpuścili...
Zrobili mi to ktg o którym pisałam wyżej i powiedzieli że pojadę jeszcze do domu bo to nie poród, no ale dla pewności zbadają mi jeszcze szyjkę czy jest jakieś rozwarcie i... okazało się że mam 7/8 cm rozwarcia.
Położna miała oj bardzo zdziwioną minę, a ja poczułam taką ulgę... po prostu byłam przeszczęśliwa! na reszcie się doczekałam!
Po badaniu szybciutko na salę porodową, przebrałam się bo w spodniach byłam, odeszły mi wody i po 10 minutach urodziła się mała cała i zdrowiutka.
Troszkę mi się dłużyło te 10 minut przez te nieregularne skurcze, tzn długie miałam przerwy między skurczami, ogólnie poród różnił się sporo od pierwszego. Waga małej 3200, choć mam zdjęcia jej na wadze i jak byk wyświetla 3190.
Z gorszych informacji - nie nacięli mnie... Popękałam okropnie w każdą możliwą stronę, szwów ogrom, z lewej strony 20, do prawej strony wzywali chirurga bo sami stwierdzili że się nie podejmą...
Chociaż taki plus że babka (chirurg) widać że się znała na rzeczy, to co ona szyła to już śladu po tym nie mam, w ogóle nie widać że coś było nie tak, nawet blizny nie ma, w szoku jestem, za to to co położna zszywała nadal mam czerwone... No ale do 6 tygodni niby ma czas żeby się całkiem zagoić.
Ogólnie poród ok, najgorsze to zszywanie było i ich "szukanie" gdzie jeszcze popękałam, to bardzo źle wspominam, dużo gorsze niż poród, 5 ampułek ze znieczuleniem miejscowym mi wstrzyknęli, oprócz tego naćpałam się gazem podczas szycia - od ust go nie odstawiałam, a podczas porodu nie chciałam nawet raz sobie wdechnąć
Starsza córa zachwycona
Nareszcie się doczekała siostrzyczki, jest wspaniałą troskliwą starszą siostrą, widać że bardzo kocha malutką, a ja jestem z niej dumna
Co jeszcze u nas... Karmię piersią, na początku ból był straszny, źle przystawiałam małą i sutki były w masakrycznym stanie, dostawiając małą wkładałam zwiniętą pieluchę tetrową czy bluzkę w zęby i zaciskałam z całej siły bo mnie całą wręcz paraliżowało z bólu, nakładek na sutki mała nie chciała zaakceptować więc miałam do wyboru albo przetrwać albo butelka. W końcu metodą prób i błędów udało się, zaczęłam dobrze małą dostawiać, sutki zaczęły się goić i z dnia na dzień było coraz lepiej...
Co do wagi maluszków, Laura 3 dni po porodzie ważyła 3160, 5 dni po porodzie miała 3440, 11 dni po porodzie 3660, w 18 dobie miała 4220, w szoku jestem jak ona szybko rośnie, położne ważą ją po 2-3 razy bo nie dowierzają własnym oczom.
W tą niedziele z ciekawości zważyłam siebie, potem na wagę weszłam z małą i wychodzi na to że w 23 dobie miała 4700
Po gondoli w wózku z kolei i po ubrankach widać jak rośnie.
Śliczniutkie macie te Wasze pociechy, bez wyjątku!!
Małe słoneczka
Dargocia, Dobrzynka ogromne gratulacje!!
Marianka dla mnie najlepsze wkładki pod słońcem to baby ono... Zamieniają mleczko w żel, nie przeciekają... Tutaj niestety nigdzie ich nie dostanę a zapas z PL się skończył
Po johnsonach wiecznie mam sutki obklejone takimi mini nitkami z których one są zrobione i nie podoba mi się to...
Tych o których Ty pisałaś nie wypróbowałam jeszcze, muszę się rozejrzeć czy znajdę tutaj takie.
Odnośnie kupek... Moja mała robi dosłownie co chwilę...
Już nawet kilka razy miałam schiza że ma biegunkę ale chyba po prostu tak ma...
A tyłek ma tak odparzony...
Dzisiaj od północy do 8 rano poszło 9 pieluch, a w dzień zmiana co chwilę dosłownie, nałożę jej, ona dosłownie piernie i już kleks w pieluszce...
Czy któraś z Was też tak ma? Może polecicie coś skutecznego na odparzenia? Mąka ziemniaczana, sudocrem, bephanten niezbyt pomagają...
U nas mała śpi w nocy w kołysce, kołyska cały czas jest zablokowana, czasem zdarza się że śpi u nas w łóżku ale w sumie rzadko, przeważnie jak mąż do pracy wcześniej wstaje i jestem sama.
Rybaczek my nie zakładamy czapki w ogóle...
Tzn raz mała miała czapkę, ja wychodziliśmy ze szpitala dzień po porodzie
A w wózku na materacyku pieluchę flanelową rozłożyłam.
Z malutkim na pewno wszystko będzie dobrze tak jak piszą dziewczyny!! Trzymam mocno za Was kciuki!!
Laura już się obraca z brzucha na plecy
jak leży na plecach to na bok też się obróci jeden lub drugi, główkę trzyma pięknie, jak ją biorę do odbicia i jest jeszcze głodna to się wręcz odpycha i rzuca się na bok na pierś otwierając buźkę...
martwiłam się z tego powodu o jej napięcie mięśniowe bo naprawdę jest dużo silniejsza niż jej siostra w jej wieku lecz położne i health visitor zapewniają mnie że wszystko jest super więc nie pozostaje mi nic innego jak im wierzyć.
Moja mała śpi w bodach z krótkim rękawkiem, w dzień tez przeważnie tak jest ubrana, nakupowałam pajacyków, śpiochów, półśpiochów i chyba nic się nie przyda...
Sstacha to jeszcze zalecają profilaktyczne szerokie pieluchowanie??
Przecież to może przynieść więcej szkody niż pożytku...
Dobra, mała się budzi, wysyłam posta, ile napisałam to napisałam, jeszcze ze 2 dni w takim tempie bym pisała.
Pozdrawiam Was wszystkie i postaram się już codziennie zaglądać. ![]()
Myszka, Eeyore, dzięki za pamięć, u mnie jak widać poniżej na suwaczku
Minął ten 13 maj i chyba dałam już na luz. Wg usg z 12 tygodnia ciąży mam termin na jutro, nie brałam go w ogóle pod uwagę bo taki odległy mi się wydawał, tym 13 (z om) się sugerowałam, no ale cóż, my sobie planować możemy a nasze dzieci i tak się urodzą kiedy będą chciały... 
Społeczność
Polecane strony: 