Poród z partnerem czy nie...?

17/07/08 19:30:49

Witam. Ja juz po drugim porodzie z mezem. Urodzilam synka 6 lipca. Musze przyznac ze bylo lepiej niz poprzednio. Maz uczestniczyl w calym porodzie razem ze mna kiedy mialam skurcze parte zawziecie obserwowal i dopingowal ze jeszcze tylko troszke i bedzie dzidzius, w trakcie opisywal mi ile glowki wystaje ze widzi wloski itd. I nic go nie obrzydzilo. Kiedy wstalam zmienic wkladki a krew ciekla mi po nogach wycieral ja ze mnie i wcale sie nie brzydzil. Nie zaluje ze poszedl ze mna rodzic drugi raz. Pozdrawiam.

porod w Anglii

09/07/08 14:08:10

Witam. Ja juz po prodzie w uk. Urodzilam w niedziele 6 lipca synka. Jezeli chodzi o opieke w szpitalu to nie zawiele powiem bo pojechalam do szpitala ok 14.00 a o 15.30 urodzilam o 18.00 wrocilam z malenstwem do domu, poniewaz nie chcialam nic jesc, spakowali mi kanapki z innymi gadzetami jakie dostalam w szpitalu tzw. Welcome pack. Rodzilam w pokoiku na lozku w poscieli mialam do wyboru pozycje w ktorej chce rodzic mezus siedzial na fotelu i pomagal mi rodzic. Polozna byla bardzo mila. Poszlo szybko i bezstresowo. Pozdrawiam mamusiki. NIe ma sie czego obawiac.

Jakie mialyscie dolegliwosci po pierwszym porodzie sn?

04/07/08 20:57:47

susialam zaraz po porodzie, stolca oddalam w pierwszej dobie ale strasznie sie balam tego, hemoroidy mi dokuczaly ale po porodzie jakos samo zaniklo, nacinali mnie i szwy odczowalam jakies kilka dni po porodzie ale nie bylo to takie straszne, pierwszy sex po jakis 4 tyg ale strasznie sie balam, pochwa wrocila do formy (no tak mysle - bo maz sie nie skarzyl)

opinie na temat spirali..

04/07/08 20:48:32

Mi sie udalo za pierwszym razem wkladke wyjelam i zaraz po @ przy pierwszej owulacji zaszlam w ciaze. Za 8 dni spodziewam sie synusia:)

Poród z partnerem czy nie...?

04/07/08 13:20:33

Ja pierwszy raz rodzilam z mezem a za 8 dni mam kolejny termin i maz tez idzie ze mna. Nie wyobrazam sobie zeby go nie bylo przy mnie, bardzo mi pomogl za pierwszym razem, przede wszystkim wspieral mnie do momentu kiedy moglam juz isc rodzic, zostawiono mnie na kotytarzu na ponad 3 godz sama bym chyba zwariowala. NIe mowie ze moj maz tak bardzo pragnie tego aby byc tam ze mna, wie ze mi na tym bardziej zalezy, i ze przy nim czuje sie bezpieczniej. Rozmawialam z nim na ten temat i pytalam sie czy ma jakies obrzydzenie do tego lub cos w tym stylu. Odpowiedzial mi ze nawet o tym nie pomyslal, a nie chetnie idzie bo widzal moje cierpienie i nie mogl nic zrobic aby mi pomoc, a ta bezradnosc jest najgorsza. Mam nadzieje ze za drugim razem pojdzie nam latwiej. Pozdrawiam