Moja mama twierdzi, że płakałam przez wszystkie przedszkolne lata, a ja pamiętam ten okres jako bardzo udany czas:). A wracając do tematu...podoba mi się pomysł dni adaptacyjnych, realizowany w niektórych placówkach. Myślę, że dla niektórych dzieci to bardzo dobre rozwiązanie a i rodzic będzie spokojny widząc pracę wykonywaną przez opiekunów.
Przerabialiśmy to, ale dosyć bezboleśnie i krótko. Noszenie, picie z butelki, smoczek itp. zostały ponownie odstawione gdy dziecko poszło do przedszkola i obcowało ze starszymi od siebie dziećmi. Nagle okazało się, że smoczek jest dla dzidziusiów
. Może to jest jakieś rozwiązanie- żeby zintensyfikować kontakty z rówieśnikami.
Dokładnie! Tak samo jest w kontaktach rodzinnych. Uczymy, że nie można przerywać jak ktoś mówi, że nie ruszamy rzeczy bez pytania, nie zawsze dostajemy to czego chcemy. Dla mnie piaskownica, dom, sklep, przedszkole to te same zasady działające w dwie strony - ty nie ruszasz, to i ja bez twojej zgody nie ruszam.
Mam dokładnie tak samo...Niby suche, a u nasady tłuszcz. Muszę myć codziennie, więc je wysuszam no i koło się zamyka...A jeszcze dowaliłam sobie zmieniając farbę do włosów, od której dostałam łupieżu (ale po kilku myciach szamponem Oliprox, pozbyłam się go). Czego bym nie używała to zawsze jest tak samo...
Moja się dzieli. Nie robi awantur z byle powodu. Wie, że musi pilnować swoich zabawek, a jeśli je porozrzuca i jakieś dziecko coś sobie pożyczy to sama jest sobie winna i powinna się podzielić. Tłumaczyłam jej, że jak jesteśmy razem to ja będę pilnować że w razie potrzeby będę interweniować, ale nie ma mowy o awanturach czy płaczu.