Relacja z mojego porodu nie jest zbyt długa bo tak jak wiecie zaczeło się tym że odszedł mi czop i w tym samym czasie zaczeło mnie rwać tak jak w czasie okresu co okazało się być skurczami. Na początku to było to delikatne a z czasem bolało coraz mocniej. Jak to się wszystko zaczeło to posprzątałam dom, poprzytulałam się z P. i poszliśmy na spacer nad morze. Jak byliśmy na spacerze to bolało mnie cały czas z tym że mniej więcej co 5-6 min bardziej. Przyjechaliśmy do domu, zjedliśmy obiad i przyjechali moi rodzice, mama stwierdziła żebym lepiej zadzwoniła do położnej albo jechała do szpitala żeby zobaczyli co się dzieje. Położna przez prawie godzinę nie odbierała więc wzieliśmy torbę i pojechaliśmy na zaspę. Tam byliśmy o 20.20 i okazało się że rozwarcie na 2 palce i szyjka zgładzona więc zostajemy. Koło 21 trafiłam na porodówkę i zaczęło się ( acha w międzyczasie zadzwoniła położna i za 20 min przyjechała ). Skurcze zrobiły się co 3 min a jak usiadłam na piłkę to co 1 min. Poczekałam aż zaczeło mi się chcieć kupę i wróciłam spowrotem na łóżko i zaczeły się parte. 2 etap trwał 15 min i malutki się urodził o 22.20. Paweł cały czas mi pomagał, masował plecy jak miałam skurcze, przecierał mokrą chustą i trzymał za rękę. Po wszystkim powiedział że nie wiedział że mam taki mocny uścisk hihi
Acha i co do pierwszego stolca to też miałam szczęście bo już w niedzielę samo mi się zachciało i wcale nie bolało.

Społeczność
Polecane strony: 