"Stycznióweczki 2009" :):)

25/08/09 21:55:06

Witam, czy któraś ze "starych" styczniówek mnie jeszcze pamięta? Strasznie długo mnie nie było, ale Maja wypełnia mi każdą wolną chwilę, a niewiele ich teraz mam. Moja niunia skończyła 13-go 7 m-cy.Siedzi sama, potrafi się przy tym bawić zabawkami, próbuje nawet sięgać, tych, które leżą dalej.Ale jeśli leżą za daleko, to wiadomo jak się kończy.Ostatnio lubi leżeć na boczku podparta przedramieniem, wiecie jak jakaś modelka, czy cuś. Śmiesznie wygląda bo to mały pulpecik jest, waży 9 kg, a mierzy jakieś 74cm. Je mi wszystko , i mogłaby non stop coś mielić w bezzębnym jeszcze buziaku :)) Bardzo lubi lody, jak mamy końcówkę w wafelku, to jej daję a ona tymi krąglutkimi łapkami go trzyma i pakuje całą objętość do buzi, hihi i całą umorusana :)) Oczywiście lody są już rozpuszczone i nie takie zimne, ale przepada za nimi. Jadłą już nawt makaron, bo jak my jemy to ona też musi, takim sposobem spróbowałą chałwę, sera żółtego...Bardzo śmiesznie reaguje na miód, maczam jej smoka i daję do buziaka a ona wtedy tak śmiesznie mlaska. Na całe szczęście niewiele pokarmów ją uczula: truskawki, jajko i biszkopty.Tak poza tym wszystkożerne stworzonko. Ostatnio tatuś nauczył swoją córcię pokazywać język, ale Majeczka poszła o krok dalej i wystawia jęzorek i dmucha z całych sił, śliniąc wszystko i wszystkich w około, ale ma przy tym ubaw. Podrawiam szanowne koleżanki, nowe i "stare" :))

"Stycznióweczki 2009" :):)

12/03/09 12:38:10

Ja mam pytanko dziewczynki, czy Wasze pociechy usiłują już siadać?? Bo moja uparta "pszczoła" jak leży to uparcie podnosi główkę i ramiona do tego stopnia, że udaje jej się zrobić taki "pół-brzuszek", ale boję się, że to za wcześnie na takie akrobacje. Dodam, że nie chwieje się tylko sztywno trzyma ciałko w tej pozycji :shock: A co do oczu...nie wiem czy pisałam już tą historię.Teściówka jakiś czas temu nam opowiedziała o laseczce z naszego miasta, ma w tej chwili 8-miesięczną córcię. No i poszła z malutką kilka m-cy wcześniej do okulistki, żeby zbadać oczka. Raz, że baba miała takie pazury, że nie mogła tej atropiny wkropić do oczek. Ale najlepsze, tzn. najgorsze jest to, że wkropiła malutkiej tyle tej atropiny, że źrenica nie wróciła, nie reaguje na światło. Malunia ma 8-miesięcy i już ma drugie okularki. Teraz tułają się po specjalistach i walczą o wzrok :shock:

"Stycznióweczki 2009" :):)

12/03/09 09:25:21

A tu analazłam takie: http://www.allegro.pl/item576747411_krz ... onato.html

"Stycznióweczki 2009" :):)

12/03/09 09:00:17

Ksiu będzie dobrze, zobaczysz. A zdjęcie w galerii dowodzi , że Twój Nikoś jest bardzo szczęśliwy, i gdyby umiał mówić, to na pewno by Ci powiedział, że jest dumny, że ma tak dzielną mamusię. Trzymamy kciukasy z "pszczołą", tzn. ja kciukasy a mała piąstki :wink: Dziewczyny z Wa-wy, tu pdajęlink do aukcji krzesełek, ale odbiór osobisty, może któraś będzie interesna: http://www.allegro.pl/item577456443_krz ... y_ono.html

"Stycznióweczki 2009" :):)

12/03/09 08:45:36

Witam cieplutko wten zimny poranek :) Kurczę, moja a raczej nasza historia trochę długa i zawiła, ale spróbuję. Zacznę od tego, że tu gdzie teraz mieszkam przyjechałam mając jakieś 24-25 lat, czyli całkiem niedawno.Wcześniej mieszkałam na śląsku, ale tu jest moje rodzinne miasto i od dziecka chciałam tutaj "wrócić", czyli do korzeni.Na śląsku miałam 2 poważne związki - jeden trwał 3,5 roku i ja otworzyłam wkońcu oczy ( bo miłość ślepa jest czasami jak kret) a drugi po 2 latach sam się rozleciał, nie do końca sam, bo wtedy straciłam pierwszą ciążę, i ja nie umiałam sobie z tym długo poradzić, i oddaliliśmy się od siebie za bardzo. Tutaj przyjechałam do faceta ( stara miłość z dzieciństwa) , który notabene, kopnął dla mnie swoją pannę, po czym po 3 m-cach postanowił do niej wrócić i zostałam bez dachu nad głową (h.. jeden).Miałam wtedy różne perypetie.I w końcu na prawdę nie miałam gdzie mieszkać, a po pewnym czasie nie miałam nawet pracy ( ale to też inna historia). Mama mojego miśka potrzebowała do pracy na bar, o jego istnieniu jeszcze nie wiedziałam, znałam tylko jego siostrę.Pierwszy raz go zobaczyłam jak właśnie rozmawiałam z przyszłą teściówką o warunkach pracy na schodach, a on wtedy nosił zakupy do domu.Już wtedy mnie "zgięło".Po pewnym czasie dowiedziałam się, że to syn mojej szefowej :shock: i czułam, że jestem na przegranej pozycji. Zanim "uderzyłam" zrobiłam rozpoznanie, czy ma kogoś i takie tam , bo nie chciałam nikomu życia rozpierdzielać. No i tak przychodził na bar, siadał, cos tam pogadaliśmy, i przyglądał się i przyglądał, a ja się czułam normalnie jak gówniara jakaś przy pierwszym zakochaniu :wink: No ale jakoś zaczęło sięrozkręcać. Z tym naszympoznawaniem to wiąże się kilka zabawnych historii, ale nie będę już przedłużać.W każdym badź razie jesteśmy razem niecałe 3 lata ( w maju) i barzdo dobrze się rozumiemy. Nie kłócimy się, ale to nie znaczy, że nie ma różnicy zdań czasami. Wczoraj np mieliśmy takie jakby spięcie ale ciche i ja po prostu rozmawiam z nim wtedy tylko jak muszę, bo ja emocjonalna jestem i czasami walę takie teksty, że się sama dziwię. Więc wolę nic nie mówić, bio wiem , że mi przejdzie. A po co potem słów żałować. Takie sytuacje to mieliśmy może z 3 razy pzrez te 3 lata, także ok. Oczywiście starsznie sięnadal kochamy, a odkąd jest niunia to chyba jeszcze mocniej :lol: