.....TU BEDZIEMY CZEKAC NA NASZEGO DZIOBACZKA I ANULKE .....

19/01/11 22:22:02

KRZYSIU, chłopie, jak Ty to robisz???? Personel robi co mu każesz, hihi. Wzruszyłam się również, bo juz widzę jak Bogusia to przeżyje! Ale myślę że warto, zeby nabrala nowych sił do walki. Jesteście WIELCY!!!!!!! POWODZENIA ŻYCZĘ!!!

Wczesne wykrycie ciąży cz.II (2)

09/01/11 13:05:15

Hej! Ja tez wlasnie przestalam pisac, bo brak slow! Nerwy mnie noszą, ze tak sie dzieje i chodze i poplakuje calymi dniami. Wspolczuje Krzysiowi i normalnie nawet sobie nie wyobrazam co on czuje!!! Jakie to zycie jest kruche! :(

.....TU BEDZIEMY CZEKAC NA NASZEGO DZIOBACZKA I ANULKE .....

06/01/11 23:59:03

[quote="dziobak":nl7pphh5]Sen to nie problem Adrian jak mama śpi na zawołanie i lubi długo Ja i Oskar mamy przyśpieszony system regeneracji,ja sie wysypiam w krótkim okresie czasu i on też Po uderzeniu siniaka mam max 48h i niema śladu i on też Jeśli Ania przejęła geny po mamie to będzie spać i spać,chyba że po mamie ma tylko podwozie no to mam przechlapane :lol: :lol: :lol:
Jeszcze sie zdarzysz o tym przekonac. Zycze zeby procz podwozia Ania przejela rowniez po mamie sen :)

.....TU BEDZIEMY CZEKAC NA NASZEGO DZIOBACZKA I ANULKE .....

06/01/11 23:57:17

Od razu przepraszam ze wrocilam do "tamtego "tematu ale gnebilo mnie to i mialam potrzebe napisac. Juz nie wracam do tego. Noemi, nie krzycz na mnie! Co do mleka sie nie wypowiem bo karmilam piersia.

.....TU BEDZIEMY CZEKAC NA NASZEGO DZIOBACZKA I ANULKE .....

06/01/11 23:50:59

[quote="moniczek":2m3iow2x] Krzysiu jak dla mnie jesteś WIELKI, bez dwóch zdań... sama mam "trudną sytuację rodzinną" i bardzo dużo do załatwienia każdego dnia i czasem sobie nie radzę (głównie psychicznie, doły, zwątpienia, itd.), ale staram się i nie poddaję... dlatego DOSKONALE ROZUMIEM przez co przechodzisz dwojąc się i trojąc... TO NIE JEST ŁATWE, nikt nie mówił że będzie ;) Myślę, że niejedna z nas ma ciężko... jak wszyscy są zdrowi to jest dużo bieganiny na co dzięń, a co dopiero jak jest choroba i problemy... Osoby, które tu się wypowiadały osądzając i pisząc coś o egoismie... trzeba im wybaczyć, bo prawdopodobnie nie miały większych przejść w życiu... i jeszcze jedno... skoro inni mogą wyrażać swoją opinię... to ja też ;) zupełnie na początku tego wątku Krzyś pytał o rady i nasze zdanie co do zabrania Anulki do domu... wszystkie pisałyście TAK. ja jedna bylam na NIE, ale nie pisałam o tym (pewnie rozpętałabym taką wojnę jak ta dzisiejsza ;) ... ale już piszę dlaczego tak myślałam... żadna z moich ciąż nie była lekka, różne miałam powikłania, problemy... pierwsz ciąża bliźniacza... jedne bliźniak nie przeżył, w połowie ciąży odszedł od nas :( było ciężko... ale trzymałam się dzielnie z myślą o drugim skarbie, który noszę pod sercem... wytrwałam... bardzo ciężki poród... 33 godziny na porodówce... 3,5cm rozwarciani w ząb więcej... byłam wycieńczona, bez sił... decyzja o CC... urodził się nasz Kamil... z wadą wrodzoną... panika na sali, bieganie lekarzy, dziecko na OIOM dziecięcy... badania, rentgeny, ... wybudzam się z narkozy... nade mną mój mąż cieplo na mnie patrzy... pytam gdzie dziecko, kiedy je dostanę,... on nic nie mówi tylko łapie mnie za rękę... zaczynam się denerwować... wszystko w porządku, ile dostał któw kiedy mi go przyniosą... ? wkoło zrobiło sie pusto... mój mąż powoli, bardzo ostrożnie zaczyna mi mówić co i jak... przekazuje informacje stopniowo... dzis sobie myśle, że naprawdę zrobił to perfekcyjnie... tak mi dawkował wiadomości, po każdej podnosząc na duchu, że jakoś to zniosłam... wyłam jak bóbr... połozyli mnie na salę poporodową... samotną... potem doszły dwie inne kobiety po CC... dostaly swoje dzieci w objęcia... a ja sama... łzy ciurkiem spływały po policzkach... nie mogłam przytulic swojego maleństwa... co więcj - nie widziałam na oczy mojego pierworodnego... to był najgorszy dzień w moim dotychczasowym życiu... a powinien być najlepszy, w końcu dzień narodzin wyczekanego syna... całą noc nie spałam mimo dużej dawki relanium... rano obchód, lekarze wkoło, decyzja, czy mogę zobaczyć Kamila... JA CHCĘĘĘ!!! NIE PYTAM CZY MOGĘ TYLKO KIEDY MOGĘ???!!! W końcu pozwolenie, dziecko przenieśli z OIOM na chirurgię dziecięcą i po wielkiej walce (dużo by pisać, jak wyglądała moja podróż przez korytarze szpitalne) w koncu przytuliłam moje maleństwo... potem powikłania, leżałam w szpitalu 2 tygodnie... i nie wyobrażam sobie jak by to było, gdyby mąż miał zabrać małego do domu!!! To że był niedaleko, dawało mi siły do funkcjonowania... Byłam w o tyle lepszej sytuacji, że mogłam chodzić do małego na Karmienie (po każdorazowej dezynfekcji)... miałam mieć zakaz, na obchodzie tak powiedzieli lekarze (gorączkowałam do 40 st.), ale jak to usłyszałam wpadłam w taka histerię, że czym prędzej powiedzieli, że jak temp. spadnie to pod nadzorem mogę pójść.. Dlatego byłam na NIE. I nadal popieram Bogusię całym sercem, że mała zostaje z nią w szpitalu... Ponieważ wierzę, że Bogusia szybko dojdzie do siebie i będzie mogła widywać Anulkę... sie rozpisałam ;) ale jakoś nie mogłam pozostac bez kometarza... no i przepraszam, że zakłócam wątek moją historią, ale może jak ktoś przeczyta, to zrozumie czasem inny kt widzenia kobiety w takiej sytuacji, jak Bogusia i dlaczego podjęła taką decyzję... oki, wracam do czytania, bo kilka stron mi zostało i może Krzyś coś napisał...
Zgadzam sie z Moniczek!!!!! NIe napisze wiele aby sie nie powtarzac ale dodam jeszcze jeden szczegol moim zdaniem dosc wazny. Krzysiu tez musi sie wyspac, aby czerpac sily do wspierania Bogusi. I nikt mi nie powie ze bez snu funkcjonuje lepiej niz gdyby sie porzadnie wyspal. Gdyby Krzysiu w tym ferworze walki, tych wszystkich spraw, zalatwiania i pracy zabral Anulke do domu to czy wtedy znalazlby choc chwile na odpoczynek? Zajechalby sie na amen. Dlatego miedzy innymi rowniez myslac o tym uwazam ze decyzję ktorą podjeli wspolnie jest wlasciwa!