nancy, ja tylko mówię, że nie badanie jest szkodliwe tylko sam sposób przeprowadzanaia go- czyli tak samo jakbyś chodziła codziennie do gina i badał by Cie to byłoby tak samo szkodliwe jak właśnie USGF dopochwowe...
poza tym, Dominika ma rację- przecież stres dla dziecka jest znacznie gorszy niż kolejne USG...
a przede wszystkim, żaden lekarz, jeśli będzie widział,że cokolwiek sie dzieje, nie narazi matki i dziecka. to chyba oczywiste, więc nie tyle od samej pacjentki, co od lekarza zależy czy można zrobić czy nie można zrobić usg i jak często można je robić...
witam Dziewczyny:)
Śliweczko, bardzo mi przykro
Trzymajcie się cieplutko i nie rezygnujcie ze szczęścia... Takie jest życie niestety, ale musicie próbować dalej...
Dominika, masz rację, ja pójdę też w przyszłym tygodniu, tyle, że po raz pierwszy dopiero... Nie moge się już doczekać... A z drugiej strony bardzo się boję, bo nie mam prawie wcale objawów ciążowych poza brakiem okresu i zachciankami jedzeniowymi... nawet piersi przestały mnie boleć... przez co ma dziwne wrażenie, że wcale nie jestem w ciąży...
Nanci, nie wiem kto Ci takich bzdur nagadał. USG nie szkodzi dziecku, RTG owszem, alke promienie USG absolutnie nie szkodzą. Ja miałam w ciąży chyba ze 30 razy USG robione i nic się nie stało- poza tym nie wierzę, żeby lekarze świadomi narażali życie i zdrowie dziecka robiąc tak częste USG. Nie powinno się zbyt często robić USG w I trymestrze ciąży bo jest ono zazwyczaj dopochwowe i właśnie to może zaszkoszić- zbyt częste badanie ginekologiczne no i zbyt częste USG dopochwowe, bo narusza się szyjkę macicy i takie tam... i można w ten sposób doprowadzić do poronienia, ale tu chodzi o metodę przeprowadzenia USG a nie o samo badanie czy promienie... 
Śliwka, ja wczoraj z niczego nawrzeszczałam na szwagra, że o siebie nie dba i że zdrowia nie szanuje i takie tam wywody mu robiłam, po czym on mnie grzecznie spytał: dlaczego ja się w ogóle wtrącam w jego życie? na co ja się tak obraziłam, że poszłam spać ze łzami w oczach... w życiu bym się tak nie zachowała....
poza tym jak tylko moje dziecko uderzy się o jakieś krzesełko czy stoli, albo się przewróci, co sie dzieje dziesiątki razy w ciągu dnia, to on nie płacze a mnie się łzy ciurkami z oczu leją... wczoraj to już mój Błażej nie wytrzymał i rechotał ze mnie chyba z 10 mniut, najpierw to się na niego wkurzyłam a potem to śmiałam się razem z nim...
taka nienormalność jest chyba normalne w tym stanie 