Kwietniowe dzieciaczki:) (2)

14/12/10 17:38:29

Gomi, mama ano zabieg na ślepka miałam. Ogólnie to mega nieprzyjemne uczucie i gdybym miała się jeszcze raz decydować to chyba by mnie wołami nie zaciągnęli. No ale jak już się zdecydowałam, to jakoś wytrwałam. Fakt, że kupę kasy to kosztowało (2700 od oka), ale fakt że warto było. I na dodatek nie mam w tej chwili żadnych przeciwwskazań co do sportu, wysiłku fizycznego, basenu i takich innych różnych... :) asica nie odpuszczam definitywnie, tylko na razie tak nie za bardzo mam serce się z tym babrać, bo przez zmianę promotora, a więc także i tematu pracy muszę od nowa robić badania, a jako że wiem ile z tym roboty to na samą myśl mi się...

Kwietniowe dzieciaczki:) (2)

14/12/10 01:35:37

Ello. A ja tu na kontrolę z wizytacją wpadłam :) Ostatnio nieco ciężkawo u mnie było, ale mam nadzieję, że powoli wychodzimy na prostą. Olek już woła (no wiadomo, wpadki się zdarzają, ale nie codziennie :) ), załapał się do normalnego przedszkola. Chorować to nieco choruje, ale moja pediatra twierdzi, że skoro po dwóch miesiącach dopiero wylądował na antybiotyku (drugi raz w życiu) i to tylko dlatego, że złapał anginę, to naprawdę jest całkiem nieźle. Oczywiście zaraz po anty jak poszedł do przedszkola, to po trzech dniach już zaczął posmarkiwać, więc go na razie przetrzymuję w chałupie, coby wysmarkał co najważniejsze i zdążył się nieco podkurować. Olek dostaje codziennie tran i witaminę C - może to cholera przez to nie jest tak tragicznie, no ale w każdym bądź razie idzie wytrzymać :) Ja akurat jestem w trakcie starania się o pracę i jak dobrze pójdzie to w ciągu kilku najbliższych miesięcy coś się wreszcie powinno wykluć, bo przyznam szczerze, że gdyby nie sprzedaż tej mojej kawalerki, to teraz krucho by było, a tak to przynajmniej te najgorsze miesiące jakoś przetrzymamy. Małż mi się roztyta, muszę go chyba znowu na kebabowe żarcie napuścić, bo na domowym wikcie to mu waga w górę leci :) W ciąży nie jestem i być nie mam zamiaru, doktorat na razie leży, bo jakoś serce do niego straciłam i tak jakoś pomalutku się kula. Ach... No i z ważniejszych spraw - pozbyłam się okularów!!! Wreszcie! Po 19 latach uwiązania do bryli lub soczewek normalnie widzę swoimi własnymi ślepiami. Arek ze mnie wyje, że ja w kuchni przy kawie potrafię się na kilkanaście minut w okno zapatrzeć, bo za oknem rośnie drzewo, a ja wszystkie listki na nim widzę :mrgreen: A tak poza tym to chyba raczej bez zmian. Ze szwagrem dalej nie rozmawiamy, teściową i babcię dalej mam ochotę zamordować a Olek jest moim ukochanym Tygryskiem :) Buziaczki dziewuszki, mam nadzieję, że jeszcze całkiem o mnie nie zapomniałyście :) joan genialne :mrgreen:

Kwietniowe dzieciaczki:) (2)

03/09/10 16:17:51

kasiunia Ano bo się okazało, że Wydział ma prawie milion złotych długu i nowych zatrudnień nie będzie przez co najmniej dwa lata. A poza tym po moich przejściach z moim durnym promotorem musiałam zamknąć przewód. Będę pisać u kogo innego, ale nie dość, że wydział zadłużony to na dodatek w tej katedrze nie ma godzin. W efekcie zostaliśmy na gołej pensji Ema (1300 sic!). I jak tu w ogóle myśleć, że będzie dobrze...

Kwietniowe dzieciaczki:) (2)

03/09/10 15:33:58

Zazdroszczę wam tych przedszkoli. Olka nie przyjęli do żadnego, bo podobno kryteriów nie spełniał (znaczy kryteria były spełnione, ale znajomości kiepskie). No cóż, dziecko ma pecha że ma oboje rodziców... Do tego rozbita po babci jestem... Pracę straciłam... I ogólnie jest do DE... Buziakuję

Kwietniowe dzieciaczki:) (2)

11/08/10 22:35:20

Dziewczyny RATUNKU!!! Przepraszam na wstępie, że ostatnio nie zaglądałam, ale strasznie dużo się u mnie ostatnimi czasy dzieje i po prostu, najzwyczajniej w świecie przestałam swobodnie ogarniać swoje życie... Żeby uspokoić to od razu na wstępie dodam, że ja, małża i tajfun Olkiem pospolicie zwany żyjemy i zasadniczo mamy się dobrze, rozwodzić się nie zamierzamy a z przedszkolem wyszło jak cię mogę... Problem mam nieco innej natury. Głupio mi strasznie o tym pisać, bo pewnie mnie zryczycie jak sto pięćdziesiąt, ale co tam... Niech się dzieje co chce... Problem tyczy się Olkowego fajdania w gacie. Nie mam pojęcia czy jeszcze którekolwiek z waszych skarbów nie zgłasza potrzeb fizjologicznych, ale mi już po prostu ręce opadają. W zeszłym roku usiłowałam Olka odpieluchować - nic z tego nie wyszło, bo teściowa miała na ten temat swoje zdanie: ja - gacie, ona - pieluchę. W efekcie dziecku zrobiono mętlik w głowie i z odpieluchowania gie wyszło. W tym roku już pod koniec czerwca - jak tylko zrobiło się ciepło - powiedziałam Olkowi, że pieluchy w sklepach się skończyły i zakładamy majty. Teściowej (nota bene pod groźbą sadystycznego mordu) zakazałam zakładać pieluchy. Efekt - całkiem przyzwoity: po niespełna dwóch tygodniach lania wszędzie gdzie popadnie młody zajarzył sikanie. Od półtora miesiąca biega w galotach a od momentu jak zajarzył wpadki miał raptem dwie. Niestety piać mogę jedynie nad sikaniem. Po półtora miesiącu, w kwestii "dwójki" udało mi się jedynie uzyskać efekt w postaci - "mamo, zrobiłem kupę". $#@@!$@@!&@@&% Nic nie trafia. Ani prośby, ani groźby, ani obietnice, ani przekupstwo, ani podtykanie pod nos obfajdanych gaci - NIC. Młody ni cholery NIE CHCE POWIEDZIEĆ, że potrzebuje. Zaś na pytanie dlaczego nie powiedział twierdzi, że zapomniał... K***a, ręce mi opadają. Poradźcie cokolwiek, bo za trzy tygodnie przedszkole, a ja się boje, że jak się, za przeproszeniem obfajda w przedszkolu, to albo go wyrzucą, albo będzie miał przerąbane... HELP!!! Wasza, tonąca w natłoku spraw wszelakich, paznokcie z nerwów obgryzająca, włosów na łbie siwych więcej zauważająca... Thaala