Pasek św. Dominika

18/06/09 03:01:59

Alla i Karlik dzieki wielkie. Mam nadzieje, ze tym razem wszystko bedzie dobrze. Pozdrowionka.

Pasek św. Dominika

08/06/09 06:13:14

Dlugo tutaj nie zagladalam. 28 stycznia okazalo sie, ze nasza kruszynka juz jest wsrod Aniolkow. Na poczatku lutego mialam zabieg lyzeczkowania. Po dwoch jednak dniach dostalam strasznego krwotoku i koszmarnych boli. Wyladowalam na pogotowiu. Okazalo sie, ze podczas zabiegu macica nie zostala dokladnie oczyszczona. Znalazlam sie w grupie niecalego 1% kobiet u ktorych nie doszlo do samoistnego doczyszczenia macicy. Lekarka stwierdzila, ze predzej bym sie wykrwawila niz .... Bogu dziekuje, ze wszystko dobrze sie skonczylo. Drugi zabieg powiodl sie i tym razem wykonano usg aby sie upewnic, ze macica jest oczyszczona. Moja lekarka stwierdzila, ze juz po pierwszym normalnym okresie mozemy sie starac o dzidzie. My odczekalismy dwa cykle i w kwietniu sie udalo. Modle sie o zdrowie malenstwa a pasek Sw. Dominika jest ze mna caly czas. Dziewczyny modlcie sie rowniez do Sw. Antoniego. Jak bylam w 23 tyg. ciazy z moim synkiem Antosiem nastraszyli mnie w szpitalu, ze niby mam juz skurcze i ze moze sie to skonczyc przedwczesnym porodem. Kolezanka mi wtedy poradzila abysmy razem z moim mezem ( wspolna modlitwa czyni cuda) odmawiali nowenne do Sw. Antoniego z Padwy. I co????? Ciaza przebiegala idealnie a Antos urodzil sie zdrowy i to po terminie :) Pozdrawiam przyszle mamusie i zycze nam wszystkim duuuuuzo wiary, spokoju i cierpliwosci.

przyszłe i obecne mamy z USA

30/03/09 05:41:52

Nie bylo mnie tutaj wieki cale i wyglada na to, ze sie spoznilam :(

Pasek św. Dominika

01/02/09 03:26:35

[quote="Monique79":ao25lhzm]Malina! podziwiam Cię za to jak myślisz.Jesteś mądra i dużo w Tobie pokory
Oj kochana gdybys wiedziala jaka ze mnie czasami jest koszmarna zolza (az sama siebie wtedy nie lubie i dziwie sie jak te moje chlopaki ze mna wytrzymuja).

Pasek św. Dominika

31/01/09 02:18:50

Dziekuje Wam bardzo dziewczyny. Swiadomosc, ze jest ktos kto Was rozumie jest ogromnie wazna. Nie wzielam tych tabletek zdecydowalam sie na zabieg. Wole byc w "nieswiadomosci" niz przechodzic wszystko w domu. Zreszta po tych tabletkach czesto skurcze i krwawienie utrzymuje sie ponad tydzien. A i tak nie ma pewnosci, ze macica sie dobrze "wyczysci" i czesto i tak trzeba robic zabieg. To opinia polskiego lekarz z ktorym sie konsultowalam. Do szpitala ide w poniedzialek i po kilku godz. wracam do domu. Rozmawialam z lekarka i powiedziala mi, ze szpital nie moze mi wydac malenstwa. Wogole stwierdzila, ze jestem przewrazliwiona. Typowo amerykanskie podejcie. Cale szczescie, ze nalegalam i udalo sie zalatwic osobe z kaplicy szpitalnej ( ciekawe jakiego wyznania?), ktora przyjdzie i poblogoslawi kruszynke. Przynajmniej tyle mozna zrobic. Moj maz totalnie przerazony poniewaz we wtorek leci do Polski na dwa tyg. i zostawia mnie sama z Antosiem. Caly czas mowi, ze przelozy termin podrozy. Mam nadzieje, ze po zabiegu wszystko bedzie ok i to nie bedzie konieczne. Strasznie mi sie zrobilo dzisiaj przykro. Bylismy wszyscy na zakupach i dziewczyna przy kasie zagadywala do Antosia i zaczela wypytywac kiedy nastepne dziecko. Mnie zatkalo. S. cale szczescie wykazal sie refleksem i powiedzial, ze kiedy bedzie nam dane to bedzie. A moja kruszynka ciagle w moim brzuszku i ciagle jeszcze glaszcze sie po nim. Bedzie mi bardzo pusto w poniedzialek. Kolezanka, ktorej synek Adas jest dwa mies. mlodszy od Antosia kilka mies. przed zajsciem w ciaze z Adasiem tez poronila ( rowniez miala zabieg) i lekarz kazal im sie starac po 2-3 cyklach od zabiegu. I udalo im sie czego efektem jest kochany Adas. Teraz znow sa w ciazy i trzymam za nich mocne kciuki. I wlasnmie ta kumpela namawia mnie na szybkie zajcie w ciaze. Ale ja jednak zaczekam troszke. Za kilka mies. wracamy do Polski i nie wydaje mi sie dobrym pomyslem lot samolotem we wczesnej ciazy. Zaczniemy sie starac juz w Polsce. Anca ja sobie cala ta sytuacje wytlumaczylam wlasnie dzieki wierze i modlitwie. Gdyby nie to nie byla bym w stanie poradzic sobie ze smiercia mojego pierwszego meza i z innymi ciezkimi probami na jakie bylam wystawiana. Wiadomo, ze czesto jest ciezko i zaczynamy krzyczec:" gdzie jestes Boze!!!" nawet obrazamy sie na Boga, ze nas zostawil samym sobie, ze nam nie pomaga ale dopiero z perspektywy czasu zaczynamy pewne sprawy lepiej rozumiec. To, ze moja kruszynka umarla tlumacze sobie tak, ze prawdopodobnie byla chora albo ja jeszcze nie bylam gotowa na przyjecie nowego zycia. Przeciez kazdego dnia modle sie o zdrowe dzieci. Nie wierze w sny ale w przypadku mojej mamy cos w tym jest. Kilka dni temu jeszcze zanim sie dowiedzielismy o naszej kruszynce snil sie mamie moj porod i ......... bardzo chory dzidzius. Byla przerazona. Tej samej nocy mojemu mezowi snilo sie, ze myje rece a tu nagle z za lustra z ciemnosci wydostaja sie malenkie raczki. Przestraszyl sie ale zlapal to malenstwo za raczki i wyciagnal z ciemnosci dzidziusia takiego jeszcze w wieku prenatalnym. Sen sie skonczyl.Moze to nasza kruszynka przyszla sie z nim pozegnac ? Opowiedzial mi o tym snie dopiero po srodowej wizycie u lekarza. Dlatego kochane chociaz to czesto bardzo ciezkiwe wierzmy, ze tam na gorze ktos ma dla nas naprawde dobry plan. Ale sie rozpisalam. Dzieki, ze jestescie.