Pooród w przeworsku

11/03/08 10:09:09

Ja chodziłam do Rydz - bardzo miła kobieta. Wprawdzie nie pracowała w szpitalu, ale po tych wszystkich przeżyciach potrzebowałam właśnie kogoś kto potraktowałby mnie jak człowieka. Wiadomo - miałam setki pytań, wątpliwości i panikowałam z byle powodu :D Gdybym planowała następne dziecko nastawiłabym się jednak od razu na Przeworsk. Na razie jednak mam dość utrapienia z jednym maluchem :) PS. Mieszkam za dużym parkiem, a Ty :?:

Pooród w przeworsku

11/03/08 00:39:42

Dziękuję za pozdrowienia :) Dotychczas mało udzielam się na forum, więc czas napisać coś więcej :) madziu86 - Swoje pierwsze maleństwo straciłam w 2005 roku. Gdy test wykazał że jestem w ciąży postanowiłam wypytać znajomych o naprawdę dobrego ginekologa. Niestety nie było mi dane nawet oswoić się z myślą o dziecku bo kilka dni później zaczęłam krwawić. Oczywiście trafiłam do szpitala. Wyobraźcie sobie że pierwszą noc spędziłam na sali przedporodowej wśród kobiet oczekujących na swoje maleństwa - :? Potem to już typowo: czekanie, USG, zabieg i następnego dnia do domu... Oczywiście odczekaliśmy z mężem kilka miesięcy przed następną ciążą. Powiedziałam sobie że muszę się odpowiednio przygotować, porobić badania i skończyć studia (by ograniczyć stres do minimum). Jak tylko obroniłam magistra postaraliśmy się o Małgosię. Od razu dostałam duphaston a mimo to za niecały tydzień trafiłam do szpitala w Jarosławiu z krwawieniem. Lekarka która mnie przyjmowała zrobiła USG i orzekła że nie ma szans na utrzymanie tej ciąży, nakrzyczała na mnie że jestem złą matką i kazała wracać do pokoju. Gdy wyszłam na korytarz zrobiło mi się ciemno przed oczami z żalu i wściekłości. Lekarka wychodząc z gabinetu zobaczyła że coś ze mną nie tak więc wzięła mnie za rękę, zaprowadziła do łóżka i zostawiła samą (było mało pacjentów więc na sali leżałam tylko ja). Nawet nie wiem jak długo trwało nim odzyskałam do końca świadomość. Wiem, że brzmi to jak fragment kiepskiej telenoweli :? Od tej chwili było już tylko lepiej. Następnego dnia USG zrobił mi inny lekarz i uspokoił mnie że wszystko jest na dobrej drodze a parę dni później zobaczyłam nawet jak bije serce mojego maleństwa. W sumie w szpitalu spędziłam prawie miesiąc, schudłam strasznie i całkiem opadłam z sił (mdłości + szpitalne jedzenie). W domu było dużo lepiej, a pod koniec ciąży to biegałam jak odrzutowiec po całym mieście, aż moja gin śmiała się :D asiulkagr - ja też jestem z Jarosławia :) Masz śliczną córcię :D Pozdrawiam

Pooród w przeworsku

06/03/08 15:04:56

Ja podobne jak asiulkagr chodziłam do lekarza w Jarosławiu i tutaj miałam rodzić. Gdyby moje maleństwo zechciało poczekać jeszcze dobę to być może urodziło by się w Jarosławiu, ale z powodu dezynfekcji oddziału mąż od razu zawiózł mnie do Przeworska. Zajęto się mną tam odpowiednio, a gdy podczas badania KTG okazało się że podczas skurczy tętno dziecka spada (Mała naciskała główką na pępowinę) to w ciągu godziny leżałam już po cesarce w sali poporodowej. Również po porodzie nie mogłam narzekać na brak opieki. Z perspektywy czasu bardzo cieszę się, że trafiłam do Przeworska - mam przecież zdrową córeczkę, a to najważniejsze. Kto wie jak skończyłby się poród gdybym rodziła w Jarosławiu. Poza tym (co ciekawe :) ) w Jarosławiu kazano mi wziąć ze sobą do szpitala m.in. pieluszki dla dziecka, chusteczki, gaziki do odkażania pępuszka a w Przeworsku to wszystko dają. madziu86 - bądź dobrej myśli. Ja też straciłam pierwsze dziecko, a z drugą ciążą leżałam w szpitalu, ale teraz cieszę się słodką córeczką. Małgosia skończyła już roczek i rozrabia co nie miara :D Życzę Ci takiego szczęścia

Zwolnienie, zamiast zasiłku macierzyńskiego

13/07/07 19:28:16

Prawdę mówiąc ja bałabym się podejmować pracę na miesiąc przed porodem. Myślę, że w takim przypadku ZUS może podważyć umowę i stwierdzić, że została zawarta tylko w celu wyłudzenia zasiłku macierzyńskiego (choć mogę się mylić). Wiele nieprzyjemności i mało pożytku, a finansowo na minusie. Mam nadzieję, że nie mam racji :D

Ku pokrzepieniu

16/04/07 22:08:53

Ewusia Gratulacje! Ja również chcę powiedzieć NIE TRAĆCIE NADZIEI!!! W sierpniu 2005 roku straciłam swoje pierwsze maleństwo. Dobrze wiecie jaki to ból. Do drugiej ciąży przygotowywałam się starannie i na początku maja ubiegłego roku test ciążony wyszedł pozytywnie. Juz następnego dnia pobiegłam do mojej gin po tabletki na podtrzymanie, a mimo to pół tygodnia później wylądowałam w szpitalu. To był koszmar, który skończył się szczęśliwie. Mimo zagrożenia poronieniem, po przejściu kilku infekcji w ciąży i zagrożeniu życia dziecka podczas porodu (skończyło się cesarką) na świat przyszła moja cudowna zdrowa córeczka. Małgosia za parę dni skończy 3 miesiące. Nawet nie jestem w stanie wyrazić jak jestem szczęśliwa i takiego szczęścia Wam z całego serca życzę.[/i][/b]