(?`?.¸??¸.?´?)WRZEŚNIÓWECZKI 2014(?`?.¸??¸.?´?)

13/10/14 11:05:03

Hejka, Trochę mnie nie było :roll: Trzeba było ogarnąć temat dom i dzieci :wink: U nas można powiedzieć, że na razie ok. Kubuś grzeczny, tylko płacze jak ma kolki. Zaczynają się różnie od godz. 21 do 1 w nocy trwają nawet dwie godziny. Czasami jest dzień, że nie ma wcale. Niestety z laktacją nie dałam rady :cry: Coraz mniej pokarmu, a Kubuś się denerwował jak pił mi z cycka :( Z Jasiem było to samo :? Wolałam aby ja i dziecko było spokojne i dlatego przeszliśmy na mm. Wiem, że można przez to mnie potępić, bo tak łatwo się podałam :( Dodatkowo starszy syn znowu chory. Tylko poszedł do przedszkola 4 dni i znowu przyniósł to samo katar i kaszel. Przy okazji Kubuś też dostał katarek ale nie jest tak uciążliwy. Doszłam z mężem do wniosku, że jednak Jasia wypisuje z przedszkola, bo to nie ma sensu jak on nawet dwóch tygodni nie przechodzi :roll: Dodatkowo jest stres, że młodego zaraz zarazi :( No, a ja miewa huśtawki humoru. Raz jestem smutna i wszystko mnie przygnębia, a czasami jest dobrze i wraca humor. Zastanawiam się czy mnie nie dopadło baby blue :roll: kfiatusek jak tam chrzciny? My chcemy 8 listopada ochrzcić jak się uda. łobuz jak tam zdrówko Jasia? linka, a jak Hania?

(?`?.¸??¸.?´?)WRZEŚNIÓWECZKI 2014(?`?.¸??¸.?´?)

06/10/14 09:07:41

hejka, kalinqa ja tez do jednej poradni nie moge sie dodzwonic :( Ale mnie uprzedzili, ze tak trudno sie dodzwonic i lepiej isc osobiscie. Tak musze zrobić. Co do rehabilitacji musze pierw dostac skierowanie do osrodka rozwoju rehabilitacyjnego. Tam zadecydują co dalej. Jeszcze mamy skierowanie na patologię dziecięcą nie wiem o co tu chodzi...

(?`?.¸??¸.?´?)WRZEŚNIÓWECZKI 2014(?`?.¸??¸.?´?)

05/10/14 19:05:21

łobuz to może ja faktycznie źle to zrozumiałam 8) Jeżeli chodzi o relaks dla siebie to oczywiście jest na ostatnim miejscu. Ja też pracowałam po 12 godz. Jak przychodziłam z pracy to ogarniałam dom a jeszcze udało mi się zająć się Jasiem. Teraz z dwójką nie wiem jak to będzie :roll: Dlatego postanowiłam, że idę na roczny macierzyński. Wykorzystam to co mi się należy tym bardziej, że z Kubusiem będę musiała chodzić na rehabilitacje, które mogą potrwać do roku :roll: No i jak już wrócę do pracy to chcę na 8 godz. Szkoda trochę, bo przez to mniej zarobię :roll: Mój też idzie jutro do przedszkola. Teraz siedział w domku 3 tygodnie, bo chciałam go wyleczyć w 100%. Miał kaszel i katar ponad dwa tygodnie :shock: Kupiłam jakieś dobre witaminy na odporność omegamed. Zobaczymy czy coś pomogą. Jeżeli chodzi o ściąganie pokarmu laktatorem to ja jeszcze później przystawiam Kubusia do piersi, coś tam jeszcze wypije :wink: linka jeżeli chodzi o spacer to ja nie słucham tych sterotypowych opowieści babcinych, że z dzieckiem takim można wyjść za 3 tygodnie. Jeżeli jest ładna pogoda to czemu nie można wyjść z dzieckiem chociaż na 45 min. na spacer? Tym bardziej jak wózek jest głęboki, a dziecko dobrze ubrane? Powietrze jeszcze nikomu nie zaszkodziło, a wręcz dotleni się taki maluszek :D A więc mój poród zaczął się w nocy z niedzieli na poniedziałek. W niedziele już się źle czułam. Było mi niedobrze i oczyszczało mnie coś. Zasnęłam gdzieś o 22. O pierwszej w nocy obudziły mnie jakieś dziwne bóle. O 3 nad ranem poczułam ucisk tak jak by na pęcherz coś mi uciskało. Poszłam do wc i nagle wody mi chlupnęły. Zadzwoniłam do mojej koleżanki, bo położną jest i pytam się jej czy mam czekać na skurcze, bo na razie ich nie ma. Kazała jechać na porodówkę ze względu na to, że to już drugi poród i akcja może szybko się rozwinąć. Mąż zadzwonił po teściów aby przyjechali do Jasia. W tym czasie skurcze się rozkręciły na maksa. Już w samochodzie myślałam, że nie wyrobię. Na porodówce byliśmy gdzieś około 4. Położna mnie zbadała i okazało się, że mam rozwarcie na 4 cm. Potem była papierkowa robota, a ja już ledwo wytrzymywałam ze skurczami :( Miałam bóle krzyżowe. Przy skurczach nie mogłam się wyprostować. Mąż masował mnie w czasie skurczów ale to nic nie pomagało. Prosiłam dwa razy o znieczulenie, to tyko usłyszałam, że mogą mi jedynie podać gaz ale jak będzie już 6 cm rozwarcia :wo: O 7 rano przyszła nowa ekipa. Następna położna mnie bada i rozwarcie ledwo na 6 cm. Przebija mi pęcherz aby przyśpieszyć poród. Wód ogromna ilość ze mnie schodziła :shock: Potem już rozwarcie było 8 cm i dostałam ten śmieszny gaz, który miał mi pomóc :roll: Gaz na początku mnie lekko otumanił ale później nic już nie pomagał także ściema totalna. Po obchodzie położna sprawdziła i już było 9 cm i powiedziała, że rodzimy. Dostałam na raz kroplówkę i oksy. Pierwsze parcia i nic. Drugie podejście może się uda. Złapałam mocno męża za szyję w chwili parcia ale też nic. Miałam takie wrażenie jak by przy parciach chciało mnie coś rozerwać to był okropny ból, a ja jestem wytrzymała. Płakałam i krzyczała, że już nie dam rady. Przy czwartym parciu spadło tętno małego na 60. W jednej chwili cały personel się zleciał razem z ordynatorem. Ordynator naciskał mi na brzuch, a ja miałam przeć. Nic nie pomagało. Już w ostateczności miałam już ostatni raz przeć, bo jak nie to już kleszcze czekały w gotowości :cry: :cry: Nie wiem jak to zrobiłam ale wyparłam Kubusia ostatkiem sił. Kubuś był dwa razy owinięty pępowiną i nie oddychał. Położna położyła mi tylko na sekundę maleństwo, które było bezwładne. Ja krzyczałam i płakałam, bo nie wiedziałam co się dzieje. Mąż prawie zemdlał jak zobaczył co się dzieje. Wszyscy na około zaczęli biegać. Zabrali małego a my nie wiemy co się dzieje. Sam ordynator był blady z wrażenia. Po chwili przyszedł i powiedział, że jest dobrze i oddycha i nie doszło do żadnego niedotlenienia. Po pierwszej min. dostał tylko 7 p., a po 3 min. 9. No i zostało szycie, które bardzo mnie bolało. W środku strasznie popękaną miałam szyjkę i nie wiem ile mam tam w środku mam szwów ale samo szycie trwało 45 min :shock: Po szyciu zawieźli mnie na oddzielną salę ale młodego nie miałam przy sobie :( Był dogrzewany lampą, bo siną buźkę miał i zimne ciałko :roll: Jak go przywieźli to się rozpłakałam ze szczęścia, że go mam i jest już dobrze :D :D Martwi mnie to, że się urodził z umiarkowaną zamartwicą. A ja mam jeszcze problem z zachowaniem mojego starszego synka. Zrobił się złośliwy. Robi nam wszystko na złość. Teraz przed chwilką zrobił nam taką histerię, że aż z płaczu wymusił się na wymioty :cry: :evil:

(?`?.¸??¸.?´?)WRZEŚNIÓWECZKI 2014(?`?.¸??¸.?´?)

05/10/14 06:57:19

Hejka dziewczyny! Dziękuje za radę kochane :cmo: Fakt, że on po pierwszej piersi jest na jedzony tylko ja to źle odbierałam, bo nie chce zasnąć przy karmieniu tylko cały czas wisiał na cycku. Teraz ściągam mleko i jestem spokojniejsza ile wypije. Za wiele nadal nie mam pokarmu :roll: Mam na co drugie karmienie ledwo 60 ml :roll: Chyba u mnie laktacja nie chce ruszyć :roll: Kubuś ogólnie bardzo grzeczny chłopiec. Mało płacze tylko jak jest głodny :P: Wczoraj byliśmy już na pierwszym spacerku, bo pogoda piękna była, a Kubuś cały spacer przespał :D Dziewczyny ja tam jestem z tych matek, że też jak z pracy wracałam pierw ogarniałam dom i inne obowiązki domowe, a zabawa z dzieckiem w wolnym czasie :) Każda matka wie co jest najlepsze dla dziecka, a dom i obiad sam się nie ugotuje :wink: Muszę Wam kiedyś opisać poród, bo obiecałam tylko czasu nie mam na taki referat :wink:

(?`?.¸??¸.?´?)WRZEŚNIÓWECZKI 2014(?`?.¸??¸.?´?)

03/10/14 07:06:48

Hejka mamuśki :D Wpadam na chwilkę, bo naprawdę ledwo mam na coś czas a jak mam to próbuję odespać zaległe noce :wink: Mam pytanko dziewczyny do Was- czy któraś z Was miała taką sytuację, że dziecko wypija z jednej tylko piersi a z drugiej nie chce? Tzn zaczyna pić z drugiej ale szybko się irytuje i nie chcę. Pokarm jest w obu cycach, bo już ściągałam. Nie wiem czy coś czasem nie robie źle :? Jak nie chcę pić z tej piersi to robię wtedy mm i wypija ledwo jeszcze 30 ml. Nie wiem czy czasem za mało nie je. No i zauważyłam, że po mm ulewa mleczko czasami nawet to co mu zrobie te 30 ml. A w jednym cycku jak odciągałam mam tak około 40 ml mleka. Wrzuciłam foto Kubusia do galerii.