Listopadówki 2011

03/12/11 22:57:45

]Dorcia,Paris,Anyah GRATULACJE!!! To już żadna się nie męczy z końcówką ciąży ;) My byliśmy dziś na pierwszym spacerze z Kosią. Odwlekaliśmy tę chwilę, bo na zewnątrz jest chłodno i wietrznie, ale w końcu nie ma co teraz czekać na ładną pogodę. Na ile wychodzicie na spacery przy takiej pogodzie? I czy trzeba smarować czymś buzię czy to dopiero przy mrozach?

Listopadówki 2011

27/11/11 14:25:17

Dorcia będę jutro trzymać kciuki! U mnie powoli coraz lepiej, choć po zabiegu muszę brać antybiotyk, który nie najlepiej działa na mój żołądek. Ale przez 3 dni była u mnie moja mama i nagotowała mi tyle lekkostrawnych pyszności że chyba jakoś to przeżyję. Wogóle mam najlepszych rodziców na świecie :) Konstancja jest ich pierwszą wnuczką i pierwszym dzieckiem w rodzinie od wielu,wielu lat więc wszyscy szaleją z radości. Oj coś czuję, że będzie rozpieszczona ;)

Listopadówki 2011

26/11/11 16:26:41

Dorcia ale trafiłaś :) właśnie weszłam na forum po dłuższej nieobecności. Urodziłam 15 listopada o 17.30. Mała ważyła 3890, długość 57cm, 10pkt. Nazywa się Konstancja (Kosia). Do 14 listopada chodziłam na ktg co drugi dzień i żadnych skurczy nie było. Małej się kompletnie nie spieszyło, a 14 listopada odczyty na ktg już wskazywały że to już czas. Przyjęli mnie na noc na patologię, a 15 wywoływali poród oksytocyną. Poród wspominam naprawdę dobrze ( i już myślałam że ze skrajnej przeciwniczki pordów sn stanę się ich obrońcą- niestety tak nie jest ale o tym zaraz). Poszło mi dość szybko (około 4,5h- pierwszy poród), miałam zzo (wspaniała sprawa) i fajną położną która sprawiła, że miałam poczucie bezpieczeństwa. Wszyscy lekarze, położbe, pielęgniarki byli niezwykle mili i opiekuńczy. Mąż też spisał się wspaniale. Miałam małe nacięcie, ale moja lekarka świetnie mnie znieczuliła, pięknie zszyłą a następnego dnia czułam się już naprawdę dobrze. I tak było przez kilka dni. Jedyne co mi dokuczało to potworny ból biustu. I na tym koniec pięknej historii o porodzie. Po kilku dniach nacięcie, które już było ptaktycznie zagojone zaczęło mnie boleć. Poszłam do lekarki, która wytrzeszczyła oczy i powiedziała, że mam nietolerancję na szwy rozpuszczalne, które zaczynają się ewakuować. Musiałam mieć resuturę krocza (ponowne nacięcie i wymiana szwów na inne). Odbywało się to w znieczuleniu ogólnym, więc zabiegu nie pamiętam ale to co było po to naprawdę były jakieś średniowieczne tortury. Bolało 100 razy bardziej niż poród, żadne leki przeciwbólwe (nawet bardzo silne kroplówki i zastrzyki domięśniowe) nie pomagały. Myślałam, że coś im nie wyszło, że przecieli mi jakiś nerw, bo nie byłam w stanie nawet dotknąć pośladka. I miałam wrażenie, że zamiast szwów ktoś mi założył drut kolczasty. W dodatku wszyscy lekarze stali się niedostępni, położna mówiła tylko proszę spróbować się zdrzemnąć (doprawdy miała poczucie humoru). To był ten sam szpital w którym rodziłam, ale jakaś jego zupełnie inna odsłona. Już wiem skąd się biorą te skrajne opinie na temat każdego szpitala... Dziś czuję się już lepiej, ale zakładam klub przeciwników sn ;) Jak widać po moim przypadku, po sn można dochodzić do siebie dłużej niż po cc i cierpieć bardziej. Lekarze straszą konsekwencjami po cc, a mało który wspomina o tych po sn. Właśnie z tego powodu kobieta powinna mieć prawo wyboru jaki rodzaj porodu woli. Bo w razie konsekwencji i tak to ona ponosi skutki i chociaż wie, że to była jej decyzja, a nie została do tego zmuszona. A teraz o Konstancji :) Kosia jest cudowna, pięknie je i śpi. Pomaga mi spokojnie wrócić do zdrowia. Na czas pobytu w szpitalu została z babcią. Ściągnęłam pokarm, jadła ładnie z butelki. Teraz karmię znów piersią, ale że przyjmuje leki przeciwbólowe z grupy C (diclofenac), to boję się ,czy jej nie szkodzę. Ale bez nich nie dałabym rady się nią zajmować. Mam nadzieję, że za kilka dni będę się już czuła dużo lepiej i będę mogła w pełni cieszyć się super córką :) Pozdrawiam Was serdecznie, a tym które są jeszcze w ciąży życzę szbkiego jej zakończenia, bo faktycznie pod koniec to już męka ;)

Listopadówki 2011

10/11/11 14:04:15

Gosiula gratulacje!!!!! Ja już mam serdecznie dość. To zapalenie zatok nie daje mi żyć. Ani oddychać, ani spać się nie da. Ja już tak bardzo chcę być po... Termin minął 8.11, a na ktg dalej skurczy brak. Ja też nic nie czuje. Myślicie, że jest szansa, że to się zacznie tak bez żadnej, najmniejszej zapowiedzi? Zamierzam użyć dziś wszystkich znanych mi wywoływaczy na raz ;) Może one plus pełnia coś pomogą. W dodatku akurat fajna ta jutrzejsza data :)

Listopadówki 2011

07/11/11 10:58:28

Gosieńka gratulacje! Wszystko będzie dobrze. Ja się urodziłam w naprawdę ciężkiej zamartwicy (dostałam tylko 1pkt) , ale i z tego udało się wyjść :) Powsinoga witaj, fajnie, że tak szybko i że bez nacięcia. Różyczka jest naprawdę śliczna i masz racje- ma niesamowite, hrabiowskie długie paluszki :) Florcza wszystkiego najlepszego! Zobaczymy ile to dzieci się dziś urodzi. Daria ja też chyba przenoszę. A od sierpnia mnie straszyli, że będzie wcześniak... Ja wczoraj przechodziłam ostry kryzys. Koniec ciąży plus początek anginy to naprawdę kiepskie połączenie. W dodatku mam chyba zapalenie zatoki- bolą mnie zęby, okolice oka, ucho i głowa. Zadzwoniłam przed chwilą do mojej lekarki. Pozwoliła brać apap co 4-6 godz. Przez ten ból to nie mogę ani spać ani normalnie funkcjonować. Jestem tak zmęczona, że nie mam pojęcia jak mam mieć jeszcze siły na poród. A termin mam na jutro. Ale nadal skurczy brak. Mam ochotę się wprowadzić w stan śpiączki farmakologicznej ;)