W OCZEKIWANIU NA II CIĄŻE

10/06/19 18:46:17

Dziewczyny, przechwycono mi hasło, znikam. Wszelkie posty od Łobuz, które zostaną opublikowane po tym moim wpisie, nie są ode mnie i nie biorę za nie odpowiedzialności. Trzymajcie się, mamusie, kibicuję Wam wszystkim.

W OCZEKIWANIU NA II CIĄŻE

04/05/19 07:24:01

Witaj black. Takiego bólu nie można sobie ani wyobrazić, ani się na niego wcześniej przygotować. Moja babcia też była z tych najlepszych, najcudowniejszych na świecie... Żyła 83 lata. I byłaby z nami nadal - gdyby pewnego popołudnia nagle i niespodziewanie nie dostała najgorszego ze wszystkich możliwych udarów... Jeszcze tego dnia jadłam z nią śniadanie, a potem i obiad... 5 dni umierała w szpitalu, a ja przez te 5 dni byłam tego świadkiem, jak powoli - godzina za godziną, wszystko w niej powoli się poddaje... W takiej chwili, kiedy jest się już świadomym, na co właściwie się czeka, najważniejsze są dwie rzeczy - aby ta ukochana osoba nie cierpiała i aby nie musiała odchodzić SAMA... Wieczorami wracałam ze szpitala i tuliłam Adasia, który potrafił spazmatycznie wręcz szlochać za nią... Jego ukochana babunia, jej ukochany pierwszy prawnusio... I on zdążył być u babci w szpitalu, dać jej laurkę z serduszkami, powiedzieć jej, co miał do powiedzenia... Zrozumiałam też, że są takie momenty w życiu, że jako matka nie możesz pocieszyć nawet własnego dziecka - zdajesz sobie sprawę z tego, że jedyna sensowna rzecz, jaką możesz zrobić, to pozwolić mu również się wypłakać - więc płaczecie razem nic nie mówiąc. Babcia nie cierpiała, była nieświadoma przez te 5 dni. Nie wiedziała, że w tym czasie zdążyli do niej przyjechać bliscy nawet z Ukrainy, czy z Holandii... Nie odeszła też w samotności - była trzymana za dłoń do ostatniej minuty. Potem całe to szaleństwo załatwiania formalności pogrzebowych, sama ceremonia... Ech, podłe to wszystko do przejścia, do przeżycia... Takie trudne, takie ciężkie, jak nic nigdy w życiu... No i wreszcie przychodzi czas żałoby... :cry: Albo wypłakuje się oczy długimi godzinami, bo serce nie jest w stanie utrzymać tego żalu, bólu, albo człowiek wariuje. Dzieci codziennie pytają: Mama, czemu płaczesz? Odpowiadasz: Za babcią... W końcu przychodzi taki dzień, kiedy starszy synek zauważa: Mama, płaczesz?.. A młodszy mu odpowiada: Za babcią,tak?... Tak, kochanie - mówisz. Oczywiście, że chłopcy byli na pogrzebie. Adaś nawet się uparł, aby ostatni raz zobaczyć babunię w trumnie. Sporo z nim o tym rozmawialiśmy i już zrezygnował, ale w ostatniej chwili tak się uparł, że to jest OSTATNI RAZ, kiedy może zobaczyć babcię, że on też ją kocha całym serduszkiem, że już jej nigdy nie zobaczy, że się zgodziłam. Po miesiącu Adaś powiedział do mnie, gdy raz wracaliśmy z cmentarza, a ja znów cicho płakałam prowadząc auto: "Ja nie rozumiem dorosłych... Czemu tyle płaczesz? Ja sobie już dawno zdałem sprawę z tego, że przecież pewnego dnia i tak się z babcią znów spotkam, co za różnica, kiedy? Jeśli wiesz, że i tak się spotkasz nie trzeba już płakać..." I jedyne, co mnie w tym ucieszyło, to świadomość, że moje dziecko w taki fajny sposób poradziło sobie z tą tragedią.

W OCZEKIWANIU NA II CIĄŻE

22/04/19 07:57:03

Odeszła nam nasza ukochana babusia... Całe życie była przy nas, kochała całym swoim sercem, a teraz tak nagle jej zabrakło... To są najsmutniejsze święta w moim życiu... Płakałam, płakałam i płakałam, bywało, że godzinami, nie mogłam przestać... Minął miesiąc, ja nadal ją opłakuję... Trwałam przy niej przy szpitalnym łóżku, głaskałam, masowałam stopy, czesałam, ocierałam buzię, puszczałam z telefonu śpiew słowików... Trzymałam ją za spracowaną dłoń, całowałam... Przez 5 dni nie było mnie ani dla męża, ani dla chłopców... Odszedł nasz Anioł, a mi pękło serce... Dziękuję, że mogłam mieć taką babcię, dzięki niej poznałam, czym jest dobro... Mimo, że miała ciężkie życie, kochała ludzi, lubiła towarzystwo, cieszyła się z obecności innych... Niczym się nie narzucała, wybaczała wszystko, była wytrwała i cierpliwa... Zawsze stawała w obronie dzieci, gdy na nie patrzyła, w jej oczach była miłość,a a na ustach uśmiech. Zawsze. Moja przyjaciółka i najbliższa na świecie osoba. Teraz zapalam jej na grobie światełka, zanoszę kwiaty i płaczę, gdy widzę TEN krzyż z TYM imieniem i TYM nazwiskiem... Serce mam w drobnych kawałkach...

W OCZEKIWANIU NA II CIĄŻE

02/01/19 12:54:46

Wszystkiego, co najlepsze dla każdej z Was w Nowym Roku 2019!!! :sw: :sw: Darka kobietą się urodziłaś i nią nadal jesteś. Masz małego syneczka i tworzysz pełną rodzinę. Jedno dziecko nie jest co prawda Twoim wyborem, ponieważ chciałabyś kolejne, jednak życie samo napisało Twoją historię niezależnie od Twoich marzeń i pragnień... A teraz co dalej? Po pierwsze - wygrasz z choróbskiem - bo masz dla kogo. Po drugie - podczas tej walki regularnie będziesz nam się tutaj wypłakiwać - bo tego potrzebujesz, a my regularnie będziemy Cię wspierać - każda tak, jak umie najlepiej - bo tego potrzebujesz. Po trzecie - nic a nic nie wierzę w to , że skoro Ci trudno, smutno i przeżywasz załamkę, to oznacza, że nie cieszysz się tym, co masz. Płacz do woli, opłakuj nienarodzonego oraz utratę ważnej części siebie. A jak już wypłaczesz oczy i spuchną Ci powieki, jak już poczujesz, że bardziej chyba nie może boleć - wtedy spójrz na Mariuszka. Przytul go godząc się jednocześnie (choćby tylko chwilowo!) z tym, co się stało. Po czwarte - ten rak właśnie pozwoli Ci docenić wszystko, co osiągnęłaś w życiu, a nie odwrotnie. On nie sprawi, że zwątpisz do reszty w siebie. Po piąte - nie zastanawiaj się za dużo nad tym, co będzie w przyszłości, bo i tak niczego nie przewidzisz. Jak już się przekonałaś, życie i tak wszystko weryfikuje. Po szóste - skoro masz dużo czasu w domku, wpisz sobie na Yout ube "Ajahn Brahm lektor PL". Czegokolwiek byś nie wybrała - wysłuchaj do końca. Polecam "Budowanie domu spokoju" albo "4 sposoby na to, jak odpuścić". Gość wszystkie wykłady ma mega-uspokajające i naprawdę mądre. Pozwolił mi przetrwać najtrudniejsze chwile życia, kiedy wszystko w małżeństwie mi się sypało, kiedy już myślałam, że moje życie jest bez sensu. Dzięki niemu zrozumiałam, jak często sama siebie "zaganiałam" w kozi róg własnymi myślami, albo jak głupie były całe te epizody depresji... Dziś mi wstyd, że straciłam tyle czasu na zamartwianie się, zamiast cieszyć się każdym śmiechem chłopców, każdym ich oddechem, kiedy przy mnie zasypiali, każdą ich kłótnią nawet. Trzymaj się kobieto. Skarżenie się tu nam to też forma samopomocy - no i dobrze, pomagaj sobie, jak tylko umiesz, najważniejsze, żeby nie dać się złamać, a po trudniejszych momentach starać się wybaczać sobie wszystko i iść dalej. :cmo: black a odkąd urodziłaś dziewczynki - czy chociaż jeden raz wyjechaliście gdzieś z mężem sami?.. Proponowałaś to już mężowi? Z tego, co piszesz, przydałaby Ci się kuracja wstrząsowa, jak mi... :P: Ja też nie umiałam odpuścić, aa też komentowałam, krzyczałam, uważałam, że powinno być po mojemu - bo przecież chcę dobrze i złościłam się, jeśli inni robili inaczej... Odpowiadałam na każdą zaczepkę słowną, byłam gotowa wywalać argumenty jeden po drugim - a wszystkie moje argumenty były dobre i wbijały w ziemię. Dopiero po jakimś czasie zrozumiałam, że inni nie mają wyboru - skoro nie da się ze mną wygrać, skoro nie umiem komuś odpuścić - już lepiej uwolnić się ode mnie, niż żyć w ciągłym poddenerwowaniu, z czym zaraz "wyskoczę"... W międzyczasie doszło też do mnie, że każdy człowiek na świecie musi sam znaleźć swoją drogę do spokoju. A jeśli nie przestanie szukać mimo porażek - to w końcu ją znajdzie. Powodzenia. :okk:

W OCZEKIWANIU NA II CIĄŻE

12/12/18 06:13:19

tasta Magda chyba nie ma wyboru, niz być mądrzejszą od swoich rówieśniczek... :-{: A że ją to psychicznie wyczerpuje - w to wierzę całą sobą... Toż to jakiś mobbing wśród dzieci... Dlatego pisałam, że najważniejsza reakcja nauczyciela/ pedagoga na takie zachowania, bo dużo mogłaby pomóc... :-{: Hmmm... Statki coby rzeczywiście podczas zabawy nie aż tak trwałe, jak lego... black a Ty biedna znowu bez nastroju... Często to piszesz... Może i u Ciebie to zaczyna przyjmować zbyt duży rozmiar i powolutku zmierza w kierunku depresji?.. :-{: Są jeszcze rzeczy, które sprawiają Ci radość? Ja i moja klasa już po bajce mikołajkowej. Wystawiliśmy ją w tym roku łącznie 5 razy. Ufff... Ostatnia bajka z nimi, w przyszłym roku już kto inny będzie musiał wystąpić, bo moich maturzystów już nie będzie.