Moja historia :(

03/05/10 19:53:23

u mnie sytuacja bez większych zmian. Jedyny krok to taki, że najprawdopodobniej w wakacje spotkam się z biologiczną siostrą. Nie wiem czy chcę, chyba bardziej robię to dla niej. No ale już się zgodziłam, więc nie będę odwoływać. Stosunki z mamą adopcyjną, raczej służbowe, Chyba ostatnio za dużo sobie pozwoliła, a to mnie bardzo zraniło. Cały czas w uszach słyszę "Więcej dzieci nie powinniście mieć" Bardziej mnie to dobija, bo od ponad pół roku się stramy o drugie dziecko i nic. A od dwóch miesięcy się leczę bromergonem bo wyniki prolaktyny po obicązeniu miałam tak wysokie, jakich lekarz chyba jeszcze nie widział. Najprawdopodobniej mam małą niedoczynność tarczycy i stąd te moje nerwy. A niedoczynność i prolaktyne od stresu. Jak narazie staram się nie denerwować, nie dyskutuję na tematy dla mnie drażliwe. Może będzie lepiej..... A o leczeniu nawet nie powiedziałam mamie. Jeszcze powie że niepotrzebnie....

Moja historia :(

05/03/10 16:04:26

dzięki bardzo za wsparcie, a podpowiedz mi jeszcze jedno: Jak znaleść dobrego terapeute. Mieszkam w niewielkim mieście, jest kilka poradni psychologicznych, ale głównie od uzależnień, czy pedagogicznych. do tego zaledwie kilka gabinetów psychologów. Nie wiem jak szukać. zwykłego psychologa?? czy psychoterapeuty?? Pozdrawiam serdecznie, wszystkiego dobrego.

Moja historia :(

05/03/10 14:07:03

a twoja mama jak zareagowała na twoją terapię?? Jak to wszystko wygląda?? Prowadzisz rozmowę z psychologiem i co dalej?? Psycholog tłumaczy pewnie mechanizmy naszej psychiki, zaczynasz to rozumieć, wiesz co robić, jak radzić sobie w danych sytuacjach?? Jak wprowadzić to w życie jak tylko jedna osoba się leczy?? Jak ta druga strona reaguje??

Moja historia :(

05/03/10 13:17:07

Ja znam swoją wartość. wiem że tak nie jest. Niech sobie gada. Też miałaś problemy z taką zaborczą mamą?? Terapia pomogła?? Wasze stosunki są poprawne, służbowe?? Czy możesz powiedzieć że jest dla ciebie kochaną mamą??

Moja historia :(

05/03/10 12:42:19

wiem że mam problem, żeby się jej przeciwstawić. Boję się jej szantażów emeocjonalnych. Boję sie co będzie jak się przeciwstawie. Wiem to jest chore. Tak być nie może. Ale nie wiem dlaczego się boję. Mam męża, pracę, na teścia też mogę liczyć. Ale nie wiem czy u nich mam poparcie w 100%. tzn czy są w stanie w każdej sytuacji pomóc. Tak zostałam nauczona żeby nie robić kroku bez pewności że mam gdzie stanąć. Pogodziłam się z tym , że ona z tych ludzi co dopingują do działania krytyką. że zdołują. To jestem wstanie wybaczyć, ale ostatnio za dużo przykrych słów mowi. O ile mogłam znieść mówienie że pewnie i tak na studich nie zdam egzaminów i mnie wywalą, że nie znajdę dobraj pracy.... to mówienie że dziecko mi się przydażyła i dlatego z musu je wychowuję, że je głodzę, że mi je zabierze, że nie powinnam mieć ich więcej i jejstem jej porażką w wychowaniu. żę jestem złą córką, matką i żoną też.... to mnie za bardzo zraniło. I dziwi się mojemu mężowi że on tak barzdo kocha swoją matkę i co tydzień do niej na cmentarz chodzi a ona była wiecznie chora i dawała im obiady z garmażerki. A ja jestem niewdzięczna bo ona mi dawała domowe i nie pracowała. Ale mój mąż z każdym nawet najbardzij wstydliwym problemem mógł do swojej pójść. JAk zranie rodzinę?? Jak ograniczę kontakt nasze to ucierpi na tym mój tata. Wnusi nie będzie widział. Choć on nie ma problemu żeby do mnie przyjechać pobawić się z wmnuczką.