CZY KTÓRAŚ Z WAS URODZIŁA WCZEŚNIAKA????

17/04/10 12:04:58

[quote="pastek":1pnyya4t]Nati natomiast pozapominała wszystko i skoncentrowała się na dopracowaniu do perfekcji słowa NIE :twisted:
:hil: :hil: :hil: Czyli wszystko w granicach normy ;) Spróbuj na ile dasz radę podejść do tego z humorem i pamiętaj że ten etap mija SAM! :) Kiedyś mąż zmieniał pieluchę Wiktorowi a ten leżał i ćwiczył słowo NIE. Akcentował je na wszystkie sposoby :) itp. np. nnnie , nieeee :) Jeszcze ciekawiej robi sie gdy dziecko zaczyna potakiwać - czy chce czy nie ;) Pytam Wiktora na placu zabawaw: idziemy do domu? A ten potakuje i kiwa głową... To ja zbieram zabawki, dziecko na wózek czy rowerek i idziemy. Jak jesteśmy za placem, to on w ryk bo chce zostać. A ja choć moglibyśmy jeszcze chwilkę zostać, nie mogę wrócić bo nauczę go że krzykiem osiąga to co chce :( Monika-81 fajnie że mała zaczęła raczkować - jak będzie raczkować to może nóżki szybko wrócą do normy :) Z tym siadaniem "po turecku" to dobrze jest pilnować żeby dziecko tak siadało - tzn. nóżki do przodu - nie muszą być skrzyżowane. Chodzi o to aby dziecko nie wyrobiło sobie siadania na piętach bo w tej pozycji palce stóp idą na boki a tak nie powinno być. Ja nigdy nie zwracałam na to uwagi bo Wiktor nie siadał tak. Ale mój bratanek (ten Hubert) tak czasem siada i bratowa zaraz mówi do niego "usiądź ładnie". Jej zdaniem Wiktor tak nie siada na piętach bo w żłobku na pewno pilnują żeby dzieci siadały prawidłowo. Chyba rzezczywiście bo jak upominała Huberta to Wiktor też miał odruch poprawy postawy - choć siedział prawidłowo :) Pastek nasz Wiktorek ostatnio przestał byc taki wywrotny i już raczej na głowę nie leci :) To Igorek też pewnie niedługo zrobi się stabilniejszy. Nie wiem czy to miało związek ale dużo bawił siez meżem w utrzymywanie równowagi -Mąż kładł siena dywanie a Wiktor stał mu na klatce piersiowej i tak sie wygłupiali. Można by coś takiego spróbować na duże jpiłce albo materacu dmuchanym, albo tak jak ze mną - staje na moich kolanach jak siedzę na fotelu. Ta dziewczynka to nie wiem czy miłość ale numeru tel. do niejk nie wzieliśmy... a ona z młodszej grupy... (niektórzy rodzice nie chcą aby ich dzieci przenosić do starszych grup) Wiecie że te nasze maluchy choć jeszcze nie potrafią mówić to robią sobie papa w szatni? Z własnej inicjatywy!! :shock:

*LUBLIN*mamusie, ciężarne, starające*LUBLIN*

27/03/10 14:24:32

nooo..

żłobki w Lublinie

27/03/10 14:23:00

Sisisia rzeczywiście choroby sie zdarzają ale nie można zrzucać winy wyłącznie na żłobek. Nam Wiktorek w tym roku w zimie też sporo chorował ale nie wszystkie te choroby były przywleczone ze żłobka. Angina w listopadzie - zmarzł ze mną na spacerze. Rotawirus w styczniu - był z tatusiem w OBI i obydwaj go złapali - kilka dni później ja też zachorowałam bo mnie zarazili . trzydniówka w lutym - to już zdobycz żłobkowa ale za to mamy ją z głowy bo na to choruje się tylko raz. A to niegroźna choroba tylko trzeba gorączkę zbijać. zapalenie oskrzeli w marcu - to też wirus ze żłobka który potem i nas zaatakował. Czyli tak pół na pół wychodzi ;) Ale jak dzieci nie chodzą do żłobka to w przedszkolu też na początku chorują, a jak nie chodzą do przedszkola to na początku szkoły... Jakoś tą odporność muszą sobie wyrobić. Wiktor też ostatnio nie chce wracać do domu. Wczoraj z 20 minut czekałam na niego aż skończy zabawę z koleżanką. :roll:

CZY KTÓRAŚ Z WAS URODZIŁA WCZEŚNIAKA????

27/03/10 13:59:45

Domi rzeczywiście zagrożenia które wypisałaś mogą się przydarzyć i warto o nich wspomnieć. Nasz Wiktorek generalnie nie zakłada sobie na głowę różnych rzeczy. Są niektóre dzieci takie, które każdą czapkę muszą przymierzyć, każdy garnek sobie założyć - Wiktor odwrotnie, nie lubi takich zabaw. Kiedy maz chciał mu zrobić zdjęcie z cedzakiem na głowie. Chyba ze 20 zdjęć zrobił - wszystkie nieudane bo ciągle sobie zdejmował. Zresztą miski my mamy takie, że albo za małe żeby sobie założył, albo za duże żeby się zaklinowały albo za płytkie (hermetyczne pudełka na żywność) Natomiast bardzo pilnuję aby nie zakładał sobie żadnych worków na głowę albo nie owijał wokół szyi sznurówek i tp. Łyżek drewnianych tez nie wkłada już od dawna do buzi. Jak był młodszy i wkładał to wtedy go bardzo pilnowałam jak miał łyżkę bo bałam się że upadnie z nią i wbije sobie w gardło :? Teraz już nie wkłada takich rzeczy do buzi. Jak dorwie łyżkę drewnianą to albo stuka nią w różne rzeczy i wtedy lecę po pudełko plastikowe żeby stukał w pudełko a nie np. w klatkę królika :wo: albo wrzuca ją do klatki królikowi - w tej klatce lądują wszelkie zdobycze. co do złamania się miski... hmm możliwe ale to zależy od miski i w jaki sposób dziecko nia niej stanęło. Te nasze nie wyglądają mi na łatwo łamiące się. Póki co Wiktor raczej siada na miski - lub do miski ;) Mamy za to inny problem - bieganie z widelcem :? Muszę go pilnować jak je w pokoju. A ciągnąć za każdym razem krzesełko do karmienia z kuchni przerasta mnie. Co do upadania i uderzania głową o podłogę... to u nas niemal codzienność :( I wcale do tego nie potrzebne jest stawanie na misce. Tak bardzo wywrotny jest Wiktor. A jeszcze dostał takie plastikowe krzesełko od cioci. Co raz z nim upadał :( Za którymś razem schowałam je i zamówiłam takie z ikei mammut - nigdy sie z nim nie przewrócił. Najgorzej było jak Hubert u nas był, bo Hubi popychał Wiktorka a ten zaraz leciał na głowę :? I widocznie przez te bójki zraził się do dzieci, bo po feriach nie chciał chodzic do żłobka i płakał przy rozstaniu a wcześniej nigdy nie płakał. Teraz nie chodził 2 tygodnie bo chorował i... Nie dość że rano nie płacze, chętnie idzie do dzieci, to jeszcze nie ma ochoty popołudniu wracać do domu. Zrobił się niemały "kłopot" - każdego dnia coraz dłużej muszę na niego czekać aż dokończy zabawę- w piątek już wcale nie miał zamiaru wracać :shock: ganiał się z jakąś dziewczynką na jeździkach a czekającą w drzwiach matkę miał gdzieś...

CZY KTÓRAŚ Z WAS URODZIŁA WCZEŚNIAKA????

22/03/10 21:54:58

:lol: A widzisz Pastek ja to odebrałam że Babcia surowa to krzyczy :oops: albo nie daj Boże chce karać :oops: Moja Babcia to odwrotnie- chce się bawić garnkiem? To jeszcze wnukowi łyżkę drewnianą doda i pokaże jak stukać żeby była fajniejsza zabawa Ja taka sama jestem. U nas Wiktor bawi się garnkami, plastikowymi pojemnikami, łyżkami itp. nie groźnymi akcesoriami mimo że ma naprawdę baaardzo dużo pięknych zabawek. Ja jestem dość tolerancyjną matką a jak przeczytałam że dzieci którym za dużo się zabrania sa bardziej zbuntowane to tylko utwierdziłam się w tym że nie ma co przesadzać. Wiadomo, nie wszystko mu wolno bo taki mały bąbel niszczy. No i w sumie rzeczywiście jak u niej się zatrzymujecie to trochę się trzeba dostosować do zasad panujących u niej... A bliźniakom to na pewno raźniej w żłobku będzie niż takiemu pojedyńczemu. :okk: Nawet u Wiktorka w grupie są bliźniaczki i kiedyś pytałam ich rodziców jak na początku było, to odpowiedzieli: ich jest dwie więc żadna nie była sama w obcym miejscu. Ponoć wcale nie płakały. Na maluchach też były bliźniaki (parka) to też z tego co pamiętam dobrze znosiły początek. Bo to początek tylko najgorszy, potem już dziecko przychodzi jak do siebie. A u nas sukces!! Wiktorek dzisiaj pierwszy raz po chorobie poszedł do żłobka (2 tygodnie przerwy) i nie tylko nie płakał przy rozstaniu ale nawet podszedł z uśmiechem do opiekunki pokazać pieska (przytulankę mu dałam). Potem nasłuchiwałam czy nie płacze i nie płakał. Popołudniu pytam opiekunkę czy płakał a ten sam mi odpowiedział ze NIE :lol: Ależ się cieszę! Mam nadzieję że jutro też się uda bez płaczu...