ILE CZASU KARMIŁYŚCIE, BĄDŹ MACIE ZAMIAR KARMIĆ PIERSIĄ?

10/06/11 10:50:37

Trafiłam na ten wątek szukając informacji o tym, jak długo powinno się karmić piersią bo ostatnio jestem mocno skołowana. Mnie mama karmiła jakieś 3,5 roku (do końca swojego urlopu wychowawczego) i w sumie tak mniej więcej chciałabym Zosiatą cyckolić. 8) Ale różne bzdury dookoła słyszę i nieco to zachwiało moim postanowieniem. 1) Pediatra ostatnio mnie wykpiła, mówiąc: 20 miesięczne dziecko karmione piersią to niepotrzebne uwiązanie psychiczne matka-dziecko i dziecko-matka :shock: (kurcze, a które 20 miesięczne dziecko nie jest "uwiązane" do matki i vice versa?); poza tym dziecko ma jeść pokarmy stałe a nie cyckać cyca. 2) Ginekolog: w mleku matki na tym etapie karmienia nie ma już nic wartościowego (a to ciekawostka przyrodnicza) :wink: 3) Dentysta dziecięcy: trzeba dziecko natychmiast odstawić od nocnego karmienia, bo karmiąc nocą dorobiło się dziecko próchnicy (owszem ma i to sporą, ale to raczej skłonność szkliwa poza tym ma zęby myte 3 razy dziennie odkąd skończyła 4 mce; najnowsze badania amerykańskie wykazały, że mleko matki nocą nie szkodzi, bo nie zawiera cukrów psujących zębiska). 4) Głupot gadanych przez różne ciotki i inne "mądralińskie" nie przytoczę bo są zazwyczaj maksymalnie irracjonalne. Czytam sobie Wasze wypowiedzi (wybaczcie, że nikogo nie wyróżniam) i czuję się ideowo podbudowana! Zamierzam karmić aż mi lub Zośce rzecz nie zbrzydnie i już :twisted: Zosiata ssie mnie intensywnie rano, potem śmigam na 4 godziny do pracy, po powrocie zasypiamy w południe z cyckaniem, potem ssiemy nieco na podwieczorek i usypiamy wieczorem z cyckiem. W nocy Zosia ssie jakieś 2-3 razy ale raczej na uspokojenie niż dla samego mleka. Jakie kolwiek próby podania mleka zastępczego (na zasadzie zwykłego eksperymentu) się nie powiodły - moje dziecko nie jest takie głupie :lol: Nigdy nie miałam problemów z jakimiś scenami w miejscu publicznym, dziecko za mną nie biega i nie szarpie na mnie bluzki. Jak ma ochotę się przytulić do "mleczarni" to podchodzi i daje nieporadne buzaki: a to w ramię, a to w udo albo - gdy jest akurat na rękach - całuje mnie w szyję lub w wystający kawałek dekoltu. Czyni to bardzo subtelnie i nie nachalnie - zazwyczaj tylko my dwie wiemy o co chodzi - tatuś tych sygnałów nie dostrzega prawie wcale :wink: Reasumując: niech sobie gadają a ja i tak będę robić swoje i karmić do oporu :)

Kto sie oprocz mnie niecierpliwi?-wczesne objawy

20/05/11 05:54:34

Ja tylko na chwilę bo w wiecznym niedoczasie :evil: Odpowiadam na apel o fotki 8) Zosiata dostała wczoraj pierwszy rowerek :lol:

Kto sie oprocz mnie niecierpliwi?-wczesne objawy

14/04/11 06:00:21

Właśnie wstałam do pracy, bleeeeeee :? Calineczko moje półdiablę nosi teraz trzewiki w rozmiarze 23. Sandałki na pewno będą co najmniej 24 a jak długo będzie zimno i będziemy je stosunkowo późno kupować to może i 25 :twisted: Zośka jest teraz zaopatrywana w odzież na ciepłą wiosnę i lato. Wycwaniłam się i kupuję głównie szmateksowe firmówki na wagę. Wszystko w rozmiarze 2-3 lata (jedynie firmy next wychodzą większe i kupuję na 2 lata). W mniejsze królewna się nie mieści (w klacie i w biodrach ma 50 cm :!: ). Miłego dnia Kochane! :P

Kto sie oprocz mnie niecierpliwi?-wczesne objawy

13/04/11 11:06:26

Klopiku od kilku tygodni mam wrażenie, że mnie w ogóle nie ma :? Misiasty nadal bez pracy więc po długich rozważaniach i namyśle ja wróciłam do pracy na pół etatu (w sumie jakieś 5 godzin dziennie pracuję a jak coś jest terminowego do w domu jak Zosia zaśnie to robię). 8) Codziennie bladym świtem lecę do pracy na drugi koniec miasta z ciężkim laptopem u szyi. Specjalnie wstaję wcześniej żeby mieć dla Zosi jeszcze pół godziny rano, dać cycka i pomiziać się w łóżku a jak dziecko się na mój budzi obudzi to i śniadanie jemy wspólnie. Potem Zosia robi mi papa i daje buzi i... zaczyna się gonitwa. Staram się jak najwięcej zrobić w pracy żeby mieć w domu spokój. Ale teraz z okazji roku Marii Skłodowskiej-Curie mam szaleństwo wystaw - w tym miesiącu już 4 wersję językową podkładam pod grafikę. Dużo pracy równa się dobra płaca a nawet premia więc nie narzekam :wink: Nadal staram się prowadzić dom rodzinny (my, teściowie szwagier, szwagierka, dwa koty i pies), czyli dbam o logistykę zakupów do lodówki i zazwyczaj sama przygotowuję jakieś obiady dla wszystkich. Lecę na mordkę i ledwo zipię :x Misiasty się miota między pomaganiem mi a pretensjami, że nie ma czasu dla siebie (dla niego to trudna sytuacja być na utrzymaniu żony, która lata jak nakręcona i robi sporo zamieszania w koło....). No więc sporo się ścinamy słownie - to akurat nie jest fajne... :roll: A Zośka to znosi rewelacyjnie i nie wygląda na zmartwioną zamianą ról w rodzinie :lol: Z miesiąc na forum nie zaglądałam bo nie miałam kiedy - wybaczcie. Będę się starała być z Wami w miarę czasu i możliwości ale proszę o wyrozumiałość :twisted: Strasznie się stęskniłam za Wami Kochane!

Kto sie oprocz mnie niecierpliwi?-wczesne objawy

03/02/11 17:21:17

Tak sobie czytam, co piszecie o liczeniu/nieliczeniu ile dzieci zjadają. W sumie ja się przychylam do Calineczki - nie chce mi się liczyć ile Zocha zjada. Zjada i tyle. Jak coś jej posmakuje to i 3 porcje. Jak nie ma ochoty to nie je. Np. grudzień był niejadkowaty mocno ale teraz już jemy normalnie. :wink: Moja pediatra mawia, że dziecko samo siebie nie zagłodzi i instynktownie samo wie, czego mu trzeba i po ten konkretny smak/pokarm sięga. Ja jeśli już to pilnuję, żeby Zosiak pił (ma tendencje do niepicia) ale poję słabymi herbatkami z hippa (sama też się staram dużo pić, zwłaszcza wody). Wyliczać Zośce ile jadła zwyczajnie by mi się nie chciało i tak mam co robić. Klopika podziwiam za miksowanie bo tego też by mi się czynić nie chciało. :D Zosiata gryzie sobie jedzonko w małych kawałkach, sama sobie ze swojego talerzyka bierze ręką lub widelcem do tortów (niemowlakowe olewa) i raczej nie chce być już karmiona przez nas. Potrafi też pić ze szklanki. Mam porównanie Zosi i Zuzi (tej naszej koleżanki od spacerków): Zosia gryzie, je widelcem etc; Zuzi widelca nie dają (więc się go boi) a jedzenie jej miksują bądź skubią na mikro kawałki i ładują wprost do buzi. Zośka dostaje do ręki np bułkę i nosi ze sobą i zajada (ostatni hit to domowe muffiny - specjalnie mało cukru daję). Zuzia nie potrafi. Aaaa Zuzia też jest "niejadkiem" w opinii swoich rodziców.... A my mamy teraz większe zmartwienia niż to czy jemy czy nie. Zośka ma próchnicę :evil: we wszystkich zębach, mimo rzetelnego mycia i wczesnej wizyty profilaktycznej u dentysty. Pojawiła się nagle, podstępnie i błyskawicznie zajęła wszystkie zęby. Dzisiaj byliśmy na pierwszym lapisowaniu (w gabinecie dentystycznym dla dzieciaków, po 20 zł/ząb). Podobno można na fundusz, ale mnie jako dziecku wyrwano w wieku 2 lat piątkę i trauma towarzyszy mi do dziś - wtedy nie było znieczuleń i innych bajerów (bywa, że nawet teraz po tylu latach dostaję histerii pod gabinetem dentystycznym i zawsze zaczynam wizytę u oswojonej lekarki od "zastrzyk proszę!"). :roll: Widać dziecko po mamie odziedziczyło kiepskie zęby :(