** KWIETNIOWE SŁONECZKA**2008 (2)

02/04/12 08:40:32

O, u nas też ostatnio była wysypka, a raczej taka kaszka. Zauważyłam wieczorem po kąpieli. Była na całym tułowiu z przodu i z tyłu i nigdzie więcej. Zero gorączki, zero drapania. Rano zniknęła, a wieczorem znowu się pokazała, a później już ślad wszelki po niej zaginął. Nie zdążyłam nawet do lekarza pójść z młodym, bo już nie było z czym.

** KWIETNIOWE SŁONECZKA**2008 (2)

30/03/12 18:43:55

Bleh, Chanel nr 5 moja mama strasznie się podniecała, ale mi nie podszedł absolutnie. Ale na przykład Chanel Allure już tak :-) I Hugo Boss babski. I swojego czasu strasznie mnie kręcił van gogh ze słonecznikami, ale nigdy mnie na niego stać nie było, a potem już go nie widziałam. A tak bezapelacyjnie to Aqua di Gio od Armaniego :D I kiedyś miałam taką małą próbkę przecudownych perfum i zgubiłam gdzieś flaszeczkę i nie wiem, co to było :(

** KWIETNIOWE SŁONECZKA**2008 (2)

29/03/12 13:47:56

goya u nas taki szał był na książkę tą o odpieluchowaniu, z Bolkiem. Młody na pamięć znał i kazał sobie non stop czytać :-) I tak codziennie, cześć jestem mama Bolka :roll: Teraz przerzucił się na stare opowieści z Ulicy Sezamkowej :-) I też wszelkie łączenie kropek, labirynty, zgadywanki. ryma u nas stanowczo szał na gry planszowe. No na równi z kolejką Tomka :D Chociaż ostatnio wyciągnęłam młodemu tor do kulek i stwierdził, że ewentualnie może dostać na urodziny jakiś inny nowy, bo ogólnie stwierdził, że on wszystko ma i niczego nie potrzebuje :D rudania to witaj w klubie, ja na początku ćwiczeń zrzuciłam półtora kilo, a teraz 2,5 przybrałam :D Ale też twardo walczę i rzeczywiście, wysiłek fizyczny czyni cuda :-)

jakie buty

11/10/11 00:03:59

U nas do pewnego momentu przez wysokie podbicie też tylko firmówki dawały radę, Antylopa, Befado, ale drogie pioruńsko :-) Od poprzedniego sezonu noga wchodzi w więcej butów i tak jak niektóre dziewczyny pisały - Deichman i Del-texy, mogę zamiast jednych super firmówek kupić dwie pary, w tamtym roku się super sprawdziły, w tym jak zobaczyłam, że znowu są w sprzedaży, to od razu rozmiar większe wzięłam na ten sezon :-) Wygodne, ciepłe i nie przemakają. No i młody chętnie je nosi, więc sukces na całej linii :D

Słodka czy zadziorna? Stereotypy wychowawcze.

10/09/11 00:10:15

Ja to za dobrych wzorców z domu nie wyniosłam, więc tak naprawdę sama uczę się przy dziecku, jak je wychowywać i nie powiem, bywa ciężko. Mój młody to, jak to pięknie ktoś nazwał, "żywe srebro" - jest wszędzie odkąd zaczął się przemieszczać :-) Pamiętam okres, kiedy jeszcze siedzieliśmy w domu, wychodziliśmy na dwór, oczywiście zgraja babć, opiekunek i mamusiek, skupione na parkingu, jakby dalej były jakieś elektryczne pastuchy, dzieci miały się bawić tylko w wyznaczonym miejscu, o odejściu na 10 metrów mowy nie było i tylko cały czas słyszałam: nie wchodź na schody, nie dotykaj trawy, zostaw ten patyk, nie wolno, pobrudzisz się itp. A my robiliśmy po 20 rundek dokoła bloków, bo młody ciągle chciał coś zobaczyć, pójść gdzieś i takie tam. Baby patrzyły na mnie, jak na wariatkę, bo jak to takie małe dziecko, a matką tak rządzi. Z dziką satysfakcją w oczach gapiły się po kolejnej wywrotce młodego, po czym szczęki im opadały, że dziecku biję brawo za złapanego zająca (oczywiście przy zwykłch, małych wywrotkach). Jeżeli chodzi o dom, no cóż, jeden wzorzec wyniosłam i dobry, i zły jednocześnie - radzić sobie sama :-) Jako średnio kochane dziecko zawsze chciałam każdemu dogodzić i tak mi zostało, chociaż w stosunku do dziecka zaczęłam się hamować i, o dziwo, udaje się. Ale co zrobię, że lubię chłopu obiad podać, jak wraca z pracy, dla mnie to przyjemność, nie obowiązek. No i synek patrzy i pewnie się nauczy. Chociaż z drugiej strony chłop jak ma ugotować obiad, to bierze ulotkę z kfc, a młody z kolei uwielbia pomagać przy robieniu jedzenia, zresztą sama go zachęcam. Moja teściowa, jak jej opowiadam, co młody w kuchni robił, powtarza - i bardzo dobrze, u nas nigdy czasu nie było, trójka dzieci, mąż, goniło się ich z kuchni, a teraz dwie lewe ręce do gotowania. Dobre rady to temat rzeka :-) U nas przoduje prababcia, która zatrzymała się w czasie jakieś 40 lat temu chyba, bo jak mi wyskoczyła z tekstem, żeby dwulatkowi chore gardło spirytusem posmarować, to mi herbata w gardle kołkiem stanęła (dobrze, że pieca nie miała, bo by jeszcze i 3 zdrowaśki zaproponowała). Oczywiście za cienko ubieramy, za mało karmimy, mamy siedzieć w domu jak wiatr wieje, podgrzewać banana przed zjedzeniem i jeszcze cała masa cudów :D Ja staram się synka wychować przede wszystkim na dobrego człowieka, świadomego swojej wartości i umiejętności, przyjaznego dla otoczenia, ale też żeby potrafił w razie czego tupnąć nogą i postawić na swoim. I przypuszczam, że przy córce byłoby podobnie. Zabawki królują u nas raczej chłopięce, chociaż, jak był młodszy, to często wyciągał dziewczynkom lalki z wózków i dokładnie je analizował, ale bardziej pod względem konstrukcji, niż przydatności do przytulania czy innych zabiegów. Jeżeli chodzi o stereotypy, to chyba coraz więcej osób odchodzi już od nich, przynajmniej w moim otoczeniu widzę coraz więcej fajnego podejścia do dziecka i podziału obowiązków, mimo to, pewne rzeczy chyba będą już na zawsze - nie sądzę, by mój syn kiedykolwiek zrobił tak zachwyconą minę przy najnowszym modelu barbie, jak zrobi dziewczynka. No, chyba że dołączą do niej zestaw narzędzi do rozłożenia jej na części, to wtedy na pewno ;-) No i stereotypy ciągną się chyba mocniej za tym starszym pokoleniem, naszymi babciami, może rodzicami. Nie zapomnę miny mojej babci, kiedy dowiedziała się, że wychodzę z koleżankami na miasto bez faceta albo kiedy przyjechałam prosto z pracy do niej, a ta oburzona, dlaczego nie pojechałam najpierw do domu obiadu chłopu na stół postawić. No to trochę się rozpisałam, ale może komuś będzie chciało się to przeczytać ;-)