jak sobie radzicie z niejadkami?

08/09/07 23:03:06

marerka mam identyczna sytuację- od 2 tygodni na na poważnie zabrałam się za rozszerzanie menu mojej 7 miesięcznej córeczki. Oczywiście to nie pierwsze podejście - próbuję od 6, ale jej protesty mnie odstraszały. teraz już naprawdę się martwię, bo przecież powinna dostawać żółtko, mięsko. no i owoce - a tu wygrywa zawsze cycuś. Te pierwsze próby sprzed miesiąca to raz na kilka dni jabłko, czy marchew ze słoiczka i było super, ale odkąd zaczęłam codziennie ją przyzwyczajać koszmar- zaciśnięte dziąsełka, odwrócona głowa i ryk. Mizerny efekt daje zagadywanie pokazywanie dziwnych rzeczy (Włącznie z latarką), śpiewy i inne cuda, ale to i tak tylko 3-4 łyżeczki kaszki, bo o zupach mogę zapomnieć Od początku nie chce nic pić - wody, herbatki -nic. Nocne karmienia -(około 4 razy) też mnie dobijają- próbowałam mleka Bebilon, ale nic z tego. Nie wiem czy jest sens kupowania jakiegoś innego, bo wątpię żeby cos z tego było.Z butli wypije moje tylko moje mleczko (tylko to ściąganie :? ). Za 3 tygodnie wracam do pracy i jestem załamana. Może zrobię tydzień przerwy tak jak dziewczyny pisały a potem znów spróbujemy...Wszystkim mamom życzę powodzenia

jak dłudo karmić w nocy?

07/09/07 22:11:26

Ja tez mam ten problem - Mała ma 7 miesięcy a te nocne karmienia mnie dobijają. Próbowałam już wszystkiego - kaszki , zupki, mleko modyfikowane, herbatka i... kończy się wielkim pluciem i płaczem. Boję się co będzie za miesiąc kiedy wrócę do pracy :(

Nie lekceważcie wymiotów- bądźcie nadopiekuncze!

24/08/07 12:24:27

Bardzo Wam wspólczuję, ale i rozumiem ten starch. Ja miałam tez chwile grozy i chce przestrzec wszystkie karmiace piersia mamuski przed moim błędem - oczywiście wiedziałam o koniecznosci układania małej do karmienia na zasadzie brzuszek do brzuszka, ale to raczej ja sie do jej buzki pochylalam karmiac (tak mi sie wydawało ze jej bedzie lepiej). Tylko nie sądziłam ze ten mój pokarm tak strsznie intensywnie napływa po kilku minutach karmienia (to była chwilowa zmiana - Olga miała 3 miesiace). Tak bardzo zachłysnęła sie pokarmem, ze nie mogła odzyskac oddechu. A my nie wiedzielismy co tak naprawde zrobic. Uderzałam ja w plecy ale zaraz potem brałam do góry żeby sprawdzic czy oddycha, az do momentu jak zobaczyłam ze uciekaja jej zrenice - myslałam ze umrę- nie mogłam jej utzrymac na rekach tak się trzęsłam, ale jakos wreszcie sie udało. Wiem ze gdyby była do mnie boczkim ułozona podczas karmienia to ten nagły przypływ pokarmu wypłynałby kącikiem ust - dlatego przestrzegam wszystkie mamy dbajcie o to, bo to tak niepozorna rzecz a moze kosztowac zycie malenstwa. I uczulam- lepiej wiedziec jak w takich straznych chwilach pomóc dziecku. teraz wiem ze na dół głowa i można własnie uderzac w placy miedzy łopatki. unoszenie dziecka w pozycji pionowej i potrzasanie pogarsza tylko sprawę, bo mlako głębiej wchodzi w drogi oddechowe, które nalezy udroznić. U nas na szczescie dobrze sie skonczyło, ale wiem że podobna sytuacja przydarzyła sie w moim miescie i dziecko nie odzyskało oddechu - musieli czekac na pogotowie i reanimację, a wiadomo jakie spustoszenie w organizmie czyni kilkuminutowe niedotlenienie. Dziękuje Bogu za uratowanie córeczki (która jest zdrowa, śliczna i bardzo zywa) i przestrzegam, bo mnie nikt na ten problem nie uczulił, mimo ze chodziłam do szkoły rodzenia i miałam opieke dobrej połoznej.

Kończyny ułożeniowo-spadowe

02/05/07 22:37:23

Zgadzam się. Też mamy ten problem - dobrze że nasz kolega jest świetnym fizjoterapeutą i też zalecił szybka wizyte u specjalisty rehabilitacji. Teraz ćwiczymy metodą Vojty i jest znaczna poprawa, ale gdybym posłychała lekarzy ze szpitala że to ułożeniowe i samo sie wyrówna to pewnie byłyby problemy. Zycze zdrówka

dobry lekarz - Nowy Sącz/Krynica

24/04/07 10:37:22

Mam bardzo podobne odczucia - u mnie też zakończyło sie cesarką, ale wcześniej trochę się pomęczyłam - 5 godzin skurczy dalo mi obraz tego jak wygląda poród sn. Położne faktycznie różne - niektóre wiecznie naburmuszone i złe, że zyją (potrafią to okazać choćby przy byle zastrzyku- o dziwo inne potrafiły to zrobić tak delikatnie, że wcale nie bolało). A ta młoda pani położna jest przesuper. Widać, że kobieta z powołania wykonuje swój zawód - tak sympatyczna, opiekuńcza i fachowa, że aż trudno uwierzyć. (Całkiem jak w Leśnej Gorze :lol: :lol: :lol:). A na noworodkach taka okrąglutka pani - bardzo fajna. Inna natomiast kiedy poprosiłam żeby małej wyczyściły nosek, bo przeszkadzało jej coś przy oddychaniu, powiedziała mi, że właściwie to tak bywa, ale my nie mamy tu czym tego zrobić. Druga się zainteresowała i poszłą po ssak - więc czekłam, a na to pierwsza pani: no i co tu pani tak stoi, długo jeszcze?? :twisted: Ale poza tym swoj poród wspominam bardzo dobrze.