*****Październikówki 2012*****

18/07/13 13:41:19

Cześć Ja mam fb, ale nie korzystam z żadnych grup, forum i innych takich. U nas na urodzinach będzie alkohol, ale naszych gości nie trzeba ograniczać celowo w spożywaniu trunków. Zawsze jest pełna kultura i nie widzę potrzeby wprowadzać jakiś zakazów. Osobiście mając wzgląd na moją rodzinę dziwią mnie takie zakazy. Na chrzcinach też był alkohol. Lecę zaraz z dziećmi do koleżanki. Ma córkę kilka miesięcy starszą od Michała i teraz w maju urodziła synka. Nie mogę się doczekać aż ich zobaczę.

*****Październikówki 2012*****

16/07/13 13:49:49

Karola, Zarówno u Michała jak i u Adasia problem z odprowadzieniem napletka był/jest od urodzenia. Czubek jest tak zlepiony, że nie idzie odkryć nawet cewki moczowej. Po za tym zmień pediatrę. Nie odciąga się u tak małego dziecka. Sama niech się odciągnie. Lekarze "starej" szkoły najlepiej by kazali odprowadzać, ćwiczyć, moczyć w ciepłej wodzie, rozciągać skórę, ogólnie molestować dziecko niezbyt przyjemnymi zabiegami, żeby na sam koniec i tak zerwać ten napletek na siłę, bez znieczulenia... Zrobisz jak uważasz, ale po tym co przeżyłam z Michałem, i ile to dziecko bólu przez to miało, to Adasia nie mam zamiaru ruszać przez najbliższe 2 lata.

*****Październikówki 2012*****

15/07/13 13:58:33

[quote="NiuŚka":vv7d1unu]EHhh Karolka. :( Siusiak to pół biedy, zapalenie zejdzie, ew zabieg ze znieczuleniem miejscowym, ale gorzej te szmery. :(
Karola, nie chcę straszyć, ale mój Michał miał "zabieg" ściągania napletka. Piszę w cudzysłowie, to ten ów zabieg był bez znieczulenia, u chirurga dziecięcego - żeby nie było, że u rzeźnika, a polegało to na przytrzymaniu dziecka i szarpnięciu napletka na siłę. Michał miał dwa lata i darł się, jakby go ze skóry darli. Szczęście, że mnie przy tym nie było, bo bym zagryzła pindę! Ale efekt był taki, że cały czubeczek penisa był zdarty do czerwoności, potem miałam codziennie odciągać (jak już był "zerwany" napletek, to już potem schodził) i smarować alantanem. Potem z racji, ze przy gojeniu dalej się lekko skleiło Michał miał powtórkę z rozrywki. Póki co Adaś też ma sklejone - po prostu niektórzy chłopcy tak mają jako małe dzieci - i do 2, może 3 roku życia nie dam go ruszyć w tym rejonach NIKOMU!! Niedawno Michałowi przez zaniedbanie tatusia znowu się skleiło, ale próbując odciągać w ciepłej kąpieli po 3 tygodniach takich zabiegów dzień w dzień samo się odkleiło i obyło się bez bólu. Moja rada - wylecz mu ten stan zapalny, ale nie daj ruszyć napletka, chyba, że lekarz cię przekona, że jest to teraz absolutnie konieczne (nie wiem, nie jestem lekarzem, i głowy nie daję, że stan twojego Kuby jest taki sam jak był u mojego Michała). Co do kardiologa - też była z Michałem, bo były szmery. W zasadzie to byliśmy dopiero w zeszłym roku, po nasi poprzedni pediatrzy albo czegoś takiego nie wysłuchiwali, albo olewali temat. Młody miał zrobione ekg, potem echo serca (usg serca) i pani doktor stwierdziła, ze serducho jest zdrowe jak dzwon, a szmery daje taki nieszkodliwy farfocel który przy otwieraniu i zamykaniu się zastawki daje szum. Taka jego uroda. Pocieszyłam? ;)

*****Październikówki 2012*****

30/06/13 22:37:01

[quote="lenka29":ecjnylhq] U nas też zębów brak.Tak się zastanawiam jak to będzie jak np. skończy rok i dalej będzie bezzębny? Czy poradzi sobie z jedzeniem posiłków w stałej postaci? Przyjdzie czas na pulpeciki,naleśniki itp i co?
Testowałam. Z naleśnikami sobie poradzi. Z makaronem też. Wczoraj Michał wymiotował, ale noc już była spokojna. Miałam nadzieję, że to jednorazowe, ale... teraz przed snem miał gorączkę 38,5. Oszaleję.

*****Październikówki 2012*****

30/06/13 08:49:15

Milut, waga na prawdę zacna. Nie mam pojęcia ile waży Adaś, dawno nas w przychodni nie było. Co najwyżej spróbuję go zważyć ze mną i potem ja solo. Przynajmniej będę miała obraz ile mniej więcej waży. Eliza, woow... No cóż - gratulacje! Pracą się nie przejmuj. Jakoś się to wszystko poukłada. A za rok nie będziesz chciała uwierzyć, że dziecko ci w czymś przeszkodziło. Praca? Nie ta, to będzie inna. Wiem co mówię. Dzień przed tym jak się zorientowałam, że jestem w ciąży dostałam super propozycję zmiany pracy, zostałam umówiona na rozmowę z szefem (miałam, że tak to ujmę, wejście do firmy od zaplecza, po znajomości - szef był winien przysługę mojemu wujkowi, a ten z kolei poprosił, żeby mnie przyjął do pracy, z resztą całkiem przypadkowo kiedyś próbowałam aplikować się do tej firmy). Na rozmowę poszłam, mogłam zaczynać od jutra, ale przyznałam się, że jestem w ciąży. Bardzo było mi przykro, że taka okazja przechodzi mi koło nosa, że ciąża jednak krzyżuje mi plany. W każdym razie szef powiedział mi, że jak sobie poukładam wszystko, znajdę opiekę do dziecka, to u niego są dla mnie drzwi otwarte. No ale tak się dalej u mnie potoczyło, że ode mnie z firmy poprosili mnie o wcześniejszy powrót i jeszcze zmienili mi dział, więc w efekcie pracuję na stanowisku, który dużo bardziej mi odpowiada niż moje poprzednie i chwilowo jednak nie myślę o zmianach. Idź na rozmowę, powiedz otwarcie o ciąży, zatajając ten fakt zniechęcisz do siebie ludzi i zamkniesz sobie drzwi przy ewentualnym powrocie po pracy jak już sobie dzieci odchowasz. lenka, mam wrażenie, że babcie to najchętniej ugościłyby takiego malucha schabowym z kapustą z grochem. asiad, nie dramatyzuj. Najgorszą matką byłabyś wtedy, gdybyś to wszystko miała głęboko w czterech literach. Nie masz kogo poprosić o pomoc? Rodziców? Teściów? Nie prosisz w końcu dla siebie, tylko dla dziecka. jmijeczka, zdrówka dla dziewczyn. Nie było mnie tu trochę. Maraton chorobowy trwa w najlepsze. Najpierw Michał wymiotował (lekarka obstawiała zatrucie), potem zdiagnozowano u niego zapalenie oskrzeli, kilka dni później dopadło Adasia, potem Adaś miał przez prawie tydzień mega biegunki i już od czwartku było prawie dobrze... ale wczoraj Michał cały dzień przerzygał. Obstawiam, że te wymioty u Michała to nie było zatrucie, tylko rota, u Adasia biegunka nie była po antybiotyku jak początkowo myślałam, tylko rota, tylko mam nadzieję, że to wczorajsze to nie był rotawirus z powrotem, bo sobie chyba w łeb strzelę. Trudno to zdiagnozować ze 100% pewnością, bo obydwaj są szczepieni na rota i chorują na to trochę inaczej niż wszyscy. Z tego wszystkiego nie wiem, czy się pochwaliłam: Adaś w dzień chrztu klęknął pierwszy raz przy szczebelkach w łóżeczku, a dzień później, czyli 10. czerwca stanął w łóżeczku. Bardzo się cieszę, że udało mi się to nagrać aparatem. Tym samym mam nagrane pierwsze "stójki" oby dwóch chłopaków. Od tamtej pory Adaś staje przy wszystkim: meblach, wersalce, drzwiach, szybie, oknie, ścianie... wystarczy, że może sobie na czymś łapkę oprzeć. Stoi tak przy meblach, tupta w miejscu i nawet nie wiadomo kiedy zaczyna się przemieszczać. Zębów na razie brak, jednak wcale mu to nie przeszkadza, żeby pożreć sporą ilość kromki chleba, czy ukraść mi z talerza plaster ziemniaka i go zjeść (robiłam zapiekankę z ziemniaków w naczyniu żaroodpornym, z tymiankiem i przyprawą do ziemniaków kamisa - nie ma ona wzmacniaczy smaków - a młody wyciągnął rękę, zgarnął mi plaster i to co miałam na talerzu, ilość na oko odpowiadająca całemu ziemniakowi musiałam mu zostawić, bo się tak dopominał, że szkoda słów. Jestem trochę zszokowana, bo Michałowi zaczęłam podawać jedzenie nieco wcześniej, i miał niby więcej czasu, żeby zapoznać się z nowymi smakami i konsystencjami, jednak za skarby świata nie chciał przejść z konsystencji gładkiej na grudkowatą, a już w ogóle nie chciał jeść mojego jedzenia, tylko same słoiczki. A Adaś słoiczkami pluje i jest na rpawdę żywo zainteresowany zawartością mojego talerza. Wyciąga rękę, łapie mnie za widelec i próbuje nakierować sobie go do ust. Komedia po prostu.