Bezpłatna szkoła rodzenia w Warszawie

27/12/07 20:05:49

Witam :-) Być może pytanie jest niezbyt mądre ale zadać muszę ... Czy ta szkoła rodzenia to coś absolutnie obowiązkowego?? Raz już przez to przeszłam .. "kilka" lat temu - czy muszę podejść do tematu ponownie i zdobyć "zaliczenie"?? Z góry dziękuję za odpowiedź:-)

Ciężarówki z Warszawy

27/12/07 09:55:24

Witam, Jestem na forum nowa, więc zacznę od przywitania się :-) A podzielić się mogę swoim doświadczeniem z porodu w szpitalu Św. Zofii sprzed prawie 10 lat, co okazało się doświadczeniem na tyle traumatycznym, że z nieprzyjemnym dreszczykiem wspominam je do dziś .. Całą ciąże prowadziłam u ówczesnego ordynatora - regularne prywatne wizyty (bez brania rachunków). Niestety nie pamiętam nazwiska tego Pana, ale pamietam że mieszkał w Babicach Starych na obrzeżach W-wy i tam prowadził prywtany gabinet .. (Zajrazałam na stronę Szpitala i tak z wyglądu to był na 99% obecny Zastępca Dyrektora - Główny Konsultant ds. Położnictwa i Ginekologii dr n. med. B. Paweł SIEKIERSKI Szkołę rodzenia również odbyłam w placówce wskazanej przez szpital. Ciąża jak ciąża .. stan szczególny .. ani jakaś wyjątkowo trudna, ale też nie całkiem bezproblemowa. Generalnie całe 8 miesięcy na zwolnieniu ze wskazaniem do "oszczędzania się", ale bez pobytów na oddziale patologii ciąży. W 39 tyg. poród ... Wczesno poranne godziny (5-6) .. w szpitalu byłam ok 7.00 Izba przyjęć - wywiad, badanie i stwierdzone rozwarcie na 3 cm .. a więc spokojnie ... Poród rodzinny w pokoju jednoosobowym .. wanna, z której nie zdążyłam skorzystać.. Po 2 godzinach nie wiedziałam co ze sobą zrobić .. z bólu niestety .. nic nie pomagało. Ale znając siebie, swój niski próg odporności na ból, odbyłam wczesnie konsultację anestezjologiczną i na moje wyraźne życzenie dostałam ZZO (kosztowałow wtedy 300 zł) Po kolejnych 2 godzinach rozwarcie 7 cm i stop .. czas płynie a akcja nie postępuje. Pozostawieni samym sobie ja podłączona pod KTG i spanikowany mąż .. pies z kulawą nogą nie zajrzał do nas przez ponad godzinę ... Pamiętam, że połozna miała na imię Basia .. W końcu dobrze po 11 przyszła, spojrzała na KTG a potem rozdarła się na mnie i męża że nic nie robimy a tętno dziecka wariuje ??!! Wody nie odeszly, więc zawołala lekarza i .. przebijanie pęcherza. Odkąd dostałam ZZO to poezja .. zero bólu :-) Ale szybko zorientowalismy się, że coś jest nie halo, bo zrobi się koło nas tłok .. szybkie lekko nerwowe ruchy .. bieganina .. ja posadzona na wózek i rzeczona położna Basia gnająca ze mną na wózku (dosownie biegła!) na salę operacyjną. Efekt "opieki" - dziecko urodzone przez CC na 4 pkt z zamartwicy wewnątrzmacicznej, zielone wody, odklejające się łożysko .dziecko nie oddycha - resuscytacja, bardzo zła gazometria - 1,5 doby w inkubatorze .. ech .. szkoda gadać :-( Dziś mogę dziękować chyba tylko Opatrzności ... córka jest całkowicie zdrowa, rozwija się normalnie ... Ale do końca życia zapamiętam pierwsze miesiące jej życia i latanie po specjalistach (USG głowy, konsultacje u fizykoterapeuty ...) i czekanie na słowa "wszytsko jest w porządku". Z całego personelu POLECAM Panią Zastępcę Dyrektora - Głównego Konsultanta ds. Anestezjologii dr Ewelinę MARTYNIUK. Anioł nie Kobieta :-) Jej aksamitny glos wybudzający mnie z narkozy i słowa "Pani .... ma Pani przesliczną córeczkę" zapamietałam tak dobrze, że kiedyś w sklepie osiedlowym usłyszawszy ją odwróciłam wzrok i ... powiedziałam że znam jej głos i nie wiem skąd ... zapytałam mnie czy nie rodziłam w Zofii .. Ona podawała mi ZZO i Ona podawała mi póznie na cito narkozę ... Pełny profesjonalizm i max czynnika ludzkiego .. Opieka po porodzie - niezbyt miłe Panie, ale były i cudne wyjątki - życzliwe i pomocne. Neonantologia - w miarę, ale też bez rewelacji. Słaba informacja na zasadzie pacjent nie musi wiedzieć a jak pyta to próbować zbyć. Reasumując, szpital jest niezwykle modny (10 lat temu też już był!). Nie wiem czy to nie jest pójście na ilość zamiast na jakość ?? Ocenę pozostawiam Wam, bo i wybór szpitala w Waszych rękach. Teraz po prawie 10 latach znowu jestem w ciąży i sama szukam dla siebie i maleństwa miejsca, ale Św. Zofię (mimo że mam bardzo blisko) raczej sobie daruję ...