Prawda o naszym ciele po porodzie

19/04/10 12:15:55

U mnie ciąża w zasadzie nic nie zmieniła, no może tyle ze mam z pól rozmiaru większe piersi ( z A na małe B ) i ważę 7 kg mniej niż przed ciąża ;) Aaa, ze "złych " rzeczy to na linii bikini ( moze ponizej ) mam zmarszczkę , luźną skórę i dwa mało widoczne rozstępy na brzuszku. Ogólnie brzuch ładniejszy niż przed ciążą :) W ciąży przytyłam tylko 8 kg ( od najniższej wagi , bo najpierw schudłam ), dbałam o zdrowe odżywianie, a teraz ćwiczę w domu, trochę biegam z wózkiem po parku, ale jedzenia sobie nie odmawiam. W sumie myślałam, ze będzie dużo gorzej, ale wróciłam do swojej wagi z czasów licealnych- 55 kg :)

ile trwaly starania o dzidzie?

16/04/10 13:49:01

Oj, to aż głupio pisać, po tym jak przeczytałam ile się starałyście :oops: W pierwszym miesiącu po podjęciu decyzji, właśnie mijają 2 lata, synek ma 15 m-cy. A lekarz wróżył problemy z zajściem, więc mogę śmiało powiedzieć, ze cuda się zdarzają ;) Pozdrawiam i trzymam za Was kciuki :)

Wrażenia po cc i sn

26/03/10 08:44:12

Xezbeth, no to może ja w końcu offtopować przestanę i napiszę w końcu w temacie ;) Mój poród : Mały "rodził się " od listopada ( dostałam sterydy na rozwój płucek ), już od września leżałam. Po 15-tym grudnia odstawiłam leki ( termin miałam na 9 stycznia ), miałam urodzić zaraz, ale nic się nie działo ( poza jednym fałszywym alarmem ;) ). 3 stycznia kolejna wizyta i pani doktor mówi, ze trzeba się pospieszyć, bo łożysko jest brzydkie i nie wygląda to tak jak powinno, no, ale 40 tydzień, więc cóż ;) Dziecko ładnie wstawiało się do kanału, wcześniej zapytałam o ZZO i lekarka powiedziała, ze póki co wygląda na to, ze jeśli będę chciała- dostanę, ale zobaczymy jak to bedzie na sali. Prosiła, żeby się od razu na to nie nastawiać ;) O 16 porodówka ( wspólna, bo sala do porodów rodzinnych w remoncie :roll: ). Ponieważ skurcze miałam ok. 50, a obawiali się, ze warunki w brzuchu mogą się pogarszać, dostałam od razu oxy. Nie wiem, czy to tak dobrze, może mogli poczekać, ale komuś trzeba było zaufać. Po kroplówce skurcze zaczęły boleć trzy razy bardziej, ale dało się przeżyć ;) Rozwarcie postępowało ( z 5 cm zostałą przyjęta :shock: ). Spacerowałam z mężem po korytarzu, bardzo mi pomagał , gdy przychodził skurcz ( wiem, ze głupio to brzmi, ale tak było :) ). Potem piłka, siedząc na niej poczułam, ze odpływam ... Szybko zaczęli mnie badać, mierzyć ciśnienie, okazało się, ze to chyba mój maksymalny próg bólu, bo zaczęłąm tracić przytomność :? Poprosiłam o ZZO, chcieli mi podać pyralginę i wysłać pod prysznic , bo "jeszcze czas", ale nie miałam ochoty nigdzie chodzić, moze to głupio zabrzmi , ale na łóżku porodowym było mi najwygodniej :oops: W końcu skurcze były nooo, bardzooo bolesne i się doprosiłam o ZZO ( płatne, sic ! ), oj, nie spieszyli się :x Dostałam zastrzyk i odżyłam :oops: Bolało, ale do zniesienia i w końcu mogłam oddychać, oprzytomniałam. I zaraz mówię połoźnej, ze czuję parcie :oops: A ona- "już ? niemożliwe" Zajrzała i co ? " 10, rodzimy ". Ze 3 skurcze parte i było po wszystkim :). Synek urodził się o 19:00 :) Nie nacinali mnie, za to nie obyło się bez łyżeczkowania, ale było ok, prawie bezbolesny zabieg ( choć znieczulenie już puszczało, a ja nie dostałam nowego :? ). Co do wrażeń, czułam się dobrze, szybko dochodziłam do siebie. W ciągu pierwszy godzin miałam zawroty głowy, karuzelę wręcz, ale ponoć tak bywa po ZZO. Moze szkoda, ze znieczulili mnie tak późno, ale dało się wytrzymać. Zaskoczyło mnie, ze poszło tak szybko, ze samo urodzenie, w sensie już sam koniec, praktycznie nie boli, adrenalina robi swoje :) Mimo szycia, na drugi dzień mogłam już siedzieć, wiadomo, ze troszkę szczypało, ale było ok. Domi, dziękujemy i też serdecznie pozdrawiamy Ciebie i Michasia :*

Wrażenia po cc i sn

25/03/10 16:49:24

Xezbeth, masz rację, offtopujemy :oops: Jeśli jeszcze poczuję wenę ;), to wypowiem się w tamtym wątku, teraz tylko odpowiem Domi i już koniec, obiecuję :oops: Domi, ja się z Tobą zgadzam, ze nie należy zmuszać, jak się kobieta zaprze, rozumiem, ze się boi, mnie raczej chodzi o to, żeby może lekarz wykazał się na tyle dojrzałością i wytłumaczył, ze to nie jest tak, ze cc to wygoda i same plus, a poród sn to niebezpieczeństwo dla matki i dziecka ( bo spotkałam się już z taką opinią ). Właśnie dobrze, ze rozmawiamy o tym, dla mnie mamą jest każda i kazda rodzi, czy sn czy cc, bo egzamin z macierzyństwa zdajemy trochę później niż na porodówce i trwa to latami ;) Od siebie, jeśli Ty się boisz ( a po takich przejściach to wcale Ci się nie dziwię :oops: ), mogę tak naprawdę szczerze powiedzieć, ze sn moze być szybkie, nie bardzo bolesne, radosne i pełne tylko pozytywnego "stresu". Po ciąży z "fajerwerkami" i leżeniu plackiem spodziewałam się, ze będzie źle, trudno itp, a urodziłam syna w 3 godziny, nawet mnie nie nacieli, pękłam co prawda, ale bol był żaden. Było dobrze, bezproblemowo :) Dlatego nie martw się na zapas, bo życie czasem miło zaskakuje. Tak było ze mną- kiedyś zwolenniczką cc na życzenie :oops: :wink: Obiecuję , dla mnie EOT, pozdrawiam i dziękuję za fajną dyskusję :)

Wrażenia po cc i sn

25/03/10 11:26:37

Tylko do Domi, bo nie mam czasu wszystkich doczytać :oops: Nadrobię po spacerze ;) Domi, ależ ja się z Tobą zgadzam, właśnie mnie bolą te sprzeczności, ze z jednej strony czekają z cc i potem są tragedie, a z drugiej, jak masz kasę albo znajomości, robisz co chcesz, nawet nie zwracają uwagi, ze można się zastanowić rozważyć, a kobieta często kieruje się wyłącznie strachem ... Ja jestem całkowicie ZA cc, wtedy kiedy powinno być, czyli w uzasadnionych przypadkach, po prostu jestem PRZECIW cc na życzenie i tyle. A śmieszy mnie to wszystko, bo na poczatku ciąży sama bardzo "dojrzale" marzyłam o cesarce :oops: :roll: No, ale do pewnych rzeczy trzeba dorosnąć ;) Na pewno żadnej mamie po cc nie zamierzam mówić, ze jest gorsza itp. bo to niesprawiedliwe, to przecież nie rywalizacja :roll: Chodzi tylko o to, żebyśmy nie gloryfikowały cc i nie porównywały go do porodu sn, bo porównania nie ma. CC to operacja, tak jak u Ciebie- ratująca życie i zdrowie, a nie jak u niektórych- kaprys. A co do "wspomagania" - nacinania nie miałam, pękłam naturalnie :P A następnego dnia siedziałam na łóżku, bez pomocy poduszek :P