A może są jakieś babeczki ze Świdnicy lub okolic??

14/08/08 01:29:45

Hej Dziewczyny! Wróciłam do Was po baaaardzooooooo długiej przerwie... Sorki, że tak długo się nie odzywałam, ale musiałam sobie trochę w życiu poukładać, a o forum szczerze ... zapomniałam - tak naprawdę chciałam się trochę odciąć od tego wszystkiego. Dzisiaj wreszcie odzyskałam stare hasło i wracam do Was! Widzę, że trochę na forum się pozmieniało, doszło trochę nowych dziewczyn - fajnie, że jesteście! Witajcie wszystkie! Nasz wątek jednak niezabardzo się kręci i mam nadzieję, że będę miała wpływ na to, żeby trochę go rozruszać. Teraz postarm się zaglądać tu częściej! Szczególnie serdecznie witam Artlia i anulla1988 - oh jak dawno się nie słyszałyśmy. Macie cudne dzieciaczki, a jak urosły!!! Są super!!! Trochę sobie dzisiaj podejrzałam co się u Was działo przez ten czas. Artlia - Twoje bliżniaki przechodzą same siebie - są naprawdę cudne, starsza córcia zresztą też urosła. Gratuluję takiej ekstra gromadki! Naprawdę rewelacyjne fotki!!! No to na początek tyle... Jeszcze raz witajcie!!! Pozdrawiam cieplutko!!!

WYNIKI BADAŃ NASIENIA... POMOCY

18/01/08 21:41:00

Dzięki Domisia za radę. Kupię mężowi te witaminki już teraz, a zobaczę co mu lekarz dodatkowo przepisze i co wogóle powie. Mam nadzieję, że jakoś da się to wyleczyć, bo chyba nie przeżyłabym kolejnej straty, a marzę, żeby jeszcze kiedyś mieć maleństwo, nawet jak musimy jeszcze poczekać i "podleczyć" plemniczki. Wkrótce sie odezwę co powiedział lekarz. Pozdrawiam cieplutko!

WYNIKI BADAŃ NASIENIA... POMOCY

18/01/08 01:06:22

Cześć Dziewczyny! Niestety dołączam do grona. Mój mąż, jak się właśnie dowiedziałam - też ma problemy z nasieniem i właśnie zamierzam się na powarznie za to zabrać. Staramy się o dzidziusia od roku, w tym czasie udało nam się zajść w ciążę 2 razy (w lutym i we wrześniu), niestety spotkała mnie największa tragedia jaką może sobie wyobrazić kobieta czekająca na dzidziusia - straciłam moje maleństwa. Do tej pory ciężko mi się z tym pogodzić! Po pierwszym nieszczęściu lekarze twierdzili, że wyniki mam dobre, nie ma przyczyny i tak poprostu bywa, odczekaliśmy parę miesięcy i znowu spróbowaliśmy. Tym razem przygotowałam się odpowiednio - badania, leki na podtrzymanie, cały czas pod opieką lekarską, zwolnienie z pracy, itp. niestety i tym razem koniec był tragiczny (w 3 miesiącu). Nie mogłam sobie darować, że może coś zrobiłam nie tak, czułam się winna, więc zrobiłam wszystkie możliwe wyniki - i znowu - wszystkie dobre. Wtedy lekarka podsunęła mi myśl, żeby zbadać nasienie męża. Zawsze myślałam, że jak mężczyzna ma problemy z nasuieniem i płodnością, to jest problem z "zajściem", a nie z "donoszeniem", że jak już się uda, to reszta już od niego nie zależy, ale ponoć się myliłam. Okazało się, że coś jest nie tak. Wyniki wyszły nie najlepsze. Ilość 13 tys. (norma 40-80 tys.), ruchliwych tylko ok. 40% i to jeszcze większość nieprawidłowych itp. Lekarka jak zobaczyła wyniki powiedziała tylko "wreszcie mamy przyczynę" i kazała skontaktować się z lekarzem zajmującym się mężczyznami. Przestrzegała też, żeby pilnować się i zabezpieczać zanim wyniki męża nie będą dobre, bo może to się dla nas znowu źle skończyć. Teraz właśnie planuję wizytę dla męża u specjalisty, mam nadzieję wyjaśnić sprawę i dowiedzieć się czegoś jeszcze w styczniu. Napiszę Wam co lekarz powiedział - dostaliśmy namiary na ponoć jednego z najlepszych specjalistów. Aha, lekarka mówiła, że leczenie mężczyzn i ew. poprawa wyników - badania to min. 3 miesiące, bo tyle min. potrzeba na wyprodukowanie prawidłowych plemników (tłumaczyła mi fachowo na czym to polega i z czego to wynika, niestety nie potrafię powtórzyć). Tak więc musimy czekać cierpliwie i zdać się na fachowców. Ale ja wierzę, że tak naprawdę to wszystko tylko w rękach Boga. Nie zmienia to jednak faktu, że będę pilnowała męża, żeby stosował się do zaleceń i brał leki. Trzymajcie kciuki. P.S. Może to i lepiej, że niektórym nie udaje się zajść w ciąże wogóle, niż przeżywać tak jak my takie tragedie. Najpierw radość, szczęście, plany, marzenia, oczekiwanie, oglądanie na usg, a później wielkie rozczarowanie, załamanie, uczucie, że się czegoś niedopilnowało i kogoś zawiodło, brak chęci do dalszego życia itp. Lepiej wpierw zająć się leczeniem, a dopiero przy dobrych wynikach próbować. Piszę to dla przestrogi, bo ja już swoje przeżyłam i najgorszemu wrogowi nie życzyłabym przechodzenia przez to samo. Mam nadzieję, że w Waszym wypadku będzie lepiej (u mnie może też za jakiś czas) i wkrótce przeniesiemy się na inny wątek. Na razie pozdrawiam i do usłyszenia. No i oczywiście - dbajmy o naszych mężczyzn, przecież to nie ich wina. Ja staram się mojego wspierać jak tylko mogę.

A może są jakieś babeczki ze Świdnicy lub okolic??

27/11/07 11:44:52

Hej dziewczyny! U mnie jakoś leci, choć pogoda za oknem nie nastraja mnie zbyt optymistycznie, ale staram się nie dawać złym nastrojom. Teraz z niecierpliwością czekam na wyniki ze szpitala i badania lekarskie i przyznam się Wam szczerze, że chciałabym jak najszybciej znowu uruchomić suwaczek. Żyje nadzieją, że już wreszcie wszystko będzie dobrze i to sprawia, że znowu zaczęłam się uśmiechać. Anulla1988 życzę Ci dużo wytrwałości - ostatnie dni czy tygodnie rzeczywiście nie należą do najłatwiejszych, ale tak już jest, a już wkrótce widok Twojego maleństwa wynagrodzi Ci wszystko! Artlia jak Twoje maluszki? Nie chorują? Na dworze zimno, a chyba ciężko je w domu utrzymać. Pewnie nieźle dają Ci w kość przez cały dzień wraz ze starszą siostrzyczką? Pogoda do kitu, więc chyba wcześniej spotkamy się na sankach niż na spacerku, ale przynajmniej dzieciaki będą miały frajdę. Pozdrawiam cieplutko.

A może są jakieś babeczki ze Świdnicy lub okolic??

17/11/07 22:46:45

Dzięki dziewczyny za słowa wsparcia. Staram się jakoś sobie radzić i choć to trudne cieszyć się tym co mam. Dzięki Bogu mam moją córcię, która okazała sie dla mnie wielkim wsparciem (choć sama o tym nie wiedziała, ma przecież dopiero 5,5 lat i nie mówiliśmy jej nic), ale jej czułości i całuski dały mi siły by dalej żyć, bez niej chyba nie dałabym sobie rady. Mam nadzieję, że wkrótce jakoś się pozbieram. Cieszę się że z Waszymi maleństwami wszystko w porządku, teraz jeszcze bardziej wiem jakie to ważne dla każdej mamusi. Pozdrawiam cieplutko.