Przyszle mamusie z Niemiec

22/02/08 21:13:48

Polski kościół w Stuttgarcie: Zuckerbergstr. 9 70378 Stuttgart Lista wszystkich misji katolickich w DE: wu wu wu pe em ka minus niemcy kropka eu.

Przyszle mamusie z Niemiec

12/02/08 15:47:22

Lilifee, jak samopoczucie na finiszu?

Przyszle mamusie z Niemiec

04/02/08 15:54:34

Znalazłam coś o wyposażeniu Kliniktasche w Szwajcarii, wklejam linka, może się utrzyma, jak nie, to napisz mi wiadomość wewnętrzną. http://www.babycenter.ch/pregnancy/gebu ... niktasche/ A tu cytat z innej strony: Ganz wichtig sind: * Der Mutterschaftsausweis der Krankenkasse und Fragebögen je nach Anweisungen des Spitals, der Schriftenempfangsschein. * Das Familienbüchlein, wenn Sie verheiratet sind, oder Ihren Personenstandsausweis und evtl. die Vaterschaftsanerkennung, wenn Sie ledig oder geschieden sind. * Ausländerinnen brauchen, wenn vorhanden, ein Familienbüchlein, einen Pass, einen Ausländerausweis, einen Eheschein oder Geburtsschein der Eltern. * Ihre eigenen Haut- und Körperpflegemittel, evtl. ein kleiner Haartrockner. * Für den Gebärsaal ein altes, weites T-Shirt, das auch Blut- oder Fruchtwasserflecken vertragen kann. Für das Wochenbett mehrere normale T-Shirts und Sweatshirts, dazu Leggings oder Jogginghosen, Hauptsache bequem. Oben herum aufknöpfbar brauchen die Tops zum Stillen nicht zu sein. Man kann auch einfach das Hemd hochschieben. * Weiche Bustiers oder reichlich grosse Still-BHs. Still-BH’s sollten aber vorzugsweise erst nach dem Milcheinschuss gekauft werden. Hebammen raten eher zu den Bustiers, weil die nicht einengen und der Brust genug Platz lassen. Manche Klinken stellen heute auch Netze zur Verfügung, so können die Stilleinlagen bequem festgehalten werden. * Warme Finken (Hausschuhe). Warme dicke Socken sind angenehm gegen die kalten Füsse, die fast alle Gebärenden bekommen und bei der Entspannung hindern. * Kleidung für Sie selbst auf dem Heimweg. Meist passt die Kleidung, die Sie im 6. Monat trugen. * Kleidung für Ihr Baby auf dem Heimweg. Über die Art und Menge können sie sich an Ort und Stelle informieren und es den gegebenen Umständen anpassen. Auch ein schöner Strampler sollte dabei sein, denn in vielen Spitälern kommt ein Fotograf in den ersten Tagen vorbei. * Ihr Natel, ein Ladegerät und ein Adressbüchlein mit den nicht gespeicherten Telefonnummern, damit Sie die wichtige Neuigkeit verbreiten können. Still-Einlagen und Binden für den Wochenfluss, aber auch Wegwerfslips aus Netzmaterial sowie Wegwerfwindeln werden in der Regel von allen Spitälern grosszügig zur Verfügung gestellt. Falls nicht, sind solche Dinge schnell besorgt. Diese Dinge können zusätzlich nützlich sein: * Wenn Ihnen Musik beim Entspannen hilft: Packen Sie CDs oder Kassetten ein. In den meisten Gebärsälen gibt es für Sie die Möglichkeit, während der Geburt Musik zu hören. Fürs Wochenbett wäre ein Walk- oder Discman oder MP3-Player mit Ohrhörern praktisch, damit Sie Ihre Zimmerkollegin nicht stören. * Duftöle zur Aromatherapie sind in Spitälern, die diese zur natürlichen Schmerzlinderung einsetzen, in der Regel vorhanden. Wenn Sie unbedingt Ihr eigenes Öl verwenden möchten, achten Sie darauf, dass es ein natürliches und kein synthetisches ist. * Kaugummi, Zitronenschnitze, Gummibärchen oder ihre Lieblings-Bonbons oder einen Lollipop: Das dürfen Sie während der Wehen im Mund haben. Heute gibt es während der Wehen kein strenges Ess-Verbot mehr. Ausser, wenn zu befürchten ist, dass doch noch ein Kaiserschnitt gemacht werden muss. * Ein isotonischer Durstlöscher (Sportlerdrink) und Traubenzucker tun gute Dienste. * Ein Lippenpflegestift gegen trockene Lippen im Gebärsaal. * Ihr Partner braucht in den vielen Stunden im Gebärsaal auch Essbares – ein Sandwich, Müesliriegel oder was er als Stärkung zwischendurch mag. * Massagebälle (Igelbälle oder Tennisbälle) für den Rücken. Wenn Sie damit schon während der Geburtsvorbereitung gute Erfahrung gemacht haben, sollten Sie die Bälle unbedingt mitnehmen. * Foto- oder Videokamera, Akku, Filme und Ersatzbatterien. * Ein kurzweiliges Buch fürs Wochenbett. Viele Mütter berichten aber, dass sie dann doch keine Zeit zum Lesen gehabt haben, weil sie nur noch das kleine Wunder betrachten wollten. * Ein kleiner Schreibblock zum Notieren, falls schon im Spital Geschenke abgegeben werden. Zu Hause wissen Sie sonst nicht mehr, bei wem Sie sich bedanken sollen.

Przyszle mamusie z Niemiec

03/02/08 22:12:48

Polecam zwiedzić szpitale wchodzące w rachubę i po prostu zapytać, co powinnaś ze sobą mieć. Może nawet dostaniesz do ręki listę rzeczy. W Niemczech trzeba mieć swoje ręczniki (na po prysznicu), swoje przybory do mycia i komplet ubrankowy dla dziecka na dzień opuszczenia szpitala. A wyjść można zawsze wcześniej jeśli się chce.

Przyszle mamusie z Niemiec

02/02/08 13:19:54

Dziękujemy za gratulacje. Mój opis porodu wkleję tutaj, bo link z naszego forum zdaje się byłby wycięty. W szpitalu byliśmy ok. 13:00, KTG pokazało porządne skurcze porodowe, niestety, rozwarcie tylko na mały palec. Wiele, wiele godzin trwała ta pierwsza faza, szyjka zniknęła, ale rozwarcie cały czas za małe. Dostałam jeden, drugi, trzeci czopek rozkurczowy. Na początku graliśmy w Scrabble, chodziłam, śpiewałam, wydaje mi się, że całkiem nieźle radziłam sobie ze skurczami. Na pół godziny weszłam do wanny, zapalono lampkę z olejkami eterycznymi na przyspieszenie rozwarcia. Dopiero gdy położna się przyszła żegnać, bo to koniec jej zmiany, uświadomiłam sobie, że jest już 22:00. Czas leciał jak szalony, koncentracja na oddechu zajęła całą moją świadomość. W jakimś momencie w nocy lekarka przebiła pęcherz płodowy i odeszły w końcu wody. Druga zmiana położnicza przyniosła pełne rozwarcie, pozwolono mi więc w końcu wejść do wanny. Była 3:00 w nocy, może trochę później. Ze skurczami nadal sobie radziłam, nawet zasypiałam w przerwach, choć były coraz krótsze. Po ok. 1,5 h przyszła lekarka i położna, obejrzały mnie i poprosiły o decyzję - czy chcę się jeszcze męczyć w wannie 3-4 godziny, czy mogą podać mi oksytocynę, a wtedy dziecko będzie "za chwilę". Byłam już "troszeczkę" zmęczona i zgodziłam się na kroplówkę. Potem poszło prędko, skurcze coraz częstsze i mocniejsze, kolejna zmiana położnych, skurcze parte (ulga!), wspaniałe zdanie "widać już główkę". Niestety, w momencie, kiedy zapytałam położną, czy mogłaby zrobić mi masaż krocza, a ta odpowiedziała, że spróbuje, ale nigdy tego nie robiła, wiedziałam, że będą mnie ciąć. Prosiłam jeszcze lekarkę: nie tnijcie, ale ona mi tłumaczyła, że jeśli to pomoże dziecku, to będą ciąć. Jestem przekonana, że już wtedy nie mieli najmniejszego zamiaru z tym czekać. Cięcia nie poczułam, ale je usłyszałam, brrr. Potem jeszcze dwa skurcze parte i na moim brzuszku wylądowała najpiękniejsza istotka na świecie, ćwicząc mocno płuca. Po krókiej chwili się uspokoiła, a ja spojrzałam na jej buźkę i już wiedziałam, że to będzie Maja Helena, a nie odwrotnie - taką opcję rozważaliśmy również. Poleżałyśmy tak dobrych parenaście minut, Maja zrobiła na mój wklęsły brzuch pierwszą kupkę - nawet tego nie zauważyłam, dopiero, jak mi ją zabrali. BYłam spocona i szczęśliwa, mój mąż się ledwie trzymał na nogach, ale też śmiał się przez łzy. Wszyscy mnie chwalili, mąż poszedł ważyć i mierzyć Majeczkę, a ja musiałam zostać na łóżku na szycie. To była jak dla mnie najgorsza część porodu. Mimo znieczulenia miejscowego itp. Olbrzymie problemy sprawiło mi położenie łydek na podwyższenie - skurcze w nogach były dla mnie w tym momencie bardziej bolesne niż wszystkie porodowe. Moment szycia bardzo mało intymny, nastawienie lekarki raczej krawieckie i obojętne. Ja chciałam Maję, a tu lampa, ostre światło i babsztyl z wywalonym niemalże językiem. Zapytałam ją, czy będę mogła chociaż prosić o zdjęcie szwów po jakimś czasie, dostałam opowiedź, że nie ma takiej potrzeby, bo za dwa tygodnie (sic!) same się rozpuszczą. W końcu katorga szycia dobiegła końca i mogłam po raz pierwszy przystawić do piersi Córeczkę. Spodziewałam się skurczu, bólu - nic takiego nie nastąpiło. Było to po prostu piękne uczucie. Leżałyśmy tak sobie, najpierw przy piersi, potem po prostu Maja na moim brzuchu, jakieś pół godziny, może dłużej. Wszyscy nas zostawili w spokoju, Maja patrzyła wielkimi ciemnymi oczami to na mnie, to na swojego Tatę. Nigdy nie zapomnę tego pierwszego spojrzenia. Po jakimś czasie przełożono Maję do łóżeczka, a nam przyniesiono śniadanie. Musiałam zjeść, a potem wziąć prysznic - taki był warunek wyjęcia wenflonu. Jak położna zobaczyła, że po tych 18 godzinach nie tylko wzięłam prysznic, ale i umyłam głowę, nie wiedziała, czy mnie opieprzyć, czy się śmiać. Wenflon zniknął, mnie przewieziono na blok "połogowy" razem z Mają i mężem. Sebastian został jeszcze trochę, a potem poszedł do domu się położyć - ale i tak nie zmrużył oka... Na oddziale zostałam do piątku, a więc 3,5 doby. Maja przeszła wszelkie konieczne badania, ma 10 któw w skali Apgar, słyszy na oba uszka, wszystko rozwija się prawidłowo. Jest największym szczęściem, jakie spotkało mnie w życiu. Gdyby nie to cięcie, byłby to piękny poród. A tak to był tylko w porządku. Bez wahania poszłabym rodzić raz jeszcze (no, może nie dzisiaj :wink:). Nota bene dopiero po kilku dniach wyczytałam, że oprócz pęknięcia krocza miałam też pęknięcie pochwy. Ale że podczas badania ginekologicznego nic nie czułam, zakładam, że było niewielkie.