Znów jedna kreseczka....

23/12/07 10:05:29

Miałam BOBO-TEST nie wiem czyj to i AMIL'a ponoć najpewniejszy. Pierwszy pokazał 2 kreski (druga słabiutka ale widoczna) a AMIL po 5 minutach pokazał szeroką drugą krechę tylko że po jakiś 4-5 minutach ta krecha znikneła. Oba testy widział mój mąż, bo bałam się że mam omamy :lol: ale on też widział. Dzisiaj rano zrobilam jeszcze raz AMIL'a i tym razem zero - JEDNA KRECHA potem jakiś drugi inny i tez jedna krecha :cry: :cry: :cry: :cry: . Obawiam się właśnie tak jak piszesz, że było to samoistne poronienie :cry: :cry: bo juz kiedyś mi się to trafiło a ortopeda zapowiadał, że przy moim problemie z odcinkiem lędzwiowym kręgosłupa tak się może dziać :cry: :cry: :cry: :cry: i wykrakał

Znów jedna kreseczka....

23/12/07 09:37:36

Dziewczyny te wczorajsze 2 kreski to byl jakiś okrutny chichot losu :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: :cry: dzisiaj nie ma NIC :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: :evil: jedna krecha i początek @ :cry: :cry: :cry: :cry: i masa dziwnych myśli w głowie. Jak już poukładałam sobie wszystko pod sufitem to taki myk ze strony losu. Tam na górze chyba ktoś mnie bardzo nie lubi :cry: :cry: aaaaaaaaaaa co za ból :cry: :cry: :cry: .Pozostaje mi się tylko cieszyć, że może te wczorajsze dwie krechy to początek mojej adopcyjnej ciąży i za 9 miesięcy dostaniemy drugą, upragnioną dziewczynkę. Ściskam Was wszystkie, życzę Wam owocnych Świąt, fasolek i nigdy takich niespodzianek jak moja.

Znów jedna kreseczka....

22/12/07 09:19:05

Dziewczyny pisze do Was bo nie wiem co o tym wszystkim myśleć. W dniu jutrzejszym mialam planowo dostać @ i zawsze juz na 5 dni przed miałam zabarwiony lekko śluz. Tym razem zero zabarwionego śluzu :shock: . Niczego się nie spodziewalam poniewaz ze wzgledu na kręgosłup zapadla decyzja " zero ciąży, może adopcja". Teraz miałam wrócić do pigółek na nowo. Dzisiaj ponieważ coś mnie tkneło zrobilam test ale nie z porannego moczu czego bardzo żałuję bo teraz siedzię, gapię się na test i wyobrażam sobie cuda. Zrobilam test i widze .... DWIE KRESKI ... tzn ta druga jest ledwo widoczna taka majacząca ale ja ją widzę, nawet mój mąż ją widzi i teraz nie mogę sie dozekac jutra rano. Nie wiem czy skakać z radości czy to tylko jakiś hihot losu ta druga majacząca kreska :lol: :lol: :lol: :shock: :shock: :shock: . nie wiem co o tym myśleć. Boje sie jak cholera raz, ze to fałszywy alarm, dwa że jak nie fałszywy to jak ja sobie poradzę przy moim kręgosłupie :cry: :cry: . Chce mi się skakać i płakać nie wiem co mysleć, mialam przygotowywac dom do Wigilii ale nie potrafie sie na niczym skupić. Najsmieszniejsze w tej całej historii jest to, że ROK liczylismy, staraliśmy się, planowalismy i NIC, potem diagnoza z kręgosłupem, dół, płaczi decyzja, że adoptujemy i mało tego w tym miesiacu ze względu na pracę i koniec roku tulaliśmy się z mężem TYLKO RAZ w 19 dniu cyklu gdzie moim zdaniem nie było najmniejszych szans. Matko córko co mysleć, co robić ???????

Znów jedna kreseczka....

05/12/07 06:54:36

Wielkie dzięki za ciepłe słowa jest mi to teraz bardzo potrzebne i za każde po stokroć dziękuję. Lekarz postawił mnie nie tyle przed strasznym wyborem: ciąża jest 80% gwarantem operacji kręgosłupa, do tego operacja ta mogłabybyć konieczna w trakcie ciązy, czygo dziecko mogłoby nie przeżyć - to za duże ryzyko. Pal licho mnie ale bobasa na to narazić nie mogę. Na świecie jest tyle niekochanych dzieci, że napewno któreś jest "nasze" :D . Całuski dla Was i waszych fasolek.

Znów jedna kreseczka....

04/12/07 19:02:31

Cześć dziewczyny. Wpadłam właściwie się pożegnać dlatego, że temat 1 kreseczki juz mnie dotyczyć nie będzie.... niestety temat dwóch kreseczek też nie :cry: :cry: :cry: . Los jest przewrotny. Niestety poważna wada kręgosłupa wyeliminowała mnie z gry :cry: :cry: :cry: . Okazało się że przy mojej przypadlosci istnieje bardzo duże ryzyko operacji kręgosłupa a ciąża mogłaby mnie do niej przybliżyć. Dano mi 20% szans na donoszenie ciązy jeżelibym zafasolkowała a ewentualne powikłania w ciązy i koniecznosc operacji postawiłaby mnie przed wyborem albo ja, albo dzidzia - to nie na moje nerwy i sumienie. Ta diagnoza byla dla mnie jak wyrok ale musze sie z nią pogodzić. Mamy jedną śliczną 5 letnią fasolkę i to jest nasz wieki życiowy sukces z którego się cieszę. Teraz pozostało mi rozważenie tematu adopcji dzidziusia, bo nie wyobrażam sobie, że moja malutka nie będzie miała rodzeństwa a my kolejnego bobaska. Trzymam kciuki za wasze obecne i przyszłe fasolki i wy trzymajcie kciuki za moją decyzję i jej powodzenie. Całuje Was mocno kobietki papapatki.