30-letnie mamy - wiecznie młode

06/08/07 21:50:29

Witam dziewczyny :) Skończyłam 30-stkę 30 lipca :) Mój synek ma już 11 tyg. To chyba najlepszy prezent na taką okazję i na całą resztę życia :)

P-LCR

01/08/07 22:29:58

Julka bardzo mi się podoba :) Na razie nie możemy dojść do porozumienia co do imienia iora. Ojciec by chciał Wiktor, ale mi się nie widzi. To 11 tydzień (wg wyliczeń mojego lekarza) więc jeszcze jest czas. Dziś nagrał mi nawet film na cd więc cała rodzina oglądała jak ior macha rękami i nogami. :)

P-LCR

01/08/07 22:13:28

Ja mam tu fajnego lekarza. Zawsze trzyma mnie ze 40 min. Robi mi 4d już od początku, ale na takim dopochwowym, nie wiem, pewnie to 3d, też było widać małego ptaka :) więc powiedział mi, że na 98% będzie facet. a co byś wolała? Ja mówiłam że wszystko mi jedno, ale jakiś mam sentyment do dziewczynek, bo to takie małe przylepki... Ale i tak się cieszę, a tatuś ma satysfakcję, bo chyba każdy facet chce mieć syna. Najwyżej dziewczynkę się dorobi :)

TEŚCIOWA !

01/08/07 21:40:19

Ja mam dużo przykrych doświadczeń z teściową, na szczęście jest już moją byłą teściową i bardzo się z tego cieszę, bo gdybym zdecydowała się na dziecko z byłym mężem (byliśmy razem 12 lat, fajny facet, tylko się nie mógł uwolnić od mamusi), to potem nie dałabym jej dotknąć dzieciaka, żeby czasem nie nabrało złych cech. Dużo by opowiadać... Za to teraz mam fajną teściową, rzec można - mądrą kobietę. Nie wtrąca się, i nie podejmuje za nikogo decyzji, jest życzliwa i pomocna, może nieco nadopiekuńcza. Ale dziecko powierzę jej chętnie. Jedno mogę powiedzieć, w moim przypadku sprawdza się to, że jak się wychodzi za mąż, to trzeba patrzeć jak jest w rodzinie męża bo pewne rzeczy się dziedziczy. Poza tym, wchodzi się w rodzinę, od której potem trudno sie odizolować, chyba że mieszka się daleko.

kulinarne zachcianki ciążowe

01/08/07 21:12:42

Tak czytam, i widzę, że nie tylko ja wydziwiam :):) Jestem w 11 tyg, i cały czas mi się zmienia. Na początku odrzucały mnie słodycze, a teraz mam fazę na Haribo Ogórki nachodziły mnie falowo - najpierw sama robiłam małosolne, ale jak już doszły, to któregoś ranka jak na nie spojrzałam, wyrzuciłam cały słoik, bo tak mnie zdenerwowały że są małosolne...:) od tamtej pory nie mogę. Zanim stałam się błogosławiona mogłam tonami jeść bazylię i czosnek. Teraz jak poczuję bazylię to mnie cofa, a wyczuwam ją z daleka. W ogóle czuję się jak pies: czuję wszystko i wszędzie, a najgorszy jest chyba zapach męskich dezodorantów marki "społem" Od początku mam długie zęby na mięso, a przez ostatni tydzień jem tylko śliwki i piję kefir. Raz tez leciałam do nocnego po śledzie w śmietanie lisnera. Najgorsze są dwie rzeczy: 1) Jak na coś mnie najdzie to zanim zdążę zorganizować sobie warsztat, już nie mam na to ochoty. 2) zawsze byłam bardzo elastyczna w zachowaniu, na nic nie narzekałam i nic mi nie przeszkadzało, teraz denerwują mnie błahe sprawy, zapachy w różnych miejscach i zrobiłam się uciążliwa dla otoczenia (chociaż wszyscy są wyrozumiali) :oops: