...z pewną dozą nieśmiałości... :)

31/05/11 08:48:54

heloł :) daaawno mnie tu nie było :oops: :oops: chyba jakoś zatraciłam sie we własnych problemach... ale nie jest tak źle :) zacznę od tego że oczywiście nie dostaliśmy się do przedszkola państwowego (martucha to co się dzieje w warszawskich przedszkolach to skandal!!) na co w ogóle nie byłam psychicznie przygotowana więc z wywalonym jęzorem biegałam, zanosiłam odwołania, składałam podania (dobrze że mój szef wyrozumiały jest :) ) a w międzyczasie szukałam dobrego prywatnego... oczywiście z moich odwołań nic nie wyszło i na wszelki wypadek mamy zaklepane miejsce w prywatnym... koszt takiego cacka to "jedynie" 1400zł/mc ale takie są ceny w mojej dzielnicy (u martuchy jest chyba taniej)... jestem tak wkurzona że szok... ale co tam przecież jesteśmy młodym małżeństwem, śpimy na kasie, mamy do spłacania kredyt hipoteczny i z prywatnym przedszkolem też sobie poradzimy... oczywiscie to była ironia a jak jeszcze raz zobaczę w tv spot o tym że powinniśmy mieć kupę dzieci bo sie starzejemy to rzucę szklanką w telewizor! z mamą jakby lepiej :) pierwsza kuracja nic nie dała ale druga (innym środkiem) raczej będzie miała pozytywne skutki bo i mama mówi że się lepiej czuje i poprawiły się wyniki dot. nerek :) 100% pewność będziemy mieli po badaniach szpiku ale na te musimy jeszcze poczekać... jesteśmy dobrej myśli! :) Arturo chodzi do żłobka :) chociaż szczerze mówiąc to chyba trochę mu się tam już nudzi :wink: i co raz robi mi awantury że on już chce iść do przedszkola :lol: w następnym tygodniu mamy zajęcia adaptacyjne w przedszkolu prywatnym i aż się boję czy on po tym wróci mi do żłobka :lol: generalnie słodki z niego chłopak :) trochę łobuziakowaty ale w granicach normy :) a u mnie stara bida :wink: praca dom praca :)

...z pewną dozą nieśmiałości... :)

10/02/11 18:39:43

mama jest w domciu :) ale tylko na tydzień :( potem wraca na 2 tyg. do szpitala i znowu te 2 tygodnie bedzie odizolowana... no i chyba o mnie zapomnieli.... a ja se siedzę i po necie serfuję... J. mnie zabije bo przez to nie może iść na umówione spotkanie ze znajomymi.........

...z pewną dozą nieśmiałości... :)

10/02/11 17:30:59

z J. wszystko w porządku :) dba o nas :) mama tylko na tydzień wróciła do domu :( no ale co zrobić... nie można czasu marnować... oby tylko wyszło że bakterii nie ma.... cysta??? :shock: ja pewnie już bym sobie coś wmawiała :wink: ale dobrze że usg wykazało że to nic poważnego :) pewnie samo się wchłonie :) ja jeszcze w robocie... czakam na bardzo ważne spotkanie z zarządem ale jak tak dalej pójdzie to dojdę do wniosku że chyba o mnie zapomnieli :lol: spotkanie miało być na 16.30 ale już o 16 było wiadomo że będzie obsuwa czasowa i tak do chwili obecnej sobie czekam... na końcu się okaże że żeby nie tracić czasu to pominęli moją część :roll:

...z pewną dozą nieśmiałości... :)

09/02/11 09:22:48

No to jestem :) Dłuuuugo mnie nie było… jakoś ani weny ani czasu nie było… głowę miałam ciągle czymś zaprzątniętą… Z mamą tak sobie… nie jest źle ale nie jest też doskonale… tzn. miało być pięknie ale się popsuło :( w styczniu moja mama trafiła do szpitala na oddział odizolowany gdzie przygotowywano ją do przeszczepu tzn. pobieranie komórek macierzystych… wszystko szło dobrze, organizm zmobilizował się do pracy i udało się to pobrać ale… no właśnie "ale" :( wszystko się posypało bo okazało się że gdzieś do pobranych komórek wdarła się bakteria :( na początku było podejrzenie że to moja mama jest nosicielem tej bakterii (załamałam się bo to oznaczało że trzeba tą bakterię zwalczyć co może potrwać dłuuuugo) ale ostatnie wieści są takie że skłaniają się ku wersji jako że bakteria nie pochodzi z organizmu tylko z zewnątrz uffffffffff :) minus taki że całą zabawę z pobieraniem komórek macierzystych trzeba zaczynać od nowa czyli znowu izolatka, znowu chemia i wypadnie włosów… Z Arturo wszystko w porządku :) ślicznie się rozwija, ciągle uśmiechnięty, lubi chodzić do żłobka i ogólnie jest przekochanym szkrabem :) chyba nie ma większej nagrody dla mamy jak to że dziecko przychodzi, przytula się i mówi że kocha :) trochę nas tylko martwił jego rozwój fizyczny tzn. Arturo jak na swój wiek jest niski ale pani endokrynolog powiedziała że ona nie widzi na razie przyczyn do interwencji i że mamy się zgłosić za pół roku… a tak w ogóle to zaraz ma swoje 3-cie urodziny :) jeeesuuuu jak ten czas zasuwa... Ja sobie pracuję i chyba nie mam podstaw żeby narzekać :) czasami tęskni mi się do poprzedniej pracy ale jest to bardziej przywiązanie sentymentalne niż to że jest mi źle w nowej :)

...z pewną dozą nieśmiałości... :)

08/02/11 22:02:06

hej babole :) jutro w pracy naskorbię co u mnie słychać :) jeesssuuu jakie śliczne te wasze pociechy!!!! buziaki