IN VITRO

01/02/11 15:05:28

Ajsi, no właśnie cewnik dla mnie był z tego wszystkiego najgorszy, sama laparo i po niej już nie tak źle. Ale od początku... Leżałam w szpitalu 3 dni. Pierwszego dnia już ścisła dieta, czyli sama woda i przygotowania do zabiegu, który miał się odbyć następnego dnia rano. W tych przygotowaniach chodziło o to, aby oczyścić przewód pokarmowy, więc: wypicie tranu, po południu lewatywa. Jeszcze było golenie, generalnie pod koniec tego dnia czułam się już bardzo chora :D .Następnego dnia rano welfron, cewnik, głupi jaś i na salę. Potem to już normalna narkoza, gdzieś z godzinę we mnie grzebali, potem obudziłam się już na "swoim" łóżku. Dali mi kilka kroplówek, bo organizm się odwadniał (poprzedniego dnia mogłam wypić tylko kilka łyków wody), no i ten cewnik mi przeszkadzał. Ale lekarz powiedział, że nie wyjmą go, bo nie mogę przecież chodzić sama do łazienki i że nieraz kobiety leżą nieruchomo ze 2 dni. Ale ja tak nie mogłam "zdzierżyć" tego cewnika, że przy pomocy męża po południu wstałam, i powiedziałam, że naprawdę dam radę. Dziwił się, że tak szybko wstałam na nogi, ale mi go wyjęli. Tego i następnego dnia każda wizyta w łazience na siku, (o czymś innym nie wspomnę, bo byłam przecież nieźle wyczyszczona, że musiało się napełnić :lol: ), więc każda wizyta, to był ogromny ból. Myślę, że pielęgniarka bardzo mnie tam poraniła przy zakładaniu i zdejmowaniu i stąd ten ból. Przecież wiele dziewczyn miało cewnik i nie wspominają tego jako koszmaru. No i dieta lekkostrawna przez kilka dni, żeby nie tak od razu. Potem ze dwa dni poleżałam w domu, a zwolnienie z pracy było chyba na tydzień, po tygodniu do szpitala na zdjęcie szwów. Miałam 3 małe dziurki - jedna w pępku, dwie po bokach, teraz nie ma po nich śladu. Mam nadzieję, że Cię nie nastraszyłam tak szczegółowym opisem, ale naprawdę nie było źle, zresztą miło to wspominam, że względu na skutek jaki przyniosło. Co do tych badań immuno, to mimo, że prywanie, to czekałam generalnie ok. miesiąca na przyjęcie, potem na wyniki, to jedne po 10 dniach, drugie po miesiącu, trzecie po półtora m-ca. Dobrze by było, gdyby udało Ci się coś wyciągnąć bezpłatnie, ja za wszystko płaciłam i generalnie dziewczyny też. Spotkałam sie ze stwierdzeniem, że to nie jest refundowane, ale może u Ciebie będzie inaczej.

IN VITRO

01/02/11 14:23:45

Ajsi, ja też chciałam, żeby coś u nas znaleźli (oczywiście wyleczalnego!). Napiszę Ci moje skierowanie na badania immunologiczne: 1. Odpowiedź limfocytów na alloantygeny w teście MLR 2. Test limfocytotoksyczny LCT 3. Immunofenotyp 4. Aktywność komórek NK 5. Przeciwciała: ANA, ENA, AOA, ACL, APS, ANTY-HERPES 1,2 6. Oznaczenie polimorfizmu genów kontrolujących ekspresję cytokin 7. Inne: komplement C3, igA, komórki LE, homocysteina, polimorfizm IGF-2 Apal (mąż), antygeny zgodności tkankowej klasy II (HLA-DQ-ALFA) I w Instytucie hematologii: 1. Aktywność antytrombiny 2. Aktywność białka C 3. Antygen białka C 4. Antygen wolnego białka S 5. Test APCR-m 6. Czynnik XII No i z tych badań wyszło: 1. Nieprawidłowy test APCR, co było wskazaniem do sprawdzenia Leidena 2. Przeciwciała antyfosfolipinowe (co dało w sumie ten mój najpoważniejszy problem - trombofilię) 3. Nieprawidłowo aktywowane komórki immunologiczne (powyżej normy HLA-DR/CD56 i HLA-DR/CD16 oraz CD25/cd4). W sumie 3 nieprawidłowe markery na 16 zbadanych. Zalecenia do któw wyżej: 1.-2. na problemy z krzepnięciem zastrzyki z heparyny, acard, ciąża pod kontrolą hematologa. 3. Nie leczy się. Zalecono też scratching (tj. "zadrapanie macicy") na kilka dni przed transferem, zrobi sie wtedy ranka, do której łatwiej przyczepi się zarodek. W N. robią, koszt ok. 200 zł. No i wlewy z sandoglobuliny (IVIg), jak wcześniej pisałam, pierwszy na tydzień przed transferem, kolejne w okresach 4-tygodniowych. Podaje się najczęsciej 3, z tego jeden wlew z przetoczeniem ok. 5.000 zł. Gdy scratching i wlew u mnie nie zadziałał (miałam jeden, bo więcej nie zdążyłam, bo beta zerowa), zalecono szczepionki z krwi męża, ale ich nie zdążyłam zrobić :D Co do laparoskopii, to ja miałam ją ponad 3 lata temu i ginekolog, który mnie na nią skierował, po przejrzeniu już wtedy trzyletniej historii leczenia, podejrzewał np. PCO. I mówi, że generalnie laparoskopia daje dobre efekty diagnostyczne, ale też można przy okazji coś naprawić, "przedmuchać jajniki". I stwierdził, że 80% kobiet po laparoskopii zachodzi w ciążę w ciągu pół roku. Ja zaszłam w pierwszym cyklu nawet bez żadnych wspomagaczy :shock: . Niestety ciąża się nie rozwinęła, ale może coś jest na rzeczy. I Tobie życzę takiego efektu po laparoskopii, ale z dobrym zakończeniem. Dopisane: Maga, na wyniki czekałam ok. półtora miesiąca.

IN VITRO

01/02/11 12:57:15

Cześć dziewczyny, Maga, ja na skierowaniu miałam napisane m.in. Immunofenotyp, Aktywność komórek NK. Na wyniku tego Immunofenopypu były wyszczególnione różne markery, m.in. CD56+ CD16+ CD3 i obok wyniki i jeszcze zdanie "Frakcja endometrialnych NK/total NK = 9%. Wogóle ten immunofenotyp zatytuowany był "Ocena fenotypowa komórek metodą cytometrii przepływowej". Na drugiej kartce była "Ocena aktywności komórek NK metodą cytometrii przepływowej" i tak był wynik poziomu komórek NK i aktywności komórek NK. Bardzo pokręcone są te badania immunologiczne, ginekolodzy raczej nie podejmują się ich analizy, ale odsyłają do immunologa, zresztą logiczne, no i są bardzo drogie. Mi polecono dr Dubrawskiego (dużo o nim na bocianie, podobno jeden z najlepszych w Polsce), ale ja nie polecam. Dał skierowanie na wiele badań, które można porobić u niego lub np. w W-wie na Lindleya. Gdy zorientowała się w cenach, to na Lindleya były dużo tańsze, więc te tańsze zrobiłam właśnie tam. Dzięki temu zaoszczędziłam 450 zł, resztę (dwie trzecie badań) zrobiłam u niego, bo już nie było dużej różnicy cenowej. Dziewczyny na bocianie pisały, że akceptuje wyniki z innych źródeł, niestety u mnie tylko rzucił na nie okiem, zły, że zrobione nie u niego, mimo, że na te dwie trzecie badań u niego wydałam ponad 3000 zł, + każda wizyta 150 zł. Niemniej jednak prowadził mnie immunologicznie, zlecił te cholernie drogie wlewy w czasie transferów, itd. No i gdy teraz zaszłam w ciążę, zadzwoniłam do niego co robić, może właśnie wlew, skoro niby tak pomagają, generalne, co robić żeby utrzymać tę ciążę - on wklikał w komputerze moje dane i mówi, że widzi, że część badań robiłam gdzie indziej, że nie stosuję się do jego zaleceń (zalecenia były zrobić szczepionki z krwi męża na początku roku 2011, a ja w listopadzie zaszłam w ciążę - jakbym to ja panowała na swoją płodnością :roll: ) i on nie podejmuje się mnie dalej prowadzić. Zły był, że udało mi się bez tych jego zaleceń. Poczułam się strasznie, że nie może już ode mnie za dużo wyciągnąć kasy (badania porobione), to mnie olewa. No cóż, lekarze są różni, trafiłam też na kilku cudownych, którzy naprawdę robili co mogli (tak, się składa, że to kobiety :lol: ). Wiewiórka, ja też wierzę w tego twojego lekarza, też jakiś czas temu myślałam, żeby sie wybrać, ale nie zdążyłam. Energoterapeuta pomógł mojej koleżance, która starała się od kilku lat. Także musisz bardzo wierzyć w to, że Ci pomoże. Widać po twoich postach, że masz więcej wiary i jesteś spokojniejsza, a to ważne. Pozdrowionka dla wszystkich

¨*¤.¸¸¸¸.¤*¨.¸¸.¤*¨Sierpnióweczki 2011!!¨*¤.¸¸.¨*¤.¸¸¸¸.¤*¨

28/01/11 14:12:42

Madzi, co ja mam powiedzieć? 8)

¨*¤.¸¸¸¸.¤*¨.¸¸.¤*¨Sierpnióweczki 2011!!¨*¤.¸¸.¨*¤.¸¸¸¸.¤*¨

28/01/11 13:21:21

Śliweczka, a kiedy miałaś ten wynik 1337, bo beta przyrasta o 100% w ciągu 3 dni, czyli jeśli ok. 10 dni temu było 1337, a dziś jest 9700 to jest ok. Ale jeśli minęło więcej czasu, to trochę za wolno.