Po porodzie - nasi mężczyźni i alkohol

21/08/08 13:42:24


ze tez by chciala byc w lokalu a nie w szpitalu
To trafne spostrzeżenie. Wszyscy bawią się, a ty leżysz sama z wyjącym noworodem, którego trzeba co godzinę przewijać. A przecież wystarczy zaczekać parę dni i cała najbliższa rodzina może już się cieszyć razem, prawda? Od razu wyłącza się biedną kobietę ze społeczeństwa. My mamy święto a ona niech sobie tam leży jak jej się zachciało dziecka. Nie wiem wydaje mi się, że nie zrozumie tego uczucia nikt, kto nie był w takim położeniu. Pamiętam opowieść koleżanki, która urodziła rok przede mną, jak to rano obudziła się w szpitalu i wyła, że męża jeszcze przy niej nie ma, a już przecież 6! Mąż zjawił się o 7.30 i dostał opieprz jak nigdy, gdzież to on się podziewał. Dziewczyna była po cesarce a jej druga połowa przez 5 dni siedziała od 7 do 21 przy łóżku - zajmował się synkiem, przewijał, pomagał żonie znosić ból pooperacyjny. Po prostu był. Przy pierwszej ciąży zapisałam się też na forum i tam było kilka dziewczyn mieszkających za granicą. W części krajów przyjęte jest tak, że po porodzie pokój ma cała rodzina, znaczy mąż też - leżankę. I mężowie są z żonami i dziećmi te 3 dni razem dzień i noc i pomagają. Bardzo mi się coś takiego spodobało. U nas oczywiście też coś takiego wejdzie ale może za 20 lat.

Po porodzie - nasi mężczyźni i alkohol

20/08/08 19:37:09

creeda Wiesz myślę, że jedyne co możemy zrobić to wychować nasze dzieci tak, by alkohol był dla nich jedynie dodatkiem, bez którego spokojnie można się obejść. Przeraża mnie skala przyzwolenia dla picia w naszym kraju. Tak jak wcześniej pisałyście, to wręcz nienormalne aby nie pić. Wszystko kojarzy się z alkoholem. Wesela- do upadłego, Sylwester- w trupa, alkohol jest reklamowany wszędzie - "Lech będzie się działo", "Żubr stawia się czasem", "Gdyby Carlsberg organizował wesela" itd. Wpaja się bardzo młodym ludziom, że inaczej wręcz nie można, że na tym polega dorosłość prawda? Tworzy się związek myślowy alkohol=zabawa. Ktos na tym robi nieludzkie pieniądze. Zawsze zastanawiam się, jak się może czuć taki np. członek AA kiedy stara się wyjść z nałogu - włącza TV - reklama piwa, jedzie autobusem - reklama wina otwiera gazetę - jedno lub drugie. I jak tu zachować trzeźwość. A jeszcze kumple : No co ty? Nie pijesz? Jak to nie pijesz? Zauważyłyście że pić piwo jest łatwiej? Bo bierzesz kufel i sączysz. Możesz wypić jedno. Z wódką tak się nie da. Nalewają i pilnują żeby wszyscy wypili. Nie wiem czemu ale to śmieszne jak się ci faceci boją siebie nawzajem. Każdy wtedy pilnuje innych. Wypili, nalewają i znowu pilnują. Żeby nie pić trzeba mieć charakter. Zawsze czuję podziw do takich facetów, którzy potrafią bez kłamstw i wykrętów powiedzieć "Nie piję". Mój poprzedni taki był. Nie było mowy, żeby go ktoś zmusił. Z resztą ja też taka jestem - koleżanki ze studiów zawsze się dziwiły, nie mogły tego zrozumieć. Jedna przysięgła,że nim minie 6 rok to mnie upije. Nigdy jej się to nie udało :)

Po porodzie - nasi mężczyźni i alkohol

20/08/08 18:37:52

kasiaj110 Witaj! To faktycznie smutna historia z Twoją rodziną, jak i z rodziną creedy. Wiecie w sumie co jest najgorsze. Wiele lat byłam w ruchu Światło-Życie, tam poznałam wspaniałego faceta, który też jest DDA i rozumie co z człowiekiem robi alkohol. Byliśmy ze sobą 4 lata, mogłam za niego wyjść, a tego nie zrobiłam. czemu? Wybrałam faceta, który co prawda nie upija się do nieprzytomności, ale wystarczy mu trochę a już robi się okropny. Poniża mnie i znajomych, zachowuje sie jak kretyn i wstydzę się za niego. To znaczy tak było, do tego pamiętnego USG jamy brzusznej. Od tamtego czasu mam autentycznie wspaniałe Sylwestry, ostatnio cudownie bawiliśmy się na ślubie jego kuzynki, choć ja prowadziłam i pozwoliłam mu wypić. O dziwo, wypił przez cały wieczór parę kieliszków i mówi "Wiesz jakoś mi już alkohol nie smakuje" i dalej udawał. Dowiozłam go naprawdę trzeźwego do domu i mogliśmy sobie poświętować jeszcze sami ;-) Ale wracając do sedna, wybrałam faceta , który przypominał mojego ojca mimo iż obiecałam sobie, że moje życie będzie inne. Na razie jakoś się udaje. Nie mam w domu wódki i nikogo nią nie częstuję. Jak już jest impreza to stawiam na stół wino lub piwo. Otaczam się ludźmi lubiącymi życie na trzeźwo. Potrafimy delektować się jedną lampką alkoholu przez pół imprezy. Ale praca mojego męża to zupełnie inna bajka. Tam wóda leje się strumieniami na każdym "szkoleniu", które są dość często. Piją właściwie wszyscy od robotnika po prezesa. Kto nie pije ten wróg. Boję się że on w końcu ulegnie wpływom w pracy i wtedy już nic nie zdoła go uratować przed nałogiem :-(

Po porodzie - nasi mężczyźni i alkohol

19/08/08 18:28:18

Najgorsze jest to, że on nie świętował z przyjaciółmi tylko przyniósł swoim robotnikom wyżerę do pracy, bo jest kierownikiem budowy. Spił się z w sumie obcymi sobie ludźmi, a ja leżałam pocięta, popękana, obolała i taka bezradna :(

Po porodzie - nasi mężczyźni i alkohol

19/08/08 17:06:43

Poza tym po paru miesiącach bardzo złego samopoczucia jakiś rok temu poszliśmy na badania. Kiedy zobaczyłam na usg, jak wygląda jego wątroba to prawie zemdlałam. Płakałam całą drogę do domu. Okazało się, że jeśli nie będzie żył w abstynencji, to nie doczeka ślubu swojej córki. Może to był znak od Boga? Teraz pije mało i rzadko. Ale wiecie jak jest. Wyszłam za niego, bo obiecał mi, że nigdy się nie upije. Wychowałam się w rodzinie, gdzie tata nie pił nałogowo, ale jak już była impreza to nie umiał zachować umiaru - nigdy nie upił się w trupa, ale zawsze debilniał po kilku kieliszkach i było nam z mamą wstyd za niego. Mam dużo nieciekawych wspomnień, które obcym wydały by się może zabawne, ale nam nigdy. Kiedy poznałam swojego przyszłego męża to powiedziałam mu, że alkohol jest dla mnie dodatkiem do życia, który może nie istnieć. Boję się ludzi podpitych i zawsze wychodzę z imprez, gdy zaczyna być - w moim mniemaniu- niezbyt bezpiecznie. A w domu chcę się czuć bezpieczna. On mi obiecał, że zawsze będzie znał umiar. I masz babo placek. Nie dość, że złamał obietnicę, to jeszcze w takim dniu. Będzie co będzie. Wiem, że wtedy bardzo się przejął. Zrozumiał, iż nie żartuję i może stracić i mnie i dziecko. Starał się naprawić błąd. Mam nadzieję, że tym razem się zastanowi... 3 majcie za to kciuki. Biedny Żul (czyli Julia) odchorował moją adrenalinę wypitą wówczas z mlekiem. Całą noc kochane siostry neonatologiczne nosiły ją na zmianę na rękach, bo płakała i nie mogła spać.