CAŁA PRAWDA O SZPITALU im.BIZIELA!!!

17/10/08 12:05:26

a ja i tak wiem swoje :evil: uwazam ,ze bardzo mnie i moje dziecko tam skrzywdzili :evil: a i jedyny szpital to nie jest z takim sprzetem.........no chyba ,ze w kujawsko-pomorskim 8) a co do tego profesjonalizmu to tez mam inne zdanie :evil:

CAŁA PRAWDA O SZPITALU im.BIZIELA!!!

11/10/08 17:08:13

mona-maj ,moze i tym zasranym gronkowcem nie mozna sie zarazic ,za to paciorkowcem juz tak.prawda jest taka, ze kilka kobiet miało pozniej tak jak ta kobieta wysoki CRP wiec prosze nie pisz ze czegos tam nie mozna.... :evil: pozatym gdy na tym brudnym oddziale było przepelnienie to niestety gdzies ja polozyc musieli.... a jak kochana usprawiedliwisz fakt ze wszyscy tam patrza zeby im posmarowac....lapy :x zgrozo,dla mnie to rzeznia i prymityw a nie szpital przyjazny dziecku :x pozdrawiam

BYDGOSKIE SZKRABKI- OD DNIA NARODZIN....

07/10/08 09:24:10

CZESC DZIEWCZYNY :P moja martusia dała wczoraj nam popalić ,wyła ,krzyczala od 15 do 19.nie moglismy jej uspokoic na dobre przez te zakichane kolki biedactwo tak sie nacierpialo. wpadlam w panike,ja wolalam ze trzeba po karetke dzwonic,maz wolal ze predzej on sam do szpitala zawiezie,zaczelismy sie przekrzykiwac jak smarkacze tylko moja ........11-to letnia córka :shock: zimna krwe zachowała i zadzwoniła po babcie ( moja mame) i powiedziała ze ma przyjsc bo maluda placze i placze!mama przyszla ,brzuszek rozmasowalismy i martuni przeszło,spala cala noc z jedna mała przerwa na mleczko. :P :lol: :wink: ja poprostu nie potrafie (boje sie) cieszyc z tego macieżynstwa po tym co przeszłysmy w tym bizielu :cry: wszedzie wesze chorobe albo nie wiadomo co :cry: nawet lekarz zauwazył ze przewrazliwiona jestem :shock: ja okropnie sie o nia boje,jak tak dalej pojdzie to widze ze chyba tez bede potrzebowala pomocy ....psychologa :oops: :( wierzcie mi strach o mala jest tak ogromny ze nawet spac po nocach nie moge :( teraz wiem przez co przechodiła i przechodi ania7227 ,aniu wspolczuje ci bardzo. Viv ,co do rodzinki........zawsze uważałam ,że mimo wszystko masz kochana anielską cierpliwośc :wink: Lemoniadko , szkoda wiecej słow,ja swoje napisalam,chociaz mi ulzyło.......powiem tyle...niech tego Ch.szczeli wielki...H.. :evil: pozdrawiam

ciążówki Bydgoszcz

06/10/08 13:09:35

Witajcie! AKA, kochana dobrze wiem co piszę ,rodziłam na trakcie porodowym i byłam na septyku(w tej wyremontowanej części), na patologii tez septycznej (ja byłam zdrowa jak mnie przyjmowali do szpitala).niestety już po kilku dniach na patologii kilku kobietom i mnie również wkrzanili wenflony i dostawałyśmy antybiotyk :evil: a po porodzie też z malutką byłam na septyku i było nas kilkanaście ,co dzieci i my dostawałyśmy antybiotyk :evil: pozarażali nas śmierdziele i tyle :evil: :evil: :evil: na szczęście jest już u nas o.k. ale nikomu tego nie życzę :? pozdrawiam

Bydgoszcz-opinie na temat porodówki w Bizielu

05/10/08 18:18:26

Gdy dowiedziałam się, że mam cukrzycę i nie będę mogła urodzić dziecka w Inowrocławskim szpitalu, ponieważ szpital nie jest zaopatrzony w aparat do podania dziecku glukozy ( gdyby potrzebowało po urodzeniu). Dowiedziałam się, że takim szpitalem jest Szpital Biziela w Bydgoszczy. Nie byłam z tego zadowolona, ale uznałam, że to jednak najlepsze wyjście dla mnie i dla dziecka. Jakże się myliłam, gdy trafiając 12.09.08r na oddział patologii ciąży myślałam, że trafiłam pod najlepszą opiekę i najlepszych specjalistów. Na patologii kobiety leżą i nie są informowane o stane zdrowia, czy jakichś zabiegach, które je czekają!!! Położne w dość ironiczny i perfidny sposób podchodzą do pacjentek młodych lub poprostu dla sytuacji dla których znalazły się na oddziale ( przykładem może być dziewczyna w 4 ciązy po trzech cc, której groziło pęknięcie macicy na bliźnie po poprzednim cc). Położne zajmują się duperelami typu sprawdzanie tętna dziecka co 2 godziny!!! nawet w nocy!!! i temperaturkami pacjentek. Za to nie poinformowały pacjentek zdrowych, aby zachować szczególną ostrożność, ponieważ na oddział została przyjęta pacjentka w 30 tc. Po częściowym odejściu wód płodowych i ogólnym zainfekowaniu organizmu!!! Korzystając z toalety nie trudno się zarazić. Trafiłam na ten oddział w 41 tc i leżałam 4 dni zanim zdecydowano się na wywołanie porodu. Samego porodu nie wspominam źle, ale tylko dlatego, żę już na początku porodu ( oxy nie działała) dałam w łapę położnikowi i wprost prosiłam, żeby mi pomógł. W tym momencie poczułam się jak w prywatnej klinice , dodatkowe kroplówki ( o dziwo pojawiły się skurcze), szyjki i pleców. Poskutkowało, ale niestety za kasę i córeczka była na świecie w ciągu 1,5 godzinki. Z traktu porodowego dosłownie wybiegłam nie czekając na wózek i wywiezienie. Wtedy też pomyślałam: Jaki wredny i skorumpowany szpital. Na Położniczym okazało się, że córka ma szmery na płuckach po prawej stronie i musi dostać antybiotyk w kroplówce na rozszerzenie oskrzelek i żeby jej się lepiej oddychało ( miała katarek). Na drugi dzień na położniczym popłynęła nowina, żę 3/4 oddziału jest zarażone jakimiś bakteriamii ( Matki i dzieci). Nieco później okazało się, że na patologii leży od dłuższego czasu kobieta, której w 30 tc odeszły wody płodowe i jej organizm jest całkowicie zainfekowany. Miała gronkowca paciorkowca i jeszcze jakieś cho*erstwo ( nazwy nie pamiętam). Ciąży tej kobiety nie dało się dłużej utrzymać i 18.09 urodziła. Dziecko trafiło na intensywną terapię a ta kobieta... na położniczy aseptyczny ( ironia normalnie!). Na następny dzień sobie wyszła, ale niestety syf, jaki po sobie zostawiła będzie jeszcze długo o sobie dawał znać, zarażając inne kobiety i dzieci. Nie mogę też dobrze wypowiedzieć sie o położnych z aseptyka. Noworodki kąpane są przy otwartych oknach!!! A znieczulica, jaka panuje na płacz dziecka zabieranego na badanie czy kąpanie nie ma granic!!! Najciekawsze w tym wszystkim jest hasło które wisi na plakatach " Szpital przyjazny dziecku"- przecież jest to śmiechu warte!!! Po oddziale chodzi kobieta wręcz zmuszająca kobiety po porodzie do naturalnego karmienia nawet, gdy kobieta nie ma pokarmu!!! Nidgy nie miałam pokarmu, więc i teraz nie liczyłam na cód. Pokarmu nie miałam i nie mam, mimo, że przystawiałam córeczkę do piersi co chwilę. Wszystko skończyło się na tym, że mam podrażnione brodawki do krwi, a mała darła się z głodu. Po kilku błaganiach dostałam sztuczne mleko mleczko dla dziecka, ale było ono rozdzielane i za każdym razem trzeba się było prosić i tłumaczyć, że się nie ma pokarmu i że dziecko z głodu. Od lekarzy nic się nie było można dowiedzieć o stanie zdrowia dziecka. Gdy po kilku dniach nie wytrzymałam i poszłam do lekarki zapytać się w jakim stanie jest dziecko, jak wyszły wyniki i co jeszcze będzie badane lekarka odpowiedziała nie zrozumiałymi dla mnie terminami. Powiedziałam, że nie znam się na normach i że nie rozumiem tego języka, którego używa. Odpowiedziała mi wtedy w bardzo niemiły sposób zacytuję : " Gdyby pani się znała i rozumiała to by pani tutaj pracowała. Ale pani tutaj nie pracuję i nie musi sie znać!!!" Ot. tyle się dowiedziałam. A gdy jakiś czas później spotkała mnie spacerująca i płacząca po korytarzu "aseptyka" stwierdziła, że mogę sobię trochę popłakać, że 50% kobiet ma depresję i że dobrze mi płacz zrobi. A ja do cholery nie miałam i nie mam żadnej depresji, ja poprostu denerwowałam się o własne dziecko... Czy to takie dziwne? Nie normalne, że matka płacze bo nie wie jaki jest stan jej dziecka i jakie będzie podjęte leczenie? W końcu po wielu perypetiach i prośbach udało się mojemu męzowi dowiedzieć, że dziecko ma rozplanowany antybiotyk na 5 dni bo w prześwietlenu wyszło, że ma niewielkie zmiany osłuchowe na płuckach po prawej stronie. W szpitalu musiałam przebywać przebywać wraz z dzieckiem do 25.09.08r ( do końca antybiotyku, który otrzymywała córka) i po ostatnim zastrzyku wyszłam z dzieckiem do domu. Dziecko było juz dwa razy badane przez pediatrę i córeczka jest zdrowa. Na szczęście mam zdrowe dziecko, ale o koszmarze jaki przeżyłyśmy na pewno nie da sie tak szybko zapomnieć. Jedyne, co mogę poradzić przyszłym matkom to, to aby jak najdalej trzymały się od tego idio*ycznego szpitala a prof. W. Szymański powinien się wstydzić za swój personel. Wspomnienia, które zostały mi po tym szpitalu to... trauma na samą myśł o Bizielu. Aby więcej moja noga tam nie postała!!! Matka malutkiej Martusi.