¸.¤*¨¨*¤.¸¸.ROZPAKOWANE WRZEŚNIÓWKI 2008¸¸.¤*¨¨*¤.¸¸

22/02/08 11:13:52

kffiatuszek, pochwal sie ciuchami, nie badz taka :P moniab, jutro bedzie lepiej z samopoczuciem (miejmy nadzieje :lol: ) speranza, mnie od miesa ostatnio odrzuca, az mnie w zoladku scisnelo jak napisalas co robisz na obiad :lol: Ja wczoraj pisalam kolo 20-ej ze ide spac....tiaaaa, po raz pierwszy przekonalam sie co to jest okropna zgaga wymieszana z okropnymi mdlosciami. Siedzialam (raczej klekalam) do polnocy przy kibelku. Nie wymiotowalam, ale mialam wrazenie ze zaraz, za momencik. Mowie Wam, tak zle to jeszcze nie bylo. Dzis rano sie obudzilam, poszlam do sklepu po buleczki :) Kupilam sobie "m jak mama" - fajna gazetka :) I zamiast buleczek (przeszla mnie ochota) wcinam chrupki kukurydziane :lol: Rano sie zwazylam i od ostatniego wazenia schudlam jakis kilogram. Fakt, jem mniej, bo rzadko co mi smakuje. No nie moge sie zmusic. Wstawilam pranie, zaraz sie wezme za kuchnie. Mam w planie zrobic ogorkowa, ale nie wiem czy plan wypali, bo znowu gdy stoje to mam wrazenie ze zaraz nogi mi sie zrobia jak z waty i kipne. Mam jeszcze zamiar troche poprasowac, bo juz mi sie tak tyle tego nazbieralo ze az wstyd :roll:

¸.¤*¨¨*¤.¸¸.ROZPAKOWANE WRZEŚNIÓWKI 2008¸¸.¤*¨¨*¤.¸¸

21/02/08 20:13:37

tiaaaa maselko hehe 8) moj kot jak musial brac po 3 tabletki dziennie przez dwa tygodnie...to mialam przechlapane. Na poczatek kielbaska, a i owszem. Wyczul :lol: Pozniej maselko. Oblizywal i wypluwal tabletke :lol: Serek "moj ulubiony" dzialal przez dwa dni...az w koncu wynalazlam.......... BIGOS!!!!! robilam malenka kuleczke z bigosu, w srodek tabletke a kot jak bigos poczul o malo sie nie zabijal o framugi, tak lecial :lol: Zwijam sie na spanko. Juz mnie cos oczka szczypia :) Znajac zycie to bedziecie sie tu zaraz chichraly i z 3 strony do rana naprodukujecie ;) Milych snow :)

¸.¤*¨¨*¤.¸¸.ROZPAKOWANE WRZEŚNIÓWKI 2008¸¸.¤*¨¨*¤.¸¸

21/02/08 18:35:59

Aga, staram sie robic tak jak piszesz. Oprocz mojego jednego wyskoku kiedy juz nie moglam wyrobic i chyba wytlumacze sie hormonami :roll: Staralam sie z nim rozmawiac, ale za duzo bylo placzu z mojej strony. Wiem, ze poprawa to nie bedzie kwestia dni, ale tygodni. To nie jest obnizenie nastroju tylko o wiele, wiele nizej. Wczoraj jak bylismy u jego rodzicow to byli w szoku. Niestety, moi rodzice podchodza do mojej ciazy moze nie "lekcewazaco" ale dziwnie. Beda mieli 4 wnuka. Przy pierwszym to bylo chuchanie i dmuchanie i dzwonienie co chwila itp. Ja ostatnio uslyszalam, ze "widziwiam" gdy powiedzialam, ze po dluzszym spacerze mam mocne bole brzucha i dlatego wole nie chodzic. Ani na miasto ani do rodziny czy znajomych. No ale....nie mozna miec wszystkiego :roll: Dzis mam troche nastroj marudny. Wlasnie na lekkiej zasadzie "zle mi". Ale jutro juz moge tryskac humorem...

¸.¤*¨¨*¤.¸¸.ROZPAKOWANE WRZEŚNIÓWKI 2008¸¸.¤*¨¨*¤.¸¸

21/02/08 18:26:27

speranza, mi nic nie jest jeśli można tak powiedzieć. Tu nie chodzi o byt finansowy. On jest bardzo ambitnym facetem. Pracuje dla jednej zagranicznej firmy plus do tego ma swoją własną w której ma właśnie kocioł. To nie tak, że mam dość. Gdybym nie była w ciąży miałabym mniej do myślenia (nie umiem dobrać dobrze słów, ale chyba wiecie o co mi chodzi). W sytuacji gdy spodziewamy sie dziecka jest to o wiele poważniejszy problem. Mam nadzieję, że w przeciągu 2-3 miesięcy go z tego wyciągnę. Być może z pomocą lekarza czy też leków. Dziś się spotyka z kolegą i będzie nocował u siostry ciotecznej. Sama to mu zaproponowałam. Chciałam, żeby odpoczął od domu (w domu pracuje, więc to nie tylko tzw. "twierdza") Wróci jutro. A teraz z innej beczki. Wczoraj kupiłam sobie spodnie ciążowe i stanik - miseczka F :shock: Zrobiłam i zjadłam budyń (ciekawe dlaczego :wink: ) i siedzę czy też leżę cały dzień na łóżku.

¸.¤*¨¨*¤.¸¸.ROZPAKOWANE WRZEŚNIÓWKI 2008¸¸.¤*¨¨*¤.¸¸

21/02/08 17:46:35

Nie pisałam nic dosyć długo, choć z czytaniem jestem na bieżąco..... U mnie masakra psychiczna. Fizycznie nie jest źle. Czasami tylko mam wrażenie, że zaraz padnę na podłogę. Robi mi się mega słabo, ciemno przed oczami....Mam paskudne samopoczucie. Złe samopoczucie i ogromne przepracowanie mojego M. zakończyło się depresją. Więc możecie sobie wyobrazić co mam w domu. Nie jest to typowe "źle mi, przejdzie mi" tylko...przechlapane. Ja i ciąża nie istniejemy. Słowo "kocham" z jego strony nie istnieje. Rozmawiałam z nim i jedyne na co go teraz stać to raz dziennie "jak się czujesz" lub jak widzi, że ledwo stoję to "połóż się na łózku". Najgorsze jest to, że mimo tego, że jestem psychologiem, również jego żoną i przyjacielem to nie mogę mu pomóc. Niestety, wpływa też i to na mnie. Na moje samopoczucie psychiczne. Żle to zabrzmi, ale psychicznie odpoczywam jak go nie ma w domu. Choć wolę żeby był. Martwię się o niego, martwię się o siebie i martwię się o maluszka. Objawy oprócz tej słabości co kilka dni znikły. Mdłości nie mam, piersi nie bolą.... A ja już jestem kłębkiem nerwów. Ehhh, musiałam się wygadać....